Logo Przewdonik Katolicki

ŚWIATŁOŚĆ ŚWIATA

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. (J 8, 12)

 

„Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. (J 8, 12)
 

W Jerozolimie trwają obchody jesiennego Święta Namiotów, po hebrajsku Sukkôt , celebrowanego na pamiątkę długiej wędrówki narodu żydowskiego przez rozpalone słońcem i bezludne obszary Pustyni Synajskiej, próbującego dotrzeć do ziemi Kanaan, kresu niewoli egipskiej. Jezus jest pośród tłumu świętujących w świątyni. Jednym z rytuałów jest rozpalanie na jej murach i w najważniejszych miejscach miasta wielkich ognisk, od których bije spowijająca Jerozolimę świetlista łuna rozpraszająca ciemności.

Nagle Jezus – który już w poprzednich dniach ciągnącego się przez tydzień święta głośno obwieszczał pewne prawdy, wzbudzające podejrzenia władz religijnych, co w końcu popchnęło je aż do próby aresztowania Go – zabiera głos. Wśród słuchaczy zapada cisza. Biorąc za punkt wyjścia właśnie te ognie wznoszące się ku rozgwieżdżonemu niebu Orientu, Jezus przedstawia siebie w zaskakujący i bulwersujący sposób jako „światłość świata”. Tymczasem, jak wiadomo, we wszystkich religiach światło jest symbolem Boga, gdyż pozwala na wyraźne ukazanie dwóch specyficznych cech boskości, które teologowie nazywają „immanencją” i „transcendencją”. 

Z jednej strony bowiem, jest ono zewnętrzne w stosunku do nas, nie możemy pochwycić go w dłonie i oderwać czy zapanować nad nim, jest ono „transcendentne”, czyli przekracza nas, przewyższa, jest „inne” i różne od nas, wyraża zatem tajemnicę i dystans między nami a Bogiem. Z drugiej strony jednak, otacza nas, objawia się nam, ogrzewa, daje życie, jest zatem „immanentne”, czyli pozostaje z nami i w nas, uosabiając w ten sposób bliskość Boga i jego stworzeń. Zaskoczenie i konsternacja wywołane oświadczeniem Jezusa są więc uzasadnione. Nie zapominajmy równocześnie, że ten sam autor, św. Jan, w swoim Pierwszym Liście poda właśnie taką definicję Boga: „jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1, 5).Wezwanie Jezusa staje się prowokacją: zachęca, by nie oglądać się na ognie rozświetlające jerozolimską noc, ale by szukać innego światła, które pozwoli wyrwać się z koszmaru duchowych ciemności. Jak wiadomo, ciemność jest królestwem występku, zbrodni i zła: po ciemku „wstaje morderca, zabija biedaka i nędzarza, a w nocy złodziejem się staje. Pilnuje mroku wzrok cudzołożnika; mówi sobie: Mnie oko nie dojrzy, na twarz zasłonę nakłada.W ciemnościach włamuje się do domów” (Hi 24, 14–16). Dlatego Jezus nazywa siebie także „światłością życia”. Jest ona obecna podczas moralnej przemiany prowadzącej do prawdziwego życia, które nie jest jedynie biologiczną egzystencją, tak jak nie jest zwykłym cielesnym zmysłem wzrok, który niewiele później Chrystus przywróci ślepemu od urodzenia. Opowiadanie z następnego, 9. rozdziału Ewangelii według św. Jana, ma na celu bowiem nie tylko pokazanie radości tego, który może wreszcie oglądać światło i barwy przyrody, ale także jego wyznania wiary w Chrystusa, „światło życia”: „Odpowiedział: «Wierzę, Panie» i oddał Mu pokłon” (9, 38). Również my, „jeżeli (…) chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, (…) mamy jedni z drugimi uczestnictwo” w miłości (1 J 1, 7). 
Tłumaczenie Dorota Stanicka-Apostoł

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki