Logo Przewdonik Katolicki

Zdążający drogą

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Wszyscy zdążający drogą przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza, którą doświadczył mnie Pan, gdy gniewem wybuchnął (Lm1, 12).

W 1958 r. rosyjski kompozytor Igor Strawiński skomponował utwór na chór i orkiestrę zatytułowany Treny, co po grecku znaczy „lamentacje”. Punktem wyjścia tego dzieła jest pięć elegii, przez tradycję przypisywanych Jeremiaszowi, które w Biblii znajdują się tuż za księgą nazwaną jego imieniem. Są to piękne utwory tragiczne o niebywałej sile wyrazu. Ich centrum stanowi Jerozolima zdewastowana w 586 r. przed Chr. przez wojska babilońskiego króla Nabuchodonozora. Ukazana jest ona jako niepocieszona wdowa rzucająca niebu odwieczne pytanie cierpiących (które jest też pierwszym hebrajskim słowem pierwszej lamentacji i w tradycji hebrajskiej dało tytuł całemu zbiorowi): „ekah” („jak to?”).

Wdowa Jeruzalem zwraca się zarówno do Boga, bezlitosnego Sędziego, jak i do widzów, by i On, i oni mieli dla niej współczucie i pociechę. Jednak, jak wyczuwamy w przytoczonym przez nas fragmencie, który zachęca do lektury całości tego klejnotu poezji i człowieczeństwa – pięć lamentacji jest też smutną medytacją na temat pierwszej przyczyny tej tragedii, czyli ludzkiego grzechu i sądu Bożego.

Słyszymy zatem, że to nie Babilończycy palili i mordowali, lecz ich rękami działał sam Bóg, zbieracz winogron w winnicy Izraela, który miażdży je, wygniatając z nich krew: „Pan jak w tłoczni podeptał Dziewicę, Córę Judy” (1, 15). Zarysowuje się tu symbolicznie pękniecie w murze tajemniczej twierdzy bólu. Wprawdzie nie może to być jedyna odpowiedź na tak rozległe i niezgłębione zagadnienie, jakim jest ludzkie cierpienie, jednak bez wątpienia jego część rodzi się z niesprawiedliwości wielu osób. Dar wolności jest często narzędziem, które eksploduje nam w dłoniach, raniąc nas samych i innych.

Niemniej  analiza tych surowych biblijnych stronic pozostawia również inne wrażenie, posmak miłości do własnych korzeni, które wzmacniają się właśnie w dniu próby. Syjon „płacze, płacze wśród nocy, na policzkach jej łzy, a nikt jej nie pociesza spośród wszystkich przyjaciół [kochanków]; zdradzili ją wszyscy najbliżsi i stali się wrogami” (1, 2). Miłosny język służy nie tylko określeniu dawnych sprzymierzeńców, którzy zdradzili, ale również zdrady samego Izraela, który udał się na poszukiwanie cudzych bogów, skażając swoją religijność, a nawet kulturową i duchową tożsamość.

Oto dlaczego płaczę – kontynuuje wdowa Jeruzalem – oko me łzy wylewa; Pocieszyciel daleko ode mnie, Ten, co by mi życie przywrócił” (1, 16). Wyciąga ręce, czołgając się w prochu, i krzyczy: „Spójrz, Panie, bo jestem w ucisku” (1, 20). Ostatnie pytanie, które zamyka piątą lamentację, otwiera drogę oczekiwaniu, chociaż w przygnębieniu: „Czyżbyś nas całkiem odtrącił? Czy tak bardzo na nas się gniewasz?” (5, 22). Jednak niektórzy badacze interpretują to zdanie twierdząco: „ponieważ nie całkiem nas odtrąciłeś”. Płomień nadziei nigdy nie gaśnie.

 

Tłum. Dorota Stanicka-Apostoł

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki