Jakie są fakty dotyczące tego, co wydarzyło się w kaszubskiej szkole podstawowej w Kielnie? Zaczęło się alarmem: oto nauczycielka angielskiego miała wyrzucić do kosza na śmieci krzyż, który przynieśli uczniowie siódmej klasy, żeby go zawiesić. Przed szkołą zaczęły się gromadzić tłumy. Poza mieszkańcami tej miejscowości pojawili się politycy PiS-u i Konfederacji Korony Polskiej, aby zaprotestować przeciw „świętokradztwu”. Pojawiły się analogie do protestu w Miętnem z roku 1984 – wtedy uczniowie technikum rolniczego strajkowali w obronie krzyży, jakie pozdejmowała ze ścian w ich szkole autorytarna, PZPR-owska władza. Nawet progresywny katolik Tomasz Terlikowski ogłosił, że stało się coś złego. Choć zalecił, żeby nie protestować, bo temat „zostanie upolityczniony”. Ba, minister Barbara Nowacka, bojowniczka na froncie walki z klerykalizmem, uznała postępowanie nauczycielki za „niedopuszczalne”. Kobieta została zawieszona.
I zaraz potem media i tacy ateistyczni aktywiści jak Rafał Betlejewski zaczęli upowszechniać nową wersję – na podstawie rozmów z „niektórymi mieszkańcami” i z samą nauczycielką. Chodziło o gadżet, krzyżyk wyprodukowany na drukarce. Dzieci się nim bawiły podczas lekcji, pani im zabawkę zabrała i wyrzuciła. Gdzie tu świętokradztwo?
Głos zabrała sama nauczycielka opowiadająca, że jest ofiarą hejtu. Potwierdziła, że dzieci miały się krzyżykiem bawić. Ale przyznała, że zawiesiły go na ścianie, był tam gwóźdź po zdjętym zegarze. Czyli temat obecności tego symbolu, może i w groteskowej postaci, ale jednak zaistniał. Mogła schować krzyżyk do szuflady i oddać go po lekcji. Wybrała kosz na śmieci. Skądinąd wciąż nie udziela odpowiedzi na jedno pytanie: czy wcześniej toczyła z tą zbiorowością jakiś spór o obecność krucyfiksu? Czy owo powieszenie wzięło się z niczego?
Terlikowski ze swojej krytyki się wycofał, wręcz przepraszał bohaterkę incydentu. Środowiska liberalne zaczęły ją przedstawiać jako ofiarę. Przy okazji zaś odezwały się rytualne głosy przeciw obecności „symboli religijnych” w miejscach publicznych. To odpowiedzią na takie postawy były emocje protestujących, przestrzelone albo i nie.
Charakterystyczne były dla mnie głosy rodzimych antyklerykałów, gotowych usprawiedliwiać nauczycielkę, nawet gdyby wyrzuciła do śmieci coś więcej niż zabawkę. To przecież zwykły przedmiot, tłumaczyli. Podobną logiką kieruje się minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, zalecający złagodzenie kar za obrazę uczuć religijnych. Bo ta obraza to przecież tylko subiektywny stan ducha… No ale skoro tak, dlaczego was z kolei tak bardzo uwiera cicha obecność krzyża w urzędzie czy w szkole? Dlaczego katolicy mają obowiązek znosić poniżanie czy parodiowanie ich świętości, za to samopoczucie wyznawców innych religii czy niewierzących domaga się prawnej ochrony: w imię tak abstrakcyjnego pojęcia jak świeckie państwo?
W internecie znalazłem właśnie teraz wypowiedź Natalii Ginzburg, włoskiej pisarki, Żydówki i ateistki. Opublikowała ją w gazecie „L’Unita”, związanej notabene z komunistami, ponad 30 lat temu. Napisała: „Krucyfiks nie rodzi żadnej dyskryminacji. Milczy. Jest obrazem chrześcijańskiej rewolucji, która rozprzestrzeniła na świecie ideę równości między ludźmi. Chrześcijańska rewolucja zmieniła świat. (…) Krucyfiks jest symbolem ludzkiego cierpienia. Korona cierniowa i gwoździe przywołują Jego mękę. A krzyż, który wyobrażamy sobie wysoko na szczycie góry, jest znakiem samotności w śmierci. Nie znam innych znaków, które z taką siłą oddawałyby sens naszego ludzkiego losu”. Kiedyś więc zdarzały się „po tamtej stronie” takie głosy. Niewiarygodne?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








