Logo Przewdonik Katolicki

Przewodnik po języku

Adam Suwart
Fot.

Z Przemysławem Wiatrowskim, doktorem nauk humanistycznych, polonistą i językoznawcą z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, badaczem języka Przewodnika Katolickiego

Z Przemysławem Wiatrowskim, doktorem nauk humanistycznych, polonistą i językoznawcą z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, badaczem języka „Przewodnika Katolickiego”, z okazji 117.rocznicy powstania gazety, rozmawia Adam Suwart

 
Skąd Pańskie zainteresowanie „Przewodnikiem Katolickim”, jego językiem? Czy poza zainteresowaniem ściśle naukowym wpływ na to miała jakaś motywacja osobista, prywatna?
- Wprawdzie nie pochodzę z Poznania, gdzie „Przewodnik Katolicki” powstał w 1895 r. i od ponad stu lat jest chyba najbardziej znany i najchętniej czytany, ale w mojej macierzystej parafii, w niewielkiej miejscowości pod Bydgoszczą, „Przewodnik” był kolportowany, dlatego znam go od najmłodszych lat.
Jeśli chodzi o naukowe spotkanie z „Przewodnikiem Katolickim”, nastąpiło ono na czwartym roku studiów polonistycznych, na seminarium językoznawczym prof. Stanisława Mikołajczaka. Panu profesorowi zawdzięczam zainteresowanie „Przewodnikiem” i jego warstwą językową. Długo nie mogłem się zdecydować na ostateczny temat przyszłej pracy magisterskiej i pewnego dnia profesor przyszedł z archiwalnymi rocznikami „Przewodnika Katolickiego” – pamiętam to do dziś: roczniki 1957 i 1971, mam je zresztą nadal – i zaproponował analizę języka tekstów „Przewodnika”. Stopniowo zacząłem się w tę lekturę zagłębiać, szerzej interesować tymi tekstami, zacząłem szukać roczników jeszcze starszych i dotarłem do wydań sprzed II wojny światowej.
 
Przeglądał je pan zapewne w archiwach, bibliotekach…
Owszem, archiwalne roczniki „Przewodnika Katolickiego” osoby prowadzące badania naukowe mogą odnaleźć w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu czy w zasobach Biblioteki Wydziału Teologicznego UAM. Największy problem był z dotarciem do wydań z pierwszego roku istnienia „Przewodnika Katolickiego”. Ten pierwszy rocznik jest w poznańskiej sieci bibliotecznej niedostępny, ale udało mi się go odnaleźć ostatecznie aż w Bibliotece Narodowej w Warszawie.
 
W oparciu o te kwerendy i poszukiwania przygotował Pan Doktor swoją pracę magisterską? 
- Ostatecznie ograniczyłem się do wydań „Przewodnika Katolickiego” z lat 1937-1939 i w porozumieniu z moim promotorem jako przedmiot analizy wybrałem językowe środki perswazji. To niezwykle ciekawy temat, który rozbudził moją fascynację badawczą językową stroną „Przewodnika Katolickiego”, szczególnie tym z okresu przedwojennego.
 
A zatem po obronie pracy magisterskiej nie porzucił Pan zainteresowania naszym tygodnikiem? Co jest więc tak fascynującego, inspirującego badawczo w języku „Przewodnika Katolickiego”, że po udanym magisterium nadal pochyla się Pan nad tą tematyką?
- Nie mieliśmy z prof. Mikołajczakiem wątpliwości, że po egzaminie magisterskim, gdy pozostałem na Uniwersytecie, by przygotowywać pracę doktorską, nadal będę zajmował się „Przewodnikiem Katolickim”. Język „Przewodnika” jest bowiem znakomitą materią badawczą dla lingwisty. Już przy pierwszej lekturze na przykład przedwojennych wydań uderzająca jest barwność i sugestywność języka prasowej narracji. Jedną z cech, która od razu przykuwa uwagę, jest ogromna emocjonalność wypowiedzi, nasycenie tekstu środkami wyrażającymi silne emocje, niekiedy nawet skrajne. Stanowi to wyzwanie dla badacza, który chce się zmierzyć z opisem zjawiska.
 
Sądzi Pan Doktor, że ta zauważalna w przedwojennych numerach „Przewodnika” emocjonalność jest czymś wyjątkowym na tle innych gazet w ówczesnej Polsce, czy raczej wpisywało się to w ogólną stylistykę, ton językowy przynajmniej tej części ówczesnego rynku prasowego?
 - Wprawdzie naukowo nie prowadziłem szeroko zakrojonych porównań, ale już z pobieżnych obserwacji wynika, że opisywane zjawisko nie było w tamtych czasach ewenementem. Gdy porównałem środki wyrazu stosowane w „Przewodniku Katolickim” z wynikami analiz prowadzonych przez prof. Irenę Kamińską-Szmaj z Wrocławia, która zajmowała się językiem propagandy politycznej lat międzywojennych, zauważyłem, że język „Przewodnika Katolickiego” w pewnej mierze pokrywał się w zakresie stosowanych środków sygnalizujących negatywne emocje z językiem używanym w przeanalizowanej przez wrocławską badaczkę prasie „świeckiej” o różnych profilach ideowych. W pierwszej chwili zaskoczyło mnie, że mieliśmy przedwojenną prasę wyznaniową, katolicką, której barwny, sugestywny język zbliżony jest do języka tekstów politycznych, propagandowych.
 
Czy to dzisiejsze nasze zaskoczenie nie jest dowodem na to, że to, co nazywamy poprawnością polityczną, posunęło się już tak daleko, że wręcz podświadomie jesteśmy w stanie sądzić, że już nawet nie o pewnych problemach, ale w pewien sposób, w pewnym stylu gazecie katolickiej nie wypada pisać?
 - Zapewne tak jest. Ale trzeba też zauważyć, że sam Kościół dostrzegł pewną anachroniczność, nieprzystawalność języka, którym dawniej mówił o Bogu, o sobie i świecie, do zmieniającej się rzeczywistości. II Sobór Watykański zrewidował postawę Kościoła wobec współczesnego świata. Znacząco wpłynął na retorykę Kościoła, także czasopiśmiennictwa katolickiego. Wymownym przykładem jest chociażby problematyka żydowska, o której w „Przewodniku Katolickim” nie napisano by już tak, jak przed wojną. Odmienny jest też sposób pisania o innych odłamach chrześcijaństwa, o religiach niechrześcijańskich czy ludziach niewierzących. Inny jest też sposób krzewienia wiary, podawania wiedzy religijnej. Nie o poprawność polityczną tu idzie, lecz o otwartość Kościoła na świat, dostosowanie jego życia i nauki do nowych czasów, w konsekwencji dostosowanie języka przekazu do mentalności współczesnego odbiorcy.
 
Ale przebadał Pan również rok 2005. Czy na tej sinusoidzie zmian w emocjonalności języka – po jej wysokim poziomie w latach przedwojennych, poprzez wyciszenie emocjonalne okresu powojennego, wymuszone i spowodowane wieloma czynnikami – okres po 1989 r. wyróżnia się w języku „Przewodnika Katolickiego” jakoś szczególnie?
- Po zmianach systemowych i politycznych, po przełomie 1989 r. zmienia się także sposób komunikacji językowej. Współcześnie widać pewne analogie i zbieżności z językiem przedwojennym. Dostrzegalne są one właśnie w zakresie badanej przeze mnie emocjonalności. Można to wytłumaczyć pewną eksplozją emocjonalności, z którą mamy do czynienia od lat 90. ubiegłego wieku, co wiązać należy m.in. z wyzwoleniem prasy z gorsetu cenzury, a nawet swoistej autocenzury, także z demokratyzacją i marketyzacją komunikacji językowej. Oczywiście podkreślić trzeba odmienność czynników zewnętrznojęzykowych czasów współczesnych w stosunku do lat przedwojennych, które to czynniki wyzwalały reakcję emocjonalną dziennikarzy „Przewodnika”.
 
 

 
Przemysław Wiatrowski jest doktorem nauk humanistycznych, adiunktem w Zakładzie Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego i Onomastyki Instytutu Filologii Polskiej UAM. Zarówno pracę magisterską, jak i doktorską poświęcił analizie języka „Przewodnika Katolickiego”. Na kanwie doktoratu opublikował w 2010 r. książkę pt. „Morfologiczne i leksykalne wykładniki negatywnych emocji w <Przewodniku Katolickim> z lat 1895-2005”, w której analizuje językowe sposoby służące wyrażaniu w publicystyce „Przewodnika” emocji negatywnych, np. gniewu, oburzenia, smutku, żałoby, niechęci, krytyki itd. Za tę publikację otrzymał z rąk Rektora UAM indywidualną nagrodę III stopnia.
Jest ponadto autorem artykułów dotyczących języka dawnego i współczesnego „Przewodnika Katolickiego” oraz języka prywatnej korespondencji Jana Pawła II.  
 
 
  
 
 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki