Logo Przewdonik Katolicki

"Dom" i jego ojciec

Monika Białkowska
Fot.

Wielu wjeżdżających do Gniezna pociągiem od strony Inowrocławia nie zwraca uwagi na niepozorny budynek niedaleko torów. Wielu gnieźnian nie wie nawet, że on tam stoi. Ale wiedzą o tym w świecie najlepszym dowodem jest Nagroda św. Brata Alberta, którą otrzymał niedawno gospodarz tego domu, Marian Wierzbicki.

Wielu wjeżdżających do Gniezna pociągiem od strony Inowrocławia nie zwraca uwagi na niepozorny budynek niedaleko torów. Wielu gnieźnian nie wie nawet, że on tam stoi. Ale wiedzą o tym w świecie – najlepszym dowodem jest Nagroda św. Brata Alberta, którą otrzymał niedawno gospodarz tego domu, Marian Wierzbicki.

 
Bezdomność rzadko kojarzy się z czymś dobrym – najczęściej z ludźmi, którzy wyciągają na ulicy rękę, krępując sytych i bogatych, z widokiem śpiących na dworcowych ławkach i towarzyszącym im zaduchem. Tu jest inaczej. Zupełnie inaczej. Tu bezdomni mają dom i nie tylko nie żebrzą o pomoc, ale i sami pomagają innym. To właśnie za taki pomysł i taką pracę nagrodzony został Marian Wierzbicki.
 
Własny dom
Dzięki panu Marianowi ludzie, którzy niegdyś sypiali na dworcowych ławkach, dziś krzątają się po domu, gotują obiady, sprzątają, ale również wydają posiłki uboższym od siebie, remontują miejskie budynki, malują obrazy, które trafiają później na wystawy, opiekują się swoimi zwierzętami, w tym roku zbudowali nawet szopkę w kościele ojców franciszkanów. Cała ich działalność skupia się pod szyldem „Domu”, czyli Powiatowego Stowarzyszenia na rzecz Pomocy Bezdomnym i Integracji Społecznej w Gnieźnie „Dom”. Jego największym sukcesem są ci, którzy dzięki indywidualnym programom wychodzenia z bezdomności usamodzielnili się i wrócili do swoich rodzin.
 
Budowanie
Historia bezdomności pana Mariana zaczęła się podobnie jak historia innych gnieźnieńskich bezdomnych, którzy na początku lat 90. tracili pracę, potem wpadając w alkoholizm tracili zdrowie, a wreszcie i rodziny. On również został bez niczego. Spotkał jednak ludzi, którzy nie pomagali mu, wciskając grosze do kieszeni, ale zaproponowali najpierw terapię, a później konkretne zadania. Spotkał Marię Chwiałkowską-Grygiel, ogromnie zaangażowaną w problem bezdomności, spotkał braci Dzielów – księdza i ówczesnego prezydenta miasta, spotkał s. Felicję Sieracką, której wielkim marzeniem był dom dla tych, którzy nie mają własnego dachu nad głową, spotkał wreszcie abp. Henryka Muszyńskiego, do którego nie bał się iść po pomoc. Ze spotkań tych wyrósł pomysł zbudowania schroniska dla bezdomnych w Gnieźnie.
 
Dla innych
Zanim jednak realizacja pomysłu była możliwa, bezdomni musieli założyć stowarzyszenie, by zyskać osobowość prawną. Pan Marian szybko zebrał bezdomnych z dworca, którzy przygotowali niezbędną dokumentację i stali się pierwszymi członkami stowarzyszenia. Jego prezesem został pan Marian, a sekretarzem – pani Maria.
Pierwsze schronisko powstało przy ul. Pocztowej, w pobliżu dworca PKP, i nazwane zostało „Słoneczną Przystanią”. Był rok 2005. Dwa lata później „Przystań” zyskała swoją filię w budynku na Kawiarach. Dziś „Dom” przyjąć może ok. 50 osób. Część z nich mieszka tam na stałe, niektórzy przychodzą tylko po doraźną pomoc, żeby skorzystać z punktu charytatywnego i łaźni dla ubogich. Bezdomni, którzy znaleźli i zorganizowali swoje miejsce na ziemi, służą swoim doświadczeniem i pracą swoich rąk innym. Organizują imprezy integracyjne dla dzieci, pomagają w pracach remontowych, prowadzą warsztaty świadczące bezpłatne usługi dla potrzebujących, dzielą się z nimi żywnością.
 
Więcej
W domu jest kaplica – mała, jednooosobowa, w której spokojnie można porozmawiać z Panem Bogiem. Jest pokój interwencyjny, w którym zjawiają się czasem ci, którzy nie chcą w schronisku mieszkać na stałe, ale trafiają do niego, kiedy trzeba ich ratować. Dla tych, którzy tu zostają na dłużej, schronisko jest domem: każdy ma w nim swój pokój, swoje łóżko i swoje obowiązki. A pan Marian jest dla nich jak ojciec. Teraz myśli jeszcze o założeniu schroniska dla kobiet. Należy do ludzi, którzy wiedzą, że zawsze można zrobić dla innych jeszcze więcej.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki