Logo Przewdonik Katolicki

Tu kształtuje się przyszłość Kościoła

Błażej Tobolski
Fot.

Rozmowa o tym, czemu tak naprawdę służą seminaria duchowne i kto do nich trafia, z ks. dr. Aleksandrem Genderą, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu

Rozmowa o tym, czemu tak naprawdę służą seminaria duchowne i kto do nich trafia, z ks. dr. Aleksandrem Genderą, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu

 
Każdy ksiądz zanim przyjmie święcenia, musi najpierw ukończyć seminarium duchowne. To dla niego przede wszystkim czas nauki i rozeznawania powołania, prawda?
– Często właśnie przyjmuje się, że seminarium duchowne jest czasem rozeznawania powołania. Bardzo jednak przestrzegam przed takim jego pojmowaniem. Seminarium bowiem nie jest miejscem na zastanawianie się nad tym, co mam ze sobą zrobić w życiu, nie jest właściwym miejscem dla osób niezdecydowanych co do swojej dalszej drogi życiowej. Seminarium jest dla tych, którzy już odczytali powołanie do kapłaństwa. W przeciwnym razie czas formacji, jaka się tutaj dokonuje, będzie w jakiejś części czasem straconym.
Nie znaczy to jednak, że każdy, kto rozpoczął seminarium, musi zostać wyświęcony na kapłana. Może przecież w pewnym momencie sześciu lat formacji rozeznać, że powinien jednak iść w życiu inną drogą, np. w małżeństwie i rodzinie. Czasami trzeba nawet klerykowi podpowiedzieć, żeby się zastanowił, czy kapłaństwo jest rzeczywiście jego powołaniem.
 
Mówi Ksiądz Rektor, że czasem z decyzją o wstąpieniu do seminarium można poczekać. Tak więc nie trzeba się tu zgłaszać zaraz po maturze...
– Jeżeli kandydat odczytuje powołanie kapłańskie, to najlepiej wstąpić do seminarium bezpośrednio po maturze. Jest to właściwy moment wyboru studiów. I tak czyni przeważająca większość naszych kleryków. W ostatnich latach zgłaszają się jednak również kandydaci w trakcie innych studiów, a nawet po ich ukończeniu. Widać potrzebowali oni więcej czasu, aby dojrzeć do tej decyzji. Najstarszy kandydat przyjęty do kaliskiego seminarium miał 35 lat i jest obecnie diakonem. W późniejszym wieku trudniejsze może być dostosowanie się do warunków seminaryjnych. Są jednak zgromadzenia zakonne, których charyzmatem jest właśnie troska o powołania rodzące się w późniejszym wieku.

 

Pan Jezus przemawia do nas na różne sposoby, musimy Go tylko usłyszeć. Wymownym tego przykładem jest dla mnie spotkanie, jakiego doświadczyłem na Starym Rynku w Poznaniu. Nagle stanął przede mną młody człowiek, który pozdrowił mnie jako rektora seminarium z Kalisza. Myślałem, że jest on poznańskim klerykiem. Okazało się jednak, że był to student pochodzący z naszej diecezji, który chwilę wcześniej modlił się w kościele farnym o to, aby Pan Bóg pomógł mu odkryć, czy ma powołanie do kapłaństwa. I z kościoła wyszedł prosto na mnie. Przypadek? Człowiek wiary powie, że to odpowiedź Pana Boga. Po pewnym czasie zgłosił się do seminarium. Nie zachęcam jednak do szukania zewnętrznych znaków, najlepiej powołanie odczytać na rozmowie z Jezusem.
 
Czy seminarium ma młodym ludziom do zaproponowania coś, co mogłoby wspomóc ich w tym rozeznawaniu drogi życiowej?
– Staramy się wychodzić naprzeciw naszym ewentualnym przyszłym kandydatom, organizując w seminarium m.in. dni skupienia w ciągu roku czy rekolekcje podczas ferii zimowych. Są one przeznaczone przede wszystkim dla osób, które będąc np. w szkole średniej, odczytują powołanie do kapłaństwa czy zastanawiają się nad nim. Wówczas jest rzeczywiście czas na to, aby rozeznawać dojrzewające w nich powołanie. Wszelkie informacje o tego typu działaniach można znaleźć na stronie internetowej naszego seminarium. Z podobnymi inicjatywami wychodzą zresztą również inne seminaria w Polsce. Zapraszam do zapoznawania się z ich ofertą, co dla młodzieży ery internetu nie powinno stanowić żadnego problemu. Na naszej stronie są także adresy e-mailowe kapłanów będących wychowawcami seminaryjnymi, do których można napisać, zadać im pytanie. Wielu młodych korzysta już z tej formy kontaktu.
Seminarium jest miejscem, a przede wszystkim wspólnotą, która ma przygotowywać, wychowywać i kształcić kandydatów do kapłaństwa, czego świadomość powinny mieć zgłaszające się do niego osoby. W dojrzewaniu do tej decyzji na pewno pomocne są propozycje, o których wspomniałem, jak i zaangażowanie w rozmaite grupy duszpasterskie działające przy parafiach, gdzie kształtowana jest duchowość młodych ludzi.
 
No właśnie, bo taką pierwszą „wizytówką” seminarium są sami kapłani. Młody człowiek kształtuje w sobie przecież obraz kapłaństwa, patrząc najpierw na pracę swojego duszpasterza.
– Najmocniej Pan Jezus przemawia do nas przez świadectwo życia innych ludzi, w tym przypadku zwłaszcza kapłanów i kleryków oraz samej rodziny, która nie bez powodu jest nazywana pierwszym seminarium. Jestem przekonany, że to świadectwo ma ogromne znaczenie dla odkrywania w sobie i umacniania powołania; często mobilizuje, aby więcej się modlić i wsłuchiwać w głos Chrystusa. Kiedy zgłaszają się do nas kandydaci, pytamy ich także o to, jakie były początki ich powołania. Bardzo często wskazują oni na przykład Jana Pawła II, księdza proboszcza, duszpasterza czy kleryka w parafii, który zachęcił ich do zastanowienia się nad tym, czy i oni nie mają powołania do kapłaństwa.
 
Bł. Jan Paweł II zwracał również uwagę na środowisko ministrantów, nazywając je „kolebką powołań kapłańskich”. Czy rzeczywiście z tego środowiska wychodzi najwięcej przyszłych księży?
– Z pewnością wspólnota ministrancka jest szkołą formacji modlitewno-liturgicznej, która pomaga odkryć powołanie do kapłaństwa i jednocześnie wspomaga późniejszą formację seminaryjną. Także w statystykach podaje się, że ok. 80 proc. kandydatów na kleryków wywodzi się z grup ministranckich. Potwierdza się to także w Kaliszu, gdzie obecnie na pierwszym roku mamy 19 kleryków, z których tylko 3 nie było ministrantami. Wynika to zapewne z tego, że z jednej strony osoby, które odczytują w sobie powołanie kapłańskie, szukają dla siebie miejsca bliżej ołtarza, trafiając najczęściej do grup ministranckich. Z drugiej natomiast, to duszpasterstwo stwarza pewną przestrzeń modlitwy i kontaktu z kapłanami, sprzyjającą refleksji nad własnym powołaniem. Ale oczywiście to, że ktoś nie był ministrantem, wcale nie przeszkadza, aby został klerykiem i księdzem.
 
A w jaki sposób seminarium przygotowuje młodych ludzi do tego, aby zostali księżmi?
– Czas przygotowania do kapłaństwa wymaga szerokiego działania. Jednym z jego elementów są studia teologiczne podejmowane przez kleryków po wstąpieniu do seminarium. Ale dają one jedynie zasób wiedzy. A wiedza teologiczna bez formacji właściwie nic nie znaczy, jest martwa. Cóż bowiem z tego, że ktoś będzie znał szczegóły przekazów o narodzinach Jezusa Chrystusa w Betlejem, jeśli nie pójdzie na spotkanie z Nim? Dlatego seminarium jest przede wszystkim miejscem formacji. I to nie tylko intelektualnej, ale także duchowej. Dzisiaj wiele uwagi poświęca się w seminariach formacji ludzkiej. W moim przekonaniu trzeba jednak zacząć od dojrzałej wiary, która jest skałą, fundamentem; to z niego wyrasta autentycznebycie człowiekiem. Co z tego, że będziemy się troszczyć o dobre maniery kleryków czy też wykształcimy w seminarium dobrego menadżera lub sprawnego budowniczego, który będzie świetnie funkcjonował w parafii? Czy na tym polega życie kapłańskie? Trzeba pamiętać o tym, że „twarz” kapłana staje się dla ludzi twarzą samego Chrystusa.
 
Czasami słyszy się zarzut, że młodzi ludzie, przebywając sześć lat w seminarium, są odcięci od świata, w którym mają służyć jako kapłani. Czy rzeczywiście Księdza zdaniem nie jest to dla nich potem powodem jakichś trudności w odnalezieniu się w pracy duszpasterskiej?
– Wprost przeciwnie. Uważam, że to pewne odcięcie od świata jest dzisiaj jeszcze bardziej potrzebne niż kilka lat temu. Młodzi ludzie często przychodzą do seminarium z doświadczeniami, które nie zawsze sprzyjają formacji. Przykładem jest tu chociażby internet, który stanowi wspaniały środek komunikacji, ale wówczas, kiedy posługujemy się nim we właściwych proporcjach. A zadaniem seminarium jest wychować człowieka, przyszłego kapłana, aby był zarówno odbiorcą, jak i twórcą wykorzystywanych w duszpasterstwie nowoczesnych środków przekazu. Do tego potrzebny jest także etap odcięcia się i zdystansowania od tego, czym żyje współczesny świat, co przekazują media, aby nauczyć się spoglądać na to wszystko z właściwej perspektywy. Po to, żeby później jako kapłan móc wnieść w ten świat Chrystusa.
Poza tym seminarium nie znajduje się na odludziu. Mamy tu dostęp do informacji, klerycy jeżdżą do swoich domów na wakacje, a część roku spędzają w swoich parafiach. Mają też dostęp do internetu, choć przez pierwsze dwa lata formacji bardziej ograniczony. Jednak z czasem dostrzegają wartość tej seminaryjnej pedagogiki. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby ksiądz nie potrafił odpowiedzialnie korzystać z nowoczesnych środków komunikacji i np. odbierał pilny telefon w konfesjonale czy przesiadywał wciąż w internecie, zaniedbując swoje obowiązki. Seminarium to czas, aby tej odpowiedzialności się nauczyć.
 
Wspomniał Ksiądz Rektor, że obecnie na pierwszym roku w kaliskim seminarium jest 19 kleryków. To dużo czy mało?
– Mówiąc słowami Ewangelii: żniwo jest wielkie, a robotników mało. Tak więc zawsze modlimy się o nowe powołania i cieszymy się, kiedy kandydatów na kapłanów zgłasza się jak najwięcej. Zresztą nie tylko my, wychowawcy seminaryjni, ale cały Kościół – zarówno biskupi, jak i wierni świeccy, którym zależy na tym, aby mieli zapewnioną posługę kapłańską w parafiach, modlą się i czekają na kapłanów. Nic też dziwnego, że sprawa powołań jest troską całego Kościoła, bowiem w seminariach kształtuje się jego przyszłość. Przede wszystkim chcielibyśmy jednak, aby ci, którzy wychodzą z seminarium jako księża, byli tak przygotowani, żeby promieniowali świętością, byli dobrymi i świętymi kapłanami. I to jest podstawowy celem seminarium.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki