Logo Przewdonik Katolicki

Kółko i krzyż

Monika Białkowska
Fot.

Gdyby na ścianie pomieszczenia, w którym pracuję, ktoś powiesił kółko, nie protestowałabym niech sobie wisi. Nic dla mnie nie znaczy, ani ziębi, ani grzeje.

Gdyby na ścianie pomieszczenia, w którym pracuję, ktoś powiesił kółko, nie protestowałabym – niech sobie wisi. Nic dla mnie nie znaczy, ani ziębi, ani grzeje.

A skoro komuś miałoby pomóc być lepszym człowiekiem, uczciwym, prawdomównym, rzetelnym w wykonywaniu zadań? A niechże sobie wisi to jego kółko, co mi tam...
Największym znakiem mocy krzyża jest to, że od dwóch tysięcy lat nikt nie przechodzi obok niego obojętnie. Od dwóch tysięcy lat jedni z nim walczą, a drugim daje siłę. Świadomie piszę „drugim daje siłę”, zamiast „drudzy o niego walczą”. Jezus powiedział Szymonowi „schowaj miecz do pochwy” i te słowa nie przestały być aktualne – agresja, nawet używana w obronie, nie jest największym możliwym dobrem.
Od dwóch tysięcy lat krzyż nie jest obojętny. Czasem się dziwię, dlaczego ci, którzy nie wierzą w jego zbawczą moc, nie wzruszą po prostu ramionami i nie powiedzą: „a niech sobie wisi, skoro im pomaga, a dla mnie to zwykłe kółko”? Jeśli to innym pomaga być uczciwymi, rzetelnymi, prawdomównymi? Przecież nawet jako przeciwników lepiej mieć ludzi uczciwych, niż pozbawionych sumienia i ludzkiej przyzwoitości łajdaków. Jeśli krzyż ma sprawić, że wierzący przeciwnicy powstrzymają się przed jednym choćby tylko świństwem wyrządzonym niewierzącym, to czyż niewierzącym nie warto nawet nic-nie-znaczący dla nich krzyż ścierpieć? Widać krzyż rzeczywiście od dwóch tysięcy lat nie przestał być zgorszeniem i głupstwem, widać nie da się go potraktować jak kółko na ścianie, widać Ewangelia jest żywa i nic nie straciła ze swej aktualności.
A tak po cichu to się boję, że szykuje nam się nie spór o krzyż, ale kolejna wojna, w której przeciwnicy tłuc się będą krzyżem, i to poniżej pasa. Boję się, że krzyż znów stanie się narzędziem, a nie celem. I jeszcze ciszej zastanawiam się, jak by się ta walka potoczyła, gdyby walczący o krzyż w drodze do dziesiątego telewizyjnego programu odmówili różaniec, a przed każdym rozpoczęciem sejmowych obrad zmówili Ojcze Nasz. Po cichu, w sercu, bez kamer. Tak, jakby krzyż, dla świata będący głupstwem i zgorszeniem, dla nich był naprawdę znakiem zbawienia, jakby naprawdę prowadził ich nie do zwycięstwa w kolejnych wyborach, ale do świętości.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki