W sutannie i na motocyklu

Kiedy skończyła się II wojna światowa, wszyscy mieli wiele pracy również księża. Część z nich zginęła, część nie wróciła do swoich parafii. Parafie pozostawały nieobsadzone, a ci księża, którzy byli na miejscu, zmuszeni byli dojeżdżać z posługą do odległych miejscowości.
Czyta się kilka minut

Kiedy skończyła się II wojna światowa, wszyscy mieli wiele pracy – również księża. Część z nich zginęła, część nie wróciła do swoich parafii. Parafie pozostawały nieobsadzone, a ci księża, którzy byli na miejscu, zmuszeni byli dojeżdżać z posługą do odległych miejscowości.

Wojna odbiła się również na mentalności zarówno świeckich, jak i księży. Pobyty w obozach koncentracyjnych u jednych wzmacniały, u innych osłabiały wiarę. Wojenne wysiedlenia i wywózki na przymusowe roboty do Niemiec sprawiały, że ludzie nie tylko tracili kontakt ze swoimi parafiami, ale często również porzucali katolickie normy moralne.

Wejście wojsk radzieckich nie poprawiło sytuacji Polaków: liczne gwałty sprawiły, że rosła liczba osób zarażonych chorobami wenerycznymi. Wzrastało spożycie alkoholu i jego nielegalna produkcja. Wszystkie te zjawiska w oczywisty sposób nie omijały terenu archidiecezji gnieźnieńskiej. Tym rozluźnieniem obyczajów bardzo martwił się prymas August Hlond. Trzeba było reakcji Kościoła na zjawiska zachodzące w społeczeństwie. Lecz aby Kościół mógł w sposób wiarygodny reagować, sami kapłani winni być przykładem prawidłowych postaw. Właśnie dlatego wiosną 1948 r. biskup Bernacki wystosował do księży archidiecezji gnieźnieńskiej Mementote conditionis vestrae, czyli specjalną przestrogę, będącą powojennym „savoir-vivrem” dla kapłanów w specyficznym, powojennym czasie.

Alkohol

Jak zatem powinni zachowywać się księża? Przede wszystkim powinni unikać składania i przyjmowania wizyt kobiet i wszelkiej z nimi zażyłości. Nie powinni również brać udziału w zabawach i tańcach, a nawet odwiedzać restauracji czy lokali z alkoholem. Alkoholu powinni wystrzegać się przede wszystkim, unikając nie tylko jego picia, ale również podawania innym. Miało to służyć nie tylko ich własnemu dobru, ale i dobremu przykładowi dla wiernych.

Broń

Szczegółowymi kwestiami etycznymi codziennego życia księży zajmowano się w odrębnych publikacjach czy podczas kapłańskich spotkań. Rozwiązywano też kwestie nieporuszone w wytycznych bp. Bernackiego. Na przykład – problem myślistwa i posiadania broni. W Wielkopolsce istniały przed wojną liczne bractwa kurkowe, których członkami byli również księża. Wprawdzie po wojnie bractwa przestały istnieć, ale w domach ich członków pozostała broń. Księża, którym  przed wojną mogli brać udział w polowaniach (pod warunkiem że było to polowanie na własnym gruncie i bez nagonki), teraz otrzymali surowy zakaz polowania bez każdorazowej zgody biskupa ordynariusza. Kiedy do biskupa dotarła informacja, że niejaki ks. Borowczyk posiada broń, ten tłumaczył się, że poluje z radnym z parafii, a dzięki polowaniom ma mięso na „przyzwoite życie”. Prymas Wyszyński nie był zwolennikiem pańskich obyczajów kleru i odpowiedział krótko: „Minęły te czasy, gdy księża rozbijali się z bronią po polach. Jest anachronizmem dzisiaj latać z bronią, gdy kapłan ma tyle pracy w parafii”. Ks. Borowczykowi nakazano pozbycie się broni.

Kobiety

O relacjach księży z kobietami dyskutowano między innymi na konferencji dekanatu kruszwickiego w 1951. Ustalono wówczas, kim kobieta nie może być dla kapłana: „Nie może być informatorką o stanie dusz w parafii. Kapłan nie powinien korzystać z wiadomości plotkarskich w ogóle, a tym mniej na ambonie, nie powinien mieć uprzywilejowanych niewiast w biurze parafialnym. Kobieta nie może być panią domu na plebanii. Nie powinna być panią kościoła urządzając go bez gustu i śmiesznie. Nie może być niczym innym jak przedmiotem duszpasterskim. Doświadczenie uczy, ile nieszczęścia przyniosły kobiety kapłanom pod pozorem niesienia pociechy, słów otuchy lub innym pretekstem. Wreszcie kapłanom nie wolno uczęszczać do domu, gdzie kobieta nie cieszy się dobrą opinią, choćby ta opinia była nawet krzywdząca. Kapłan niech wie, że i pozory mogą mu zaszkodzić”.

Dziś ówczesne „przedmioty duszpasterskie” coraz częściej wykładają teologię na wyższych uczelniach i w seminariach duchownych. W tamtym jednak czasie prościej było zatroszczyć się najpierw o izolację niż o prawidłową formację...

Gospodynie

Plebanie nie mogły jednak obyć się bez gospodyń. Przed 1950 r. popularne było utrzymywanie służących: kucharek i pokojówek. Często wraz z kobietami na plebanii mieszkali ich krewni. Gorzej, gdy gospodynie, zwłaszcza pracujące u starszych, coraz mniej sprawnych proboszczów, próbowały zarządzać nie tylko plebanią, ale i całą parafią. W jednej z bydgoskich parafii zdarzyło się, że taką gospodynię parafianie próbowali siłą usunąć z plebanii. Sam bp Bernacki, który z ambony zabrał głos przeciwko gospodyni z dekanatu kcyńskiego, musiał odpowiadać za to w procesie cywilnym, a w jego toku iść z nią na ugodę i publicznie przeprosić. Nic więc dziwnego, że często łatwiej było kobiety trzymać z dala od plebanii, niż narażać się na takie nieprzyjemności.

Strój

Dziś, kiedy księdza na ulicy częściej zobaczyć można w krótkich spodniach niż w sutannie, trudno sobie wyobrazić, że do lat 60. ubiegłego wieku widok taki był wręcz nie do pomyślenia. To sutanna była tradycyjnym i codziennym ubiorem księdza. W niej chodzili na co dzień, w niej jeździli na rowerach do odległych kościołów, w niej grali z ministrantami w piłkę. Sutanny takie niszczyły się często i szybko, a ich zakup był drogi. Mimo to księża starszych pokoleń, którzy otrzymywali od przełożonych zgodę na ściągnięcie sutanny podczas cięższych prac fizycznych, czuli się półnadzy i wstydzili się takiej „nagości”.

W połowie lat 50. przypomniano księżom, że oprócz sutanny wolno im nosić również czarne ubranie z koloratką. Do dziś żyje jeszcze pokolenie tych księży, dla których publiczne pokazanie się bez koloratki pod szyją jest nie do pomyślenia.

Samochody

W 1959 r. Episkopat wydał instrukcję na temat używania prywatnych samochodów przez księży. Ewentualne prywatne samochody – według przepisu nabywane za wiedzą i zgodą biskupa – służyć powinny najwyżej pracy duszpasterskiej. Korzystanie z nich w celach turystycznych czy rozrywkowych „wywołuje odruch rozgoryczenia u społeczeństwa, borykającego się z trudnościami materialnymi, wzmaga zarzuty luksusu, szkodzi przekonaniu, że życie duchowe to życie wyrzeczenia, ubóstwa, zaparcia się siebie i ofiary”. Instrukcja Episkopatu zakazywała poruszania się prywatnymi samochodami poza granicami własnej diecezji, a za przekroczenie prędkości 60 km/h ustalała dla księży kary kościelne. Księża mieli również zakaz przewożenia samochodami świeckich kobiet. Za przewożenie kobiety na motocyklu lub skuterze ksiądz był automatycznie suspendowany, za publiczne gorszenie wiernych.

 

Regulamin

W 1956 r. w „Wiadomościach Archidiecezji Gnieźnieńskiej” przedrukowano łódzki regulamin życia kapłańskiego, będący propozycją sposobu życia również dla gnieźnieńskich księży. Według tego regulaminu księża powinni wstawać o godzinie piątej rano, a kłaść się spać nie później, niż o dziesiątej wieczorem. Dzień rozpoczynać powinno rozmyślanie i przygotowanie do Mszy św. Nie wolno zapominać również o brewiarzu, różańcu przed tabernakulum i czytaniu literatury religijnej. Dobry kapłan powinien spowiadać się co 1–2 tygodnie, szanować swoich zwierzchników i przyjaźnić się ze współbraćmi. Do świeckich nie powinien się przywiązywać, ani przyjmować zaproszeń na posiłki do ich domów, ani zostawać sam na sam w pomieszczeniach z dziećmi, młodzieżą i młodymi kobietami. Nie powinien również przesadnie dbać o swój wygląd ani wystawnie meblować mieszkania. Jego obowiązkiem za to powinno być codzienne czytanie Biblii i dobrych czasopism katolickich.

Dopiero w połowie lat 60. do zakazów i regulaminów dołączono najważniejsze dzieło – stałą formację kapłanów.

Więcej

O savoir-vivrze księży w czasach powojennych przeczytać można w wydanej niedawno w książce Bartosza Kaliskiego Archidiecezja gnieźnieńska w czasach komunizmu 1945–1980. Zainteresowani tamtymi czasami znajdą w tym opracowaniu więcej informacji: o śmierci kard. Hlonda, o tym, jak w czasach stalinizmu rozwijało się gnieźnieńskie seminarium, jak odbudowywano i budowano kościoły, jak przebiegały uroczystości Wielkiego Jubileuszu 1000-lecia Chrztu Polski, wreszcie o tym, jak zmieniał się model parafii. Warto znać taką historię, żeby mądrze móc budować przyszłość.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2012