Logo Przewdonik Katolicki

Zaaplikuj sobie dawkę... sztuki

Błażej Tobolski
Fot.

Na pewno dużo byś dał, żeby poczuć się zdrowszym i bardziej szczęśliwym. A może tak zatańczysz z piłeczką albo zwykłą chustką? Nie, wcale sobie nie kpię. Za to ciebie mogą zadziwić efekty...

 

Delikatnie otwieram drzwi, tak aby nie przeszkadzać w trwających już zajęciach i cicho wchodzę do przestronnej sali. Z głośników dobiega żywa muzyka, a kilkanaście młodych osób ćwiczy pod okiem instruktora. Uśmiechnięte dziewczęta i nieco speszeni chłopcy wymachują rękoma w rytm muzyki, powtarzając ćwiczenia, które dynamicznie i z zaangażowaniem wykonuje prowadzący. Jak na aerobiku. Tyle że jedna z dziewcząt, jak się później dowiedziałem – Angelika, jest na wózku inwalidzkim. Ale ponieważ wszyscy siedzą na krzesłach i wykonują te same ćwiczenia, zauważam to dopiero po chwili. Zresztą kiedy spoglądam na tych nastolatków, aż nie chce mi się wierzyć, że wszyscy cierpią na jakieś schorzenia narządów ruchu.

Po jakimś czasie taneczna muzyka cichnie, a w jej miejsce pojawiają się spokojniejsze dźwięki. Prowadzący bierze do ręki piłeczkę pingpongową i pokazuje, jak toczyć ją między dłońmi. Za chwilę już wszyscy wykonujemy to proste, ale jakże relaksujące ćwiczenie. Kiedy zamknie się przy tym oczy, czuje się tylko przyjemne łaskotanie w dłoniach i wszechobecną muzykę. Potem to samo robimy w parach. Jest może trochę trudniej, ale za to więcej przy tym śmiechu. Można też „złapać” świetny kontakt z partnerem.

 

Kiedy życie cię przytłacza

– Ćwiczenie z piłeczką pingpongową może wydawać się banalne, ale dla mnie jest ono rewelacyjne – przyznaje prowadzący zajęcia z młodzieżą Ireneusz Lesicki. – Jednocześnie jest ono bardzo potrzebne, chociażby dla osób z dziecięcym porażeniem mózgowym lub ze zmianami reumatycznymi stawów. Wprawdzie to, co dla nas wydaje się proste, może sprawić dużo kłopotu i zdarza się, że dopiero po wielu godzinach ćwiczeń takie osoby dochodzą do tego, że ze spokojem mogą toczyć piłeczkę w dłoniach. Dzięki temu jednak doskonalą koordynację wzrokowo-ruchową i słuchając przy tym muzyki, znakomicie się rozluźniają – tłumaczy Lesicki, który od 21 lat pracuje z niepełnosprawnymi ruchowo dziećmi i młodzieżą w Zespole Szkół nr 109 przy Szpitalu Rehabilitacyjnym dla Dzieci w Poznaniu-Kiekrzu.

Prowadzi tam dla nich m.in. zajęcia z arteterapii, czyli mówiąc krótko: leczy sztuką. I nie jest to żadna szarlataneria czy znachorskie zabiegi. Arteterapia jest bowiem uznaną i od lat stosowaną na Zachodzie samodzielną dziedziną praktyki terapeutycznej, która wyodrębniła się ze sztuki i psychiatrii.

– Jest to metoda dobra dla wszystkich tych, których życie przytłacza, którzy nie radzą sobie ze sobą i z innymi, źle się czują, a nie potrafią lub nie chcą czy też nie mogą tego wyrazić słowami. Właśnie dla nich alternatywą jest wypowiedzenie się językiem sztuki – wyjaśnia dr hab. Wita Szulc, kierowniczka Zakładu Edukacji Zdrowotnej i Arteterapii w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego. – Natomiast arteterapeuta to artysta, który potrafi dostarczyć człowiekowi zmagającemu się z różnymi osobistymi problemami „narzędzi” w postaci środków artystycznych, którymi będzie on mógł wyrazić siebie – dodaje.

 

Lecznicza „paleta barw”

Przyznam, że dla mnie sam termin „arteterapia” był czymś zupełnie nowym i nie za bardzo wyobrażałem sobie, na czym to leczenie sztuką może polegać. Kiedy dowiedziałem się, że ta dyscyplina naukowa opiera się m.in. na psychiatrii, psychologii, psychoterapii i sztukach wizualnych, nabrałem do niej nawet lekkiego dystansu.

Po krótkiej wizycie w sanatorium w Kiekrzu zmieniłem jednak zdanie (ćwiczenie z piłeczką pingpongową każdemu gorąco polecam!). Moje obawy rozwiała do końca dr Wita Szulc, która oprócz tego, że napisała ponad 100 artykułów i kilka książek na temat zastosowania sztuki w celach terapeutycznych, to jest również reprezentantką krajów Europy Południowej i Wschodniej w międzynarodowej organizacji wspierającej rozwój arteterapii European Consortium for Arts Therapies Education (ECArTE).

– W ramach procesu leczniczego arteterapii stosuje się bardzo szeroko rozumianą sztukę. Dzięki niej pomagamy różnym grupom osób, zarówno dzieciom, jak i dorosłym, potrzebującym wsparcia psychicznego lub rehabilitacji. Chyba najbardziej znaną w Polsce formą arteterapii jest muzykoterapia, której metody są już stosowane w naszym kraju od kilkudziesięciu lat, oraz aktywność plastyczna dzieci z obniżoną sprawnością intelektualną praktykowana w wielu ośrodkach czy świetlicach terapeutycznych – zauważa dr Szulc. Oprócz tego wymienia jeszcze wiele innych środków artystycznych stosowanych przez arteterapeutów takich, jak: taniec (choreoterapia), kolory (chromoterapia), gry (zabawoterapia) czy teatr (teatro- lub dramoterapia).

– Jeśli natomiast środkiem artystycznym jest słowo poetyckie lub literatura piękna, mówimy wówczas o biblioterapii, a jeśli fotografia – o fototerapii – objaśnia naukowiec, dodając, że wśród najmniej znanych form arteterapii znajdują się hortiterapia, czyli terapia ogrodowa, oraz pejzażoterapia, w której do leczenia wykorzystuje się kontakt z pięknem natury.

 

Naprawdę, może być inaczej!

O tych wszystkich rodzajach terapii opowiada mi także Ireneusz Lesicki, który czerpie z tego bogactwa form i metod, z powodzeniem wykorzystując je w swojej pracy zarówno z dziećmi, jak i dorosłymi. – Są one uniwersalne i skuteczne, niezależnie od wieku. Prowadziłem bowiem również turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych ruchowo oraz intelektualnie, na których zdarzało się, że uczestnicy mieli prawie 90 lat – zapewnia arteterapeuta, podkreślając, że samych ćwiczeń nie wykonuje się po to, aby osiągnąć w nich perfekcję.

– Najważniejsza jest sama aktywność, zaangażowanie i chęć wzięcia udziału w ćwiczeniach, które staram się prowadzić, tak aby były jak najbardziej atrakcyjne i miały w sobie element zabawy. Pozwala to pacjentom oderwać się od problemu, choroby czy schorzenia, a jednocześnie pomaga w podniesieniu własnej samooceny – przekonuje Lesicki.

Zajęcia i ćwiczenia wykorzystujące metody arteterapii mają na celu również integrację grupy i pozwalają odnaleźć się w niej osobom mniej akceptowanym lub mającym różne zahamowania. Dlatego stanowią też często pierwszy krok w leczeniu różnych fobii, zaburzeń emocjonalnych czy stanów lękowych.

– Co prawda, dorośli z początku niekiedy sceptycznie podchodzą do proponowanych ćwiczeń, ale już po chwili świetnie się bawią. A odczuwane przy tym odprężenie i uśmiech zmieniają ich wnętrze – mówi arteterapeuta. – Z kolei na przykład dla osoby na wózku inwalidzkim samo pojawienie się na turnusie rehabilitacyjnym, w grupie nieznanych osób, jest ogromnym stresem. Tutaj natomiast zostaje zauważony, ktoś proponuje mu zabawę. A gdy do tego jeszcze okazuje się, że podczas ćwiczeń radzi sobie tak samo dobrze jak osoba chodząca, stanowi to dla niej bardzo ważne i pozytywne doświadczenie – dodaje Lesicki.

 

Można prosić o chusteczkę?

Wspólne toczenie piłeczki w dłoniach w parze lub we troje, kiedy dochodzi do tego jeszcze element tańca, wymaga nie tylko skupienia, ale i zręczności. Kiedy obserwuję twarze ćwiczących nastolatków, widzę jak dzięki tej „wymuszonej” współpracy nawiązują ze sobą kontakt, otwierają się na siebie nawzajem.

Tańczą dziewczyna z chłopakiem, wysoki z niskim; niektórzy uśmiechnięci, inni skupieni. – Niezwykle ważnym elementem przy tego rodzaju ćwiczeniach jest również muzyka, która już sama z siebie wywołuje pozytywne emocje. A kiedy jeszcze doda się do niej jakiś prosty rekwizyt i zachęci członków grupy do interakcji, ćwiczenie nie jest nużące, ale daje radość, satysfakcję i zbliża ludzi – wyjaśnia Ireneusz Lesicki.

Przyznaje też, że jest pasjonatem takiej właśnie aktywnej muzykoterapii, która, jak słyszę na własne uszy, wcale nie musi opierać się na muzyce klasycznej. – Człowiek chętniej się rusza do znanej i lubianej przez siebie muzyki, więc chociaż sam bardzo lubię utwory klasyczne, podczas zajęć zazwyczaj posługuję się muzyką rozrywkową, jazzową oraz filmową – mówi arteterapeuta.

Po chwili po raz kolejny zmienia płytę i zaczyna się następne ćwiczenie. Tym razem każdy tańczy sam, trzymając na otwartej dłoni rozłożoną papierową chusteczkę. Panuje zupełna dowolność w pląsaniu. Trzeba się tylko starać, żeby nie upuścić zwiewnej przecież chusteczki. Nie jest to takie proste i raz po raz ktoś schyla się po swoją zgubę. Naprawdę niezła zabawa! A do tego rekwizyty są zupełnie zwyczajne, chociaż ich wykorzystanie jest niekonwencjonalne i zaskakujące.

Jak przekonuje Lesicki, tu wszystko zależy od inwencji prowadzącego, bo tak naprawdę podczas zajęć może być użyta dosłownie każda rzecz, chociażby kawałki starej taśmy magnetofonowej, z którymi można tańczyć jak z szarfami. – Kiedy zastosuje się jeszcze odpowiednie oświetlenie, to w zaciemnionym pomieszczeniu uzyskujemy bardzo spektakularny efekt, coś na kształt małej etiudy teatralno-tanecznej będącej fascynującym przeżyciem pozytywnie wpływającym na pacjentów – opowiada z pasją.

 

Przeżyj to sam

Ireneusz Lesicki, który wprowadza mnie w tajniki stosowanych przez siebie metod leczenia sztuką, jest dyplomowanym arteterapeutą. Skończył bowiem studia podyplomowe z tej dziedziny w Wyższej Szkole Humanistycznej i Menedżerskiej „Milenium” w Gnieźnie. Obecnie tego typu wykształcenie można zdobyć w Polsce także na innych uczelniach, m.in. we Wrocławiu, Kaliszu czy Poznaniu.

Jednak w naszym kraju ta dyscyplina naukowa dopiero raczkuje w porównaniu z Europą Zachodnią, gdzie istnieje już od lat 40. ubiegłego wieku, a w latach 70. nastąpił jej gwałtowny rozwój. Arteterapeuci pracują tam nie tylko w instytucjach zajmujących się osobami umysłowo i fizycznie niepełnosprawnymi, ale również w szkołach, więzieniach, domach opieki czy ośrodkach leczenia uzależnień. – Arteterapeuta to prawdziwy zawód wymagający na Zachodzie ukończenia studiów wyższych, a do tego odpowiednich predyspozycji i doświadczenia w pracy z ludźmi. U nas jednak taki zawód oficjalnie jeszcze nie istnieje – ubolewa dr Wita Szulc.

Aby zmienić ten stan rzeczy, a jednocześnie wspierać działania polskich arteterapeutów i umożliwić im wymianę doświadczeń, w 2003 r. w Kaliszu powstało Stowarzyszenie Arteterapeutów Polskich „Kajros”, którego przewodniczącą jest dr Szulc. Należy do niego również Ireneusz Lesicki, który ma także, wydany przez to stowarzyszenie, certyfikat edukatora arteterapii umożliwiający mu prowadzenie warsztatów i zajęć, m.in. w ośrodkach doskonalenia nauczycieli oraz dla studentów studiów podyplomowych na kierunkach pedagogiki leczniczej, opiekuńczo-wychowawczej, socjoterapii, nauczania przedszkolnego oraz wczesnoszkolnego.

– Metody stosowane w arteterapii są bowiem pomocne w pracy z dziećmi i młodzieżą, a nie wystarczy nauczyć się ich z podręcznika. Najlepiej doświadczyć ich samemu w praktyce, czemu służą chociażby weekendowe kursy, które prowadzę w różnych miejscach kraju dla wychowawców i nauczycieli z przedszkoli i szkół – stwierdza Lesicki.

 

*

Dzisiejsze zajęcia z arteterapii w kierskim sanatorium dobiegają już końca. Jeszcze tylko, jak obiecuje z błyskiem w oku Ireneusz Lesicki, krótki happening arteterapeutyczny. Po pierwszych pełnych dostojeństwa dźwiękach rozpoznaję najsłynniejszy chyba poemat z Carmina Burana Carla Orffa – O Fortuna.

Grupa wraz ze swoim opiekunem w skupieniu, w rytm muzyki, rozwija cienką folię malarską, trzymając ją za brzegi. Prowadzący na rozpostartą płachtę zaczyna wrzucać, niczym konfetti, niewielkie kawałki styropianu, podczas gdy utwór nabiera mocy. Emocje rosną, a gdy dźwięki stają się naprawdę dynamiczne, folia zostaje przedarta. Zaczyna się „walka” o jej kawałki, do czego zachęca opiekun i czemu sprzyja potężna, ostra wręcz muzyka. Nagle, przechodzi w spokojniejsze tony, które sprzyjają odpoczynkowi i wyciszeniu.

– To jedno z moich, i podopiecznych także, ulubionych ćwiczeń. Pozwala oczyścić się z zalegających w nas negatywnych emocji, a przy tym dosłownie wyżyć się, rwąc folię – wyznaje arteterapeuta.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki