Logo Przewdonik Katolicki

Bajkowego biskupa przypadki

Adam Suwart
Fot.

Zapamiętano go powszechnie jako postać po wielokroć książęcą. Był księciem biskupem warmińskim, księciem sambijskim, słusznie nazywano go księciem Kościoła oraz księciem polskiej literatury oświeceniowej. Często jednak zapomina się, że biskup Ignacy Krasicki był też prymasem Polski.

Zapamiętano go powszechnie jako postać po wielokroć książęcą. Był księciem biskupem warmińskim, księciem sambijskim, słusznie nazywano go księciem Kościoła oraz księciem polskiej literatury oświeceniowej. Często jednak zapomina się, że biskup Ignacy Krasicki był też prymasem Polski.

 

Czasem warto w odniesieniu do własnej historii i jej bohaterów posiłkować się opiniami zewnętrznych badaczy jako bardziej obiektywnych obserwatorów. Dlatego godzi się w odniesieniu do postaci Ignacego Krasickiego przywołać opinię francuskiego polonisty Paula Cazina, który o księciu biskupie warmińskim tak napisał: „W Polsce twórczość jego zajmuje miejsce tak wybitne, że gdy ogarniamy wzrokiem panoramę polskiej literatury w poszukiwaniu najwyższych szczytów, na przestrzeni pięciu stuleci dostrzegamy Adama Mickiewicza w wieku XIX, Jana Kochanowskiego w XVI, a w XVIII Ignacego Krasickiego”. Chwaląc kunszt literacki Krasickiego, Cazin dodawał jednak skrzętnie, że „był on raczej pasterzem umysłów, intelektów niż sumień”.

 

Księgi, ogrody i zwierzyńce

W tej aluzji do kondycji duchowej mistrza polskiej poezji oświeceniowej i do jego stanu biskupiego dopatrzyć się możemy dość powszechnej w polskiej historiografii kościelnej krytyki wobec pasterskiego posługiwania Ignacego Krasickiego najpierw na książęcym tronie biskupim we Fromborku, a później pod ciężarem prymasowskiej mitry gnieźnieńskiej. Czy ta surowa ocena poety biskupa jest słuszna?

Zapewne słowa Cazina o pasterzowaniu „bardziej umysłom i intelektom”, bo skoncentrowanym na mecenacie artystycznym i twórczości literackiej, wydadzą się zasadne, jeśli przywołamy wybrane fakty z prymasowskiej działalności Krasickiego. Nominację na stolicę metropolitalną w Gnieźnie otrzymał  w lutym 1795 r., po śmierci prymasa Michała Poniatowskiego, niestety od króla Fryderyka Wilhelma II, bowiem Gniezno znajdowało się wówczas już na wykrojonym z terenów Rzeczpospolitej zaborczym terytorium Prus. Nowy prymas Polski – wszak mimo jej upadku Krasicki nie zaniechał używania tego tytułu – zjawił się w Gnieźnie zaopatrzony w ponad 40 tys. sztychów, zwłaszcza włoskich i angielskich. Imponująca galeria malowideł, które zgromadził, składała się ze 150 płócien mistrzów europejskich.

Prymas skompletował też 60 portretów przedstawiających swoich poprzedników na stolicy gnieźnieńskiej i ofiarował je seminarium łowickiemu. Z tym miastem wiązał wiele swoich planów, skoro przykładowo już w drugim roku prymasostwa przesłał do Łowicza ponad pół tysiąca ksiąg, które miały stać się zaczątkiem publicznej biblioteki. Jego prywatne zbiory książkowe liczyły zresztą ponad 6 tys. woluminów! 16 lat po śmierci prymasa, w 1817 r., część tego imponującego zbioru otrzymał erygowany wówczas Uniwersytet Warszawski. Wcześniej, jeszcze za życia prymasa, te cenne księgi znajdowały się w pałacu w Skierniewicach. Musiał mieć Krasicki zamiłowanie i do tego miasta, skoro utrzymywał tam prawie setkę ogrodników, pielęgnujących założony tam przez niego ogród, a i sam prymas podobno z zapałem oddawał się pracy przy sadzeniu roślin. Zresztą, gdyby ktoś jechał z wizytą do prymasa przebywającego akurat w Skierniewicach, kierując się drogą od strony Makowa, z pewnym zdziwieniem, a może i nawet zapartym tchem, zobaczyłby z boku tego traktu zwierzyniec z pawiami, jeleniami, łabędziami i inną menażerią.      

Na swym prymasowskim dworze prowadził nawet teatr. Niestety, wszystkie te chlubne działania kulturotwórcze, wyprzedzające nawet ducha tej wybujałej epoki, która wydała Krasickiego, obwarowane były pułapką niemałego zadłużenia, z którego prymas nie wyplątał się do końca swych dni.

 

Literatura łagodzi ocenę

Czyż jednak nie przymkniemy oczu na ekstrawagancje księcia prymasa, gdy sięgniemy do jego znakomitych Bajek, słynnej Myszeidy albo uznawanych za pierwszą polską powieść Mikołaja Doświadczyńskiego Przypadków? Czy nie zachwyci nas słynna strofa Święta miłości kochanej Ojczyzny, | Czują cię tylko umysły poczciwe, odczytana po raz pierwszy podczas jednego ze stanisławowskich obiadów czwartkowych, która, wraz z całym Hymnem do miłości Ojczyzny, urastała w tamtych kosmopolitycznych i niepewnych czasach do rangi polskiego hymnu narodowego.

I choć starsza historiografia bardzo krytycznie oceniała rządy biskupie Krasickiego na Warmii i w Gnieźnie, to jednak nie należał on do rzędu tych biskupów owej zwiewnej i libertyńskiej epoki, którym można by przypisać przynależność do modnych wówczas lóż wolnomularskich czy gorszący tryb życia. Choć Krasicki, działający jako biskup i prymas już pod zaborem pruskim, musiał złożyć homagium królowi z rodu Hohenzollernów, a nawet konferował z nim zapamiętale w salonach Sanssouci, gdzie zresztą ulokowany w dawnej komnacie Woltera miał powziąć zamiar napisania skandalizującej Monachomachii, to jednak nie zapominał o swoich duchowych powinnościach. Używał tytułu prymasowskiego mimo klęski Rzeczypospolitej. Obok źle przyjętego dzieła o walce mnichów pisał też rozprawy homiletyczne i prace z zakresu teologii. A już na pewno nikt nie zarzuciłby mu tak powszechnego w elitach tamtej epoki w Polsce i innych krajach europejskich, religijnego indyferentyzmu, agnostycyzmu czy wręcz wolteriańskiego ateizmu. Zarzuty takie poeta niejako uprzedził, jedną ze swych bajek kierując do filozofa, archetypicznej postaci tamtych czasów, której rzeczywiste imago pewnie często spotykał: Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych | Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych. | Przyszła słabość, aż mędrzec, co firmament mierzył, | Nie tylko w Pana Boga – i w upiory wierzył.

*

Prymas Ignacy Krasicki zmarł 14 marca 1801 r. w Berlinie na puchlinę wodną. Miał wówczas 66 lat. Pochowano go pierwotnie w katakumbach berlińskiego kościoła, dziś katedralnego, pw. św. Jadwigi, który zresztą Krasicki wiele lat wcześniej konsekrował. Jednak niespełna trzy dekady później staraniem Juliana Ursyna Niemcewicza i następcy Krasickiego na metropolitalnej stolicy w Gnieźnie, abp. Teofila Wolickiego, doczesne szczątki pierwszego prymasa epoki zaborów sprowadzono do bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie i dokładnie 17 marca 1829 r. pochowano w jej podziemiach, gdzie w skromnym sarkofagu spoczywają do dziś.

Niełatwo dokonać oceny Ignacego Krasickiego, wybitnej indywidualności w tej jakże zindywidualizowanej epoce Oświecenia, w której w Polsce na rozkwit kultury i sztuk nałożyła się klęska dawnego mocarstwa, jakim była I Rzeczpospolita. Wypada jednak za ks. prof. Kazimierzem Śmiglem przytoczyć zdanie, że obecnie „rewiduje się dotychczasowe poglądy na działalność kościelną Krasickiego”. Z nowszych badań wynika bowiem, że „jednak Krasicki z należną powagą traktował swoje biskupie obowiązki”. Jedno wszak jest pewne: choć mieliśmy biskupów – utalentowanych poetów i literatów, jak niegdyś Andrzej Krzycki, a w czasach Krasickiego Adam Naruszewicz, to jednak właśnie Krasickiemu przysługuje czołowe miejsce w panteonie duchowieństwa imającego się pióra i kałamarza. A że pewne działania czy zaniechania Krasickiego bywają krytykowane… Znów odpowiedzi na to dostarcza nam poezja prymasa, wszak Bywa często zwiedzionym, | Kto lubi być chwalonym.

 

Wykorzystano m.in. K. Śmigiel Ignacy Krasicki w: Słownik biograficzny abp. gnieźnieńskich i prymasów Polski; J. Korytkowski Arcybiskupi Gnieźnieńscy (…);  M. Kosman Poczet Prymasów Polski.

 

  

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki