Wówczas ruszyła fala wzajemnej nieufności

Z Danutą Siewkowską, szubinianką, działaczką społeczną i katolicką, jedyną kobietą w ścisłych władzach Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność okresu poprzedzającego stan wojenny, rozmawia Adam Gajewski
Czyta się kilka minut

Z Danutą Siewkowską, szubinianką, działaczką społeczną i katolicką, jedyną kobietą w ścisłych władzach Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność” okresu poprzedzającego stan wojenny, rozmawia Adam Gajewski

 
Gdzie zastał Panią słynny komunikat, „wojenne” przemówienie gen. Jaruzelskiego?
– 12 grudnia byliśmy z wizytą u moich przyjaciół, państwa Hammermeistrów. W tle grało radio. Ktoś tylko zwrócił uwagę, że muzyka jest jakaś dziwna, a spikerzy zamilkli. Ale nie zwracaliśmy na to uwagi, gdyż około północy zbieraliśmy się do domu. Tam jednak to samo – nie można wysłuchać dziennika, tylko muzyka, muzyka. Poszliśmy spać bez świadomości, że mamy już stan wojenny. Dopiero rano, bardzo wcześnie, przed pierwszą Mszą św., zadzwonił do nas ówczesny duszpasterz szubiński, ks. Dzierwa, zadając pytanie i przestrzegając: „Wiecie co się stało?! Stan wyjątkowy! Niech no tylko Danuta się od razu z czymś nie wychyli! Uważajcie!”. Powiedział tak, gdyż w moim domu Region przechowywał znaczki, legitymacje, flagi – związkowy dobytek, który teraz mógł być poszukiwany. Próbowaliśmy przewidzieć niebezpieczeństwa, odgadnąć rzeczywistość, która i tak okazała się zupełnie inna niż nasze domysły.
 
Lepsza czy gorsza, niż zakładaliście? 
– Wiedzieliśmy, że władza może sięgnąć po wojskowe i milicyjne rozwiązania, ale nie że zamieni się w siłę dość tępego odwetu, tropiąc nawet to, co było przecież legalne: w domu nie miałam przedmiotów zabronionych prawem – flagi były legalne, związkowa prasa, znaczki – a jednak trzeba było to ukryć, bo wiedziano, że plądruje się mieszkania, robi rewizje. I taka rewizja wreszcie miała miejsce też w moim domu. Ale odwet na „Solidarności” był tym haniebniejszy, że zastraszano i karano również dzieci. Mój 19-letni syn był uczniem liceum plastycznego w Bydgoszczy; za antyrządowe karykatury, jakieś rysunkowe parodie nowej sytuacji, został zawieszony w prawach ucznia, nie przyjęto jego prac dyplomowych. Taka była zawziętość. Nie baliśmy się o siebie w tamtych dniach, ale dużo myśleliśmy o dzieciach. Mój najmłodszy syn miał zaledwie cztery lata… Doświadczył, co to rewizja rodzinnego domu. Z tym się wiąże zresztą zabawny dziecięcy epizod.    
 
Zabawny?
– Tragikomiczny. Oni przyszli 30 grudnia, w imieniny mojego męża. Czterech funkcjonariuszy; dwóch bezpośrednio obszukiwało dom, okazując jakiś dokument o nakazie przeszukania. „Wypatroszyli” nasze szafki i szafy, wyrzucając rzeczy osobiste i bieliznę. „Panowie, co ja tam mogę ukrywać?! Broń?” – zaprotestowałam. Tymczasem oni chyba naprawdę wierzyli w propagandowe bajki, że „Solidarność” zbroiła się, przygotowywała do krwawej walki. Nagle milicjanci usłyszeli coś, co było spełnieniem ich zamysłów. Otóż synek powiedział do nich: „A u nas też jest spluwa!”. Od razu ruszyły dopytywania, mamienie dziecka: „A czyja to spluwa? Gdzie jest ukryta?”. Dzieciak się speszył, przestraszył. Wreszcie sama kazałam mu przynieść tę „spluwę” – to był dziecięcy karabin, kupiony pod choinkę. Wtedy nie było wielkiego wyboru zabawek, kupiliśmy akurat to, co znaleźliśmy w sklepie. W tamtym roku nie był to jednak najlepszy kontekst.
 
Zazwyczaj wielkie wydarzenia historyczne analizuje się na przykładach wielkich miast, centrów wydarzeń. Mówimy dziś jednak o małym Szubinie, gdzie wszyscy znaliście się wzajemnie… Z jednej strony stan wojenny mógł w takich miejscach przebiegać łagodniej, gdyż nawet milicjantów krępowały pewnie społeczne więzi, ale z drugiej strony nie dało się ukryć swoich przekonań, postawy…       
 
- Było trudno. Przedtem spotykaliśmy się w większej grupie na „solidarnościowych” Mszach za Ojczyznę, różnych spotkaniach, podczas realizacji rozmaitych działań, które tak naprawdę miały o wiele większe znaczenie społeczne niż polityczne. Stan wojenny na pewno przerwał pewne relacje bezpośrednie; ludzie, którzy kiedyś byli z sobą na „ty”, szybko się podzielili. Poszczególne przesłuchania wynosiły na światło dzienne fakty, które władzom mogły ujawnić jedynie tzw. wtyczki. Wtedy ruszyła fala wzajemnej nieufności. Przestano z sobą rozmawiać, ufając tylko najbliższemu gronu rodziny, przyjaciół, wybranych krewnych. I to było największe zwycięstwo Jaruzelskiego.                           

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51/2011