Logo Przewdonik Katolicki

Paulina misyjna, Paulina różańcowa

Monika Białkowska
Fot.

Była piękną dziewczyną to chyba pierwsze, co rzuca się w oczy. Paulina była piękną dziewczyną, dlatego musiała żyć bardziej, żeby uroda nie zasłoniła jej ducha. I choć w tym roku mija już 150 lat od jej śmierci, była kobietą zaskakująco wręcz nowoczesną i aktywną.

 

 

Była piękną dziewczyną – to chyba pierwsze, co rzuca się w oczy. Paulina była piękną dziewczyną, dlatego musiała żyć bardziej, żeby uroda nie zasłoniła jej ducha. I choć w tym roku mija już 150 lat od jej śmierci, była kobietą zaskakująco wręcz nowoczesną i aktywną.

 
Urodziła się w 1799 r. w bogatej i katolickiej rodzinie w Lyonie. Jej ojciec był właścicielem fabryki jedwabiu i choć codziennie o czwartej rano chodził na Mszę św., to w naturalny sposób wprowadził 13-letnią Paulinę, swoją najmłodszą z córek, w elitarny i elegancki świat. A ona miała predyspozycje, żeby wyrosnąć na próżną pannicę: sama o sobie mówiła, że urodziła się z żywą wyobraźnią, powierzchowną umysłowością, porywczym i leniwym charakterem. Była również świadoma swojej urody i cieszyła się powodzeniem wśród młodzieńców.
 
W świętym batalionie
Jej życie zaczęło się zmieniać, kiedy któregoś dnia spadła ze stołka tak nieszczęśliwie, że uderzyła się w głowę i mogła stracić życie. W zamian za jego uratowanie jej matka ofiarowała Bogu swoje życie. Paulina odzyskała zdrowie, a wraz z nim również część zapału do próżnego życia. Kiedy wysłuchała w kościele nauk o próżności i zaraz po nich pobiegła dopytać głoszącego je ojca, czym właściwie owa próżność jest, ten spojrzał tylko na nią wymownie. Zrozumiała, poszła do spowiedzi generalnej. Na Boże Narodzenie 1816 r. w kaplicy na wzgórzu Fourviere Paulina złożyła prywatny ślub czystości – choć wiedziała, że nie ma powołania do życia zakonnego. Zerwała z życiem w luksusie, założyła na siebie strój robotnicy i zaczęła chodzić do lyońskich ubogich i chorych, prostytutkom wypraszała przyzwoitą pracę w tkalni swojego szwagra, opiekowała się młodymi robotnicami, starając się, by nie zeszły na złą drogę. Założyła wśród nich grupę „Wynagrodzicielek”, którą nazywała swoim świętym batalionem.
 
Chcę do Chin!
Ważnym elementem życia Pauliny był jej brat Fileas. Jeszcze w dzieciństwie marzył on o wyjeździe na misje do Chin, a mała Paulina koniecznie chciała mu towarzyszyć. – Pojadę z tobą, będę leczyła chorych i nosiła kwiatki do twojej kaplicy – powtarzała. A on tłumaczył jej, że kobiety nie mogą jechać do Chin, że tam trzeba jeździć na tygrysach albo słoniach. – Nie boję się, przywiążesz mnie dobrze do siodła, pojadę z tobą – upierała się.
„Biedactwo! Ty tam nie pojedziesz, ale weźmiesz grabie, zgarniesz stos złota i przyślesz mi je” – zamykał dyskusję Fileas.
Jego słowa okazały się prorocze. Kiedy on znajdował się w seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu i przygotowywał się do wyjazdu do Chin, korespondująca z nim Paulina uczyła się ducha misyjnego i szukała sposobu, w jaki mogłaby wesprzeć brata. Kiedy dotarł do niej apel o pomoc misjom w Luizjanie zrozumiała, że misja Kościoła jest powszechna, że same Chiny i Azja to zbyt mało – i że jej pomoc również powinna być szersza. Tak narodził się pomysł stworzenia małych, 10-osobowych grup, które każdego tygodnia składać będą niewielkie ofiary (1 sou) na Rozkrzewianie Wiary. Każda z osób w grupie miała znaleźć kolejną dziesiątkę, a te tworzyłyby następne. Każda setka miałaby reprezentanta we wspólnym Centrum. Szefowie dziesiątek nazywali się dziesiętnikami, setek – setnikami, a grupy tysiąca osób – tysiącznikami.
 
A daleka dla misji
Kiedy Paulina opowiedziała o swoim pomyśle spowiednikowi, usłyszała od niego, że jest za głupia, żeby to sama wymyślić – dlatego powinna dążyć do zrealizowania tego planu, gdyż na pewno pochodzi on od Boga. Pierwsze grupy Paulina zbierała wśród robotnic w fabryce szwagra – jej plan powiódł się doskonale. W krótkim czasie zgromadziła blisko dwa tysiące osób, a zbierane na misje ofiary wciąż rosły.
Wydawało się, że Paulina odniosła sukces. Ale kiedy w 1822 r. jej Dzieło zostało przejęte przez Stowarzyszenie Rozkrzewiania Wiary, a jej samej nie zaproszono na spotkanie założycielskie, milczała o tym, że to w jej głowie zrodziła się owa idea i usunęła się w cień Zaczęły się również problemy ze zdrowiem, musiała więc wycofać się z aktywnego życia, w domu też nie miała sił spełniać zwykłych obowiązków. Doświadczając osamotnienia, odkrywała kolejne przestrzenie życia duchowego, mówiła: „Bóg poprzez dolegliwości fizyczne chce położyć kamień na tym grobowcu, jakby zabezpieczając w ten sposób zredukowanie mojej woli do Jego. Gdybym nie została odsunięta od tej działalności, nigdy bym nie zrozumiała siły i potrzeby modlitwy”.
 
Odejść do Różańca
Siłę i potrzebę modlitwy Paulina zrozumiała. Korzystając z wcześniejszych doświadczeń z organizacją grup, po trzech latach milczenia wpadła na kolejny pomysł: zaangażowanie ludzi w modlitwę za misję, opartą na tych samych, grupowych zasadach. Modlitwą szczególnie bliską Paulinie był Różaniec – w naturalny sposób pomyślała więc o nim. Tym razem zamiast dziesiątek były piętnastki: każda z osób w grupie podejmowała zobowiązanie codziennego odmawiania dziesiątki Różańca w intencji misji. Tajemnice do rozważania rozdzielane były w drodze losowania, a członkowie grup, oprócz modlitwy, rozprowadzali również prasę i broszury misyjne oraz wspierały misje finansowo. Tak w 1826 r. z inicjatywy Pauliny Jaricot narodziło się wielkie i znane na całym świecie dzieło Żywego Różańca.
Wkrótce Paulina kupiła posiadłość, którą na cześć loretańskiego domu Maryi nazwała Lorette. Zamieszkała w nim razem z założonymi przez siebie Córkami Maryi. Przyjeżdżali do niej ludzie, chcący uczyć się i propagować dalej dzieło Żywego Różańca, kapłani, biskupi i przyszli święci, tacy jak proboszcz Vianney z Ars czy Zofia Barat.
W 1832 r. Paulina ciężko zachorowała – pojechała wówczas do Rzymu, prosić o zdrowie przy grobie św. Filomeny. W Rzymie odwiedził ją papież Grzegorz XVI – Paulina wykorzystała więc okazję i poprosiła go, by zezwolił jej na szerzenie kultu św. Filomeny. Grzegorz XVI w styczniu 1832 r. oficjalnie zatwierdził Stowarzyszenie Żywego Różańca, nadał mu odpusty i zalecił, by jego patronką została św. Filomena.
 
Ostatnia prosta
Paulinę niepokoiła sytuacja Francji. Po rewolucji i robotniczych rozruchach kraj był wyniszczony, wielu ludziom groził moralny upadek. Paulina miała rodzinny majątek, znała wielu wpływowych ludzi i wierzyła w powodzenie swojego planu – zaangażowała się w pomoc dla robotników. Zajęła się najpierw organizacją banku, który miał udzielać pożyczek bez odsetek, następnie budową fabryki. Oba te przedsięwzięcia skończyły się fiaskiem. Nieuczciwi wspólnicy doprowadzili Paulinę do ruiny, straciła wszystko i zmuszona była żyć w skrajnej nędzy, opuszczona, w złej sławie i długach. Nie straciła jednak wiary, traktowała swoje doświadczenia jako konieczny krzyż. Umarła w opuszczeniu w styczniu 1862 r. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1910 r., a w 1963 r. papież Jan XXIII podpisał dekret o heroiczności jej cnót.
 
 
List papieża Pawła VI do kard. Aleksandra Renarda, arcybiskupa Lyonu
Ziarno skromnie rzucone w ziemię przez Marię Paulinę Jaricot stało się wielkim drzewem. Dzieło Rozkrzewiania Wiary nieustannie się rozwijało wraz z katolickim, to znaczy powszechnym, zatroskaniem o wszystkie misje. Dzisiaj istnieje w ponad 75 krajach, na pięciu kontynentach. Jest wzajemną pomocą duchową i materialną w wymiarze całego Kościoła. Wraz z Papieskim Dziełem Misyjnym Dzieci, Papieskim Dziełem św. Piotra Apostoła i Papieską Unią Misyjną, powiązanych z Kongregacją Ewangelizacji Narodów, tworzy, bez ekskluzywizmu, wyraz i uprzywilejowane narzędzie niezbywalnej misji Kościoła: „oświecić wszystkich ludzi blaskiem Chrystusa, jaśniejącym na obliczu Kościoła”.
 
 
List Jana Pawła II do arcybiskupa Lyonu z okazji obchodów 200-lecia narodzin Pauliny Marii Jaricot, promotorki Dzieła Rozkrzewiania Wiary
Zatroskana o rozszerzenie Kościoła na wszystkich kontynentach, jak i w swoim środowisku, tchnęła w tamte czasy wielki zryw misyjny. W przykładzie Pauliny Kościół powinien znaleźć zachętę do umocnienia wiary, która otwiera na miłość braci, a jednocześnie powinien kontynuować swoją misyjną tradycję w jak najróżniejszych formach. W tej perspektywie zapraszam wspólnoty lokalne do pobudzania ducha misyjnego, rozwoju współpracy, jak i stałej wymiany darów, która jest otwarciem na powszechność Kościoła. Wspólnoty, które dają i te, które otrzymują, są tak samo napełnione łaską przez Pana.
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki