Logo Przewdonik Katolicki

Prowokacja na Chłodnej

Paweł Stachowiak

Partyjni propagandyści chcieli zniszczyć dobre imię ks. Popiełuszki, dlatego przedstawili go jako krętacza. „Fakt, iż młody ksiądz ma w Warszawie dwa mieszkania, zaskoczył, a nawet oburzył wielu wiernych” – insynuowano w mediach.

PRL była krainą absurdu. Któż pokazał to lepiej i śmieszniej niż Stanisław Bareja w swoich filmach. Taki obraz zniekształca jednak rzeczywistość. Brakuje w nim odcieni mrocznych, oddających realne, jakże często brutalne i represyjne oblicze tamtej epoki. Dla pełniejszego zrozumienia czasu schyłku systemu komunistycznego w Polsce, odmalowanych przez Bareję, trzeba pamiętać choćby o losie ks. Jerzego Popiełuszki. Jego uprowadzenie, męczeńska śmierć, proces zabójców i manipulacje mające ukryć prawdziwych inspiratorów zbrodni, to fakty dość szeroko znane, wciąż żywo obecne w naszej pamięci.
Są jednak inne epizody z życia ks. Jerzego, dziś już nieco zapomniane, które również obnażają ciemne strony chylącej się ku upadkowi PRL. Należy do nich sprawa tzw. prowokacji na Chłodnej, która w ostatnim czasie została przypomniana za sprawą zażalenia wniesionego przez IPN do warszawskiego Sądu Apelacyjnego. Zażalenie dotyczyło uznania sprawy za przedawnioną przez sąd niższej instancji, który nie zgodził się na jej kwalifikację jako zbrodni przeciw ludzkości. Mimo że zostało odrzucone, warto przypomnieć, czym była ta prowokacja. Jest to bowiem epizod, który wiele mówi o realnej naturze tamtego systemu.
 
Szczególnie niebezpieczny dla reżimu
Rok 1983, właśnie oficjalnie zniesiono stan wojenny, co nie oznaczało bynajmniej żadnego złagodzenia polityki ekipy Jaruzelskiego wobec rozmaitych przejawów oporu społecznego. Solą w oku była dla władz PRL działalność niektórych charyzmatycznych księży, mocno zaangażowanych we wspieranie „Solidarności” i gromadzących wokół siebie wielotysięczne tłumy. Księża Jankowski, Jancarz i Małkowski, ojciec Honoriusz Kowalczyk i wielu, wielu innych tworzyło przestrzeń i infrastrukturę oporu, celebrując Msze św. w patriotycznej oprawie, głosząc kazania pełne wymownych słów i gestów. Dzięki nim działacze opozycji demokratycznej mogli znaleźć oparcie, uzyskać pomoc materialną, możliwość ukrycia się, kontynuowania działalności. Najważniejsza była jednak kwestia duchowego wsparcia dla idei walki przeciw systemowi tłamszącemu wolność jednostki, podtrzymywania ducha, który zaczynał słabnąć wobec braku nadziei na zmiany. Bez tych księży „Solidarność” miałaby znacznie mniejsze szanse przetrwania.
Ks. Jerzy Popiełuszko, rezydent w żoliborskiej parafii św. Stanisława Kostki, był w tym gronie postacią szczególną. Jego skromność, pokora, normalność, chłopięca wrażliwość i prostota, stały imperatyw, którym się konsekwentnie kierował: „nie skleszeć”, uczyniły go człowiekiem bliskim robotnikom z Huty Warszawa, pielęgniarkom z warszawskich szpitali, ale również koryfeuszom stołecznej inteligencji, profesorom, aktorom, pisarzom. Był groźny, może najgroźniejszy – tak oceniali go partyjni funkcjonariusze. To nie był żyjący w przepychu prałat od św. Brygidy, to był człowiek, który potwierdzał głoszone przez siebie ewangeliczne ideały własnym życiem. Dlatego trzeba było go zniszczyć.
Ostatecznie musiał oddać swe życie, ale zanim do tego doszło, próbowano go za wszelką cenę skompromitować, zarówno wobec kościelnych zwierzchników, jak również wobec świeckich, którzy tak licznie mu zawierzyli.
 
Prowokacja szyta grubymi nićmi
I w tym miejscu pojawia się „prowokacja na Chłodnej”, przedsięwzięcie operacyjne SB, którego zadaniem było uderzyć w autorytet ks. Jerzego, ukazać go jako człowieka zakłamanego, dwulicowego, niegodnego zaufania.
Postanowiono wykorzystać fakt, iż był on właścicielem niewielkiego mieszkania przy ul. Chłodnej. Otrzymał je od swej ciotki Mary Kalinoski, mieszkającej w USA. Młodego księdza Jerzego i jego amerykańską krewną łączyła głęboka więź, ona traktowała go jak syna, on odpłacał jej przywiązaniem i serdeczną wdzięcznością. Dzięki niej zwiedził Stany Zjednoczone, poznał wiele osób i środowisk, rozszerzył swe horyzonty, wyszedł poza perspektywę chłopaka z podlaskiej wsi.
Jesienią 1983 r. był już znany, w odprawianych przez niego Mszach za Ojczyznę uczestniczyły tysiące ludzi. Na początku grudnia tego roku otrzymał wezwanie na przesłuchanie w prokuraturze, zarzucano mu „nadużywanie wolności sumienia i wyznania dla celów politycznych”. Jednym z elementów śledztwa miała być rewizja w mieszkaniu na Chłodnej. Stało ono od dawna puste, aczkolwiek sąsiedzi widywali wchodzących tam tajemniczych mężczyzn i słyszeli dochodzące zeń hałasy. 12 grudnia 1983 r. odbyło się przeszukanie przeprowadzone przez funkcjonariuszy SB w asyście dziennikarzy i kamer państwowej telewizji, świadkiem był sam ks. Jerzy. Jednym z uczestników był późniejszy zabójca kapłana – Leszek Pękala. Rewizja była groteskowa, niczego nie szukano, funkcjonariusze trafiali dokładnie w miejsca, gdzie ukryte były ulotki, naboje do pistoletu maszynowego, trotyl, dynamit z zapalnikami, granaty z gazem łzawiącym, farba drukarska. „Panowie, przesadziliście” – roześmiał się w pewnej chwili ks. Jerzy. Prowokacja zdawała się być szyta zbyt grubymi nićmi. Jednak konsekwencje były groźne: ksiądz trafił do aresztu śledczego w pałacu Mostowskich, stał wobec zarzutów grożących wieloletnim więzieniem. Dzięki interwencji sekretarza Konferencji Episkopatu Polski abp. Bronisława Dąbrowskiego udało się doprowadzić do uwolnienia ks. Jerzego, co bynajmniej nie oznaczało końca sprawy.
Partyjni propagandyści, z ówczesnym rzecznikiem rządu Jerzym Urbanem na czele, uznali, że cała sprawa daje sposobność do skompromitowania ks. Popiełuszki, przedstawienia go jako osoby podejrzanej, krętacza ukrywającego swój stan posiadania przed władzami państwowymi i kościelnymi. Po świętach Bożego Narodzenia w „Expressie Wieczornym” i „Trybunie Ludu” ukazał się tekst pt. „Garsoniera obywatela Popiełuszki”, w którym usiłowano przedstawić księdza jako osobę niewiarygodną, ukrywającą swój stan posiadania. „Fakt, iż młody ksiądz ma w Warszawie dwa mieszkania, zaskoczył, a nawet oburzył wielu wiernych” – insynuowano. Propagandyści wiedzieli, jak najskuteczniej uderzyć: niszcząc dobre imię kapłana.
 
Radykalizm wiary i pragmatyzm instytucji
Pewnym paradoksem jest fakt, że sam ks. Jerzy poczuł się najbardziej dotknięty nie działaniami SB, ale postawą swych kościelnych zwierzchników, szczególnie prymasa kard. Józefa Glempa. Dzień po wyjściu księdza z aresztu prymas odbył z nim rozmowę. „Powiedziałem księdzu Jerzemu, że nie może się uważać za wyjątkowego, gdyż mamy bardzo wielu równie gorliwych kapłanów. Wydawało mi się, że popularność nieco uderza mu do głowy. Apelowałem o pokorę” – tak relacjonował później prymas. W notatce zapisanej w swym dzienniku ks. Popiełuszko stwierdził: „SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej”. Te słowa są emocjonalnym świadectwem chwili, poczucia goryczy i rozczarowania, niezrozumienia odmienności perspektyw zwierzchnika Kościoła w Polsce i księdza zaangażowanego w działalność opozycyjną.
Prymas pragnął chronić ludzką i materialną substancję Kościoła, kroczył drogą kompromisu, nie wierzył w możliwość przetrwania „Solidarności”. Radykalni księża, tacy jak Popiełuszko, utrudniali mu realizację pragmatycznych celów, komplikowali relacje z władzami. Podziwiał ich ewangeliczną jednoznaczność, ale jednocześnie próbował tonować słowa i działania utrudniające porozumienie z rządzącymi. Stawały naprzeciw siebie postawy wyrastające z ducha radykalizmu wiary i pragmatyzmu instytucji – porozumienie między nimi było nadzwyczaj trudne. Glemp i Popiełuszko, kapłani tego samego Kościoła, szczerze i uczciwie pragnący jego dobra, nie potrafili się zrozumieć. Prymas pragnął ratować ks. Jerzego, nawet wbrew niemu samemu, stanął jednak przed murem powołania niecofającego się przed męczeństwem. Cóż miał uczynić?
Wiele lat później w jubileuszowym roku 2000, podczas pokutnego nabożeństwa w Warszawie powiedział: „Pozostaje na moim sumieniu ciężar, że nie zdołałem ocalić życia księdza Jerzego Popiełuszki, mimo wysiłków podejmowanych w tym kierunku. Niech mi to Bóg przebaczy, może taka była Jego święta wola”. Gdy wypowiadał ostatnie słowa, jego głos się załamał.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki