Logo Przewdonik Katolicki

Dla siebie już nic

Monika Białkowska
Fot.

Cztery lata od jej śmierci minęły 6 lutego. Żeby można było rozpocząć proces beatyfikacyjny, musi minąć pięć. Czy proces się rozpocznie nie wiadomo. Wiadomo, że przynajmniej jeden warunek jest już spełniony: nie gaśnie ani pamięć, ani opinia świętości siostry Felicji Sierackiej.

Cztery lata od jej śmierci minęły 6 lutego. Żeby można było rozpocząć proces beatyfikacyjny, musi minąć pięć. Czy proces się rozpocznie – nie wiadomo. Wiadomo, że przynajmniej jeden warunek jest już spełniony: nie gaśnie ani pamięć, ani opinia świętości siostry Felicji Sierackiej.

 

W rocznicę jej śmierci w gnieźnieńskim MOK-u odbyła się projekcja filmu Bogusława Bieleckiego Siostra Felicja. Film ukazuje s. Felicję taką, jaką zapamiętali ją księża, siostry, współpracownicy i wreszcie jej podopieczni, ludzie chorzy, ubodzy i bezdomni. Drugi reportaż utrzymany w podobnej konwencji znaleźć można w internecie. W obu chodzi o to samo – o pokazanie kobiety wielkiej. Wielkiej, choć przecież maleńkiej, skurczonej do ziemi i cichej, która całego świata poruszyć nie mogła, żeby pomóc ludziom – ale Gniezno przeorała do głębi.

 

Kanapka z buraczkami

Urodziła się w 1915 r., przed wojną skończyła szkołę, zdobyła dyplom pielęgniarki, wstąpiła do zgromadzenia i przyjechała do Gniezna, żeby pracować w tutejszym szpitalu dziecięcym, który mieścił się przy ul. Lecha. Oficjalnie przestała w nim pracować dopiero w 1962 r., kiedy to komunistyczne władze zabroniły zatrudniać siostry zakonne w szpitalach. Ale czy s. Felicję ktokolwiek mógł powstrzymać? Przestała być oddziałową, ale to nie znaczy, że przestała odwiedzać dzieci! Nadal do nich przychodziła, zaczęła odwiedzać chorych w ich domach, zaczęła również chodzić do szkoły. Któregoś dnia właśnie w szkole zobaczyła małe dziecko, które w takim pośpiechu zjadało swoją kanapkę, że aż się całe wybrudziło buraczkami. Kiedy zapytała o to nauczycieli odpowiedzieli: „Jadł tak szybko, żeby mu inni nie wyrwali i nie ukradli, wszystkie przecież głodne chodzą”. Już następnego dnia s. Felicja przyszła do szkoły z chlebem i przychodziła z jedzeniem we wszystkie następne dni: żeby dzieci mogły zjeść choć jeden porządny posiłek każdego dnia.

 

Z puszką i torbami

Szybko okazało się, że nie tylko dzieci potrzebują pomocy, że głodnych jest dużo więcej. S. Felicja wiedziała, że nie można pozostawać obojętnym. Skąd brała jedzenie? Skąd brała na to pieniądze? Ci, którzy ją pamiętają, powtarzają jedno: to była mała siostra z wielką, wypchaną torbą. Popołudniami wychodziła na ulice miasta i pukała do sklepów, firm, piekarni, zakładów i prosiła, żeby ludzie podzielili się tym, czego już nie zdołają sprzedać – żeby nakarmili tym ubogich. Następnego dnia z tego, co udało jej się zebrać, gotowano posiłki i rozdawano potrzebującym. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca ona: wiekowa zakonnica na zasłużonej emeryturze, była przełożona zakonna, stawała przed kościołem farnym z puszką i zbierała datki na swoich bezdomnych. Nie zawsze spotykała się z aplauzem. Zdarzali się i tacy, którzy wypominali jej, że zbiera dla pijaków. Ale ona się tym nie przejmowała, w końcu nie robiła tego dla siebie. A dla jej ubogich liczył się każdy grosz.

 

Od zera

Największy problem z ludźmi ubogimi zaczął się w Gnieźnie po 1989 r. – wspomina ks. Jan Kasprowicz, ówczesny proboszcz parafii farnej. – Wtedy s. Felicja zaproponowała, żeby wystawić skarbonę, a pieniądze przeznaczyć na posiłki dla ubogich. Tak rozpoczęło się wielkie dzieło, które przez późniejsze lata się rozrastało.

Pierwsze posiłki gotowane były w kuchni u sióstr. Później zorganizowano oddzielną kuchnię, dzięki której można było nakarmić więcej osób oraz przygotować dla nich żywność również na wynos. W roku 1992 s. Felicja doprowadziła do reaktywacji Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Miłosierdzia, którego świeckie członkinie pomagały jej w pracy z ubogimi. Troszczyła się o bezdomnych, sypiających na gnieźnieńskim dworcu. Najpierw myślała o tym, żeby mieli co jeść i gdzie się umyć, troszczyła się o czystą odzież dla nich – a w końcu jej myśl natchnęła innych do stworzenia „DOM-u” – kolejnego stowarzyszenia dzięki któremu dziś w Gnieźnie istnieją już dwa domy dla bezdomnych i w zasadzie nikt nie musi nocować na ulicy czy dworcu. 

 

Szalik dla ubogich

– Poznałam s. Felicję, kiedy zachorował mój mąż. Przyjeżdżała – zawsze o tej samej porze – robić mu zastrzyki – wspomina jedna z mieszkanek Gniezna. – Zawsze ją bardzo ceniłam. Nie robiła rzeczy wielkich, ale była dobrym człowiekiem. Dla siebie nie zostawiała nic, nic się też nie marnowało: ona wszystko rozdawała innym.

– Sama chodziła często bez szala i rękawiczek – wspomina inna. – Kiedyś kupiłam jej więc szalik na Boże Narodzenie. Znajomi śmiali się potem ze mną i mówili: „Kupiłaś szalik siostrze Felicji? To już za kilka dni będzie w nim chodził któryś z jej ubogich!”

 

 

Mocno po ziemi

Nauczyła mnie kroić słoninę – wspomina jedna z młodych sióstr szarytek. – To się może wydawać śmieszne: pokazywała mi, jak smarować kanapki i tłumaczyła, że dla ubogich muszą być posmarowane dokładnie i grubo, najlepiej z mięsem, żeby się porządnie najedli. To są proste rzeczy, ale chyba właśnie takich prostych rzeczy trzeba uczyć w tym zakręconym świecie wygórowanych ideałów i świętości, która zdaje się latać gdzieś w chmurach. Prawdziwa świętość chodzi mocno po ziemi. I nawet, jeśli s. Felicja nie była mistyczką w tradycyjnym, modlitewnym sensie, to na pewno była mistyczką służby i prostoty.

 

Nie wypada

Kochała swoich podopiecznych, ale nie była dla nich pobłażliwa. Wiele wymagała od siebie – ale chciała, żeby również i oni stawiali sobie wymagania. Wiedziała, że nie zawsze ich życie jest ich winą, ale motywowała ich do zmian. Ci, którzy kłócili się jeszcze i przepychali, wchodząc do jadłodajni, milkli w progu i zaczynali mówić szeptem, bo przecież przy s. Felicji nie wypadało zachować się inaczej. Później siedzieli i czekali nad talerzami gorącej zupy, aż wszyscy otrzymają swoją porcję, razem z s. Felicją odmawiali modlitwę i dopiero później zaczynali jeść.

Na ostatnią w swoim życiu wigilię z ubogimi miała już nie schodzić, była zbyt słaba i chora. Siostry jednak postanowiły ją sprowadzić na dół, w końcu to byli najbliżsi jej ludzie. Kiedy weszła do sali pełnej bezdomnych, słaba, krucha i podtrzymywana przez siostry, zapadła najpierw wielka cisza. Dopiero po chwili rozległy się oklaski, a niektórzy z bezdomnych podbiegali, żeby ucałować jej ręce.

 

Ubodzy się dzielą

Po śmierci s. Felicji na domu, w którym przez całe życie pracowała, wmurowana została pamiątkowa tablica. Co ciekawe, inicjatywa jej wmurowania nie wyszła ani od sióstr, ani od księży, ani od władz miasta. To bezdomni najbardziej jej pragnęli i oni – sami nie mając nic – zebrali na nią środki. – Pomysł ufundowania tej tablicy zrodził się w sercach tych, którzy sami najbardziej potrzebują pomocy – mówił podczas uroczystości poświęcenia ks. Z. Rubach. – To właśnie ci ludzie pokazują nam, że chcą nie tylko brać, ale chcą również dawać. Tego uczyła ich s. Felicja. Motywowała do czynienia dobra. Bezdomni poszli za głosem serca, co pokazuje nam, że s. Felicja miała rację. Najbardziej pomaga się człowiekowi nie tylko dając mu jeść, ale pozwalając mu uwierzyć, że i on może dać coś z siebie i że w tym dawaniu można znajdować sens życia.

 

„Modli się za nami”

Odeszła w Środę Popielcową 2008 r., zasypiając cicho. Ktoś wysłał w nocy SMS: „Święta Felicja modli się już za nami u Pana”. Wielu modliło się za nią i wielu nadal modli się za jej wstawiennictwem, prosząc, by umieli kochać tak, jak kochała ona.

Trudno jest o niej pisać, bo zawsze będzie za mało. Zawsze przyjdzie ktoś jeszcze, ze swoją historią, ze swoim wspomnieniem, ze swoją wdzięcznością. Jej imię wciąż powraca – i niech powraca, bo ludzie, wspominając sobie jej zgarbione plecy i ciepły uśmiech sami stają się lepsi i odrobinę bliżej Boga. Czyż tak właśnie nie działają święci? 

 

 

 


 

„Wiadomość o śmierci s. Felicji obudziła wyobraźnię niektórych, by nazwać ją <

bp Wojciech Polak, fragment homilii pogrzebowej

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki