Logo Przewdonik Katolicki

Z kamerą wśród biskupów i zakonnic

Natalia Budzyńska
Fot.

Podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty pokazano dwa nowe filmy, których akcja dzieje się w środowisku duchownych. Swoją polską premierę we Wrocławiu miał filmHabemus Papam mamy papieżaMorettiego,a w konkursie brał udział udział film Barbary SassW imieniu diabła.

 

Oba filmy wzbudzały duże zainteresowanie. O Habemus Papam było głośno jeszcze przed włoską premierą, która miała miejsce w kwietniu br. Niestety starano się bardzo, aby o filmie mówiono, że jest kontrowersyjny, a Jerzy Stuhr w wywiadach czuł potrzebę tłumaczenia się z tego, iż zagrał w nim jedną z ważniejszych ról. Natomiast na obraz Barbary Sass czekano z niecierpliwością. Reżyserka przez ostatnie 11 lat milczała, więc trudno się dziwić, że środowsko było ciekawe jej najnowszego dzieła. Tym bardziej że miało dotyczyć również skandalicznej sytuacji.

 

Kardynałowie…

Plotkarskie gazety pisały o filmie Habemus Papam – mamy papieża jako o skandalu. Katolickie środowiska połknęły haczyk i powtarzały, że Jerzy Stuhr zagrał w komedii ośmieszającej postać głowy Kościoła. Co więcej, twierdzono, że zadeklarowany lewak i ateista, reżyser Nanni Moretti, nakręcił film o papieżu Polaku, który wcale nie ukazuje siły jego charakteru i osobowości, tylko wręcz przeciwnie: słabość.

Data włoskiej premiery, która odbyła się na kilkanaście dni przed beatyfikacją Jana Pawła II, zrobiła swoje. Zresztą październikowa data planowanej premiery polskiej też działa na wyobraźnię. Wszystko to jednak należy uznać za kompletne bzdury.

Habemus Papam – mamy papieża to wspaniały i ciepły film o prawdziwych ludziach, zupełnie pozbawiony złośliwości czy nawet cienia kąśliwości. Nanni Moretti, rzeczywiście ateista, wcale nie miał ochoty dokuczyć nikomu, a już na pewno nie Watykanowi, duchownym czy Duchowi Świętemu.

Kardynałowie zostają zamknięci w Kaplicy Sykstyńskiej, aby dokonać wyboru głowy Kościoła po śmierci papieża. Jednak nowy papież (w tej roli wybitny francuski aktor Michel Piccoli) doznaje załamania nerwowego i nie jest w stanie nawet dojść do okna, by pobłogosławić zebranych wiernych. Do Watykanu zostaje sprowadzony profesor psychoanalityk. Tymczasem papież znika, rzecznik prasowy (świetny Jerzy Stuhr – ta rola została napisana specjalnie dla niego) usiłuje to zniknięcie zataić zarówno przed kardynałami, jak i przed światem.

Od tej pory akcja biegnie dwutorowo: towarzyszymy zagubionemu papieżowi w wędrówce rzymskimi ulicami oraz zamkniętym w Watykanie kardynałom razem z niewierzącym psychoanalitykiem. Kardynałowie Morettiego to zwyczajni ludzie: układają puzzle, łykają pigułki, grają w brydża, lubią ciastka z kremem. Istnieje niepisany zwyczaj stosowania odpowiednich słów w opisie kardynała i biskupa w katolickich (i nie tylko) mediach. Dostojnicy kościelni „kroczą”, „wręczają”, „przemawiają”. No i są niedostępni, ponurzy i poważni. U Morettiego kardynał jest po prostu człowiekiem.

We Włoszech i po pokazie w Cannes miano nawet do Morettiego pretensje, że pokazał Watykan bez wad, że nie dotknął żadnego z aktualnych problemów i skandali kościelnych, a kardynałów pokazał jako sympatycznych staruszków. Jego papież, całkowicie wymyślony (żaden z niego Polak!), to zwykły skromny człowiek, przerażony ciążącą na nim odpowiedzialnością, przepełniony ogromnym lękiem, zagubiony we współczesnej rzeczywistości. Czy Duch Święty nie wiedział, kogo wybiera na pasterza Kościoła? Owszem, wiedział, ale Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę.

Moja ulubiona scena to ta, kiedy psychoanalityk (grany przez Morettiego) czyta kardynałom fragmenty Biblii i udowadnia, że cytowane opisy idealnie pasują do stanu depresji. Kardynałowie nie bardzo chcą przyjąć tę informację do wiadomości. A przecież to prawda, bo Biblia pełna jest opisów różnych stanów psychicznych człowieka. Również zagubienia, osamotnienia i lęku.

Scenariusz filmu Nanni Moretti dał do przeczytania kard. Gianfranco Ravasiemu. Byłem ciekaw jego opinii, ale nie prosiłem go o aprobatę. I tak bym zrobił ten film – mówił reżyser. Recenzenci Radia Watykańskiego docenili film włoskiego reżysera. Mam nadzieję, że także polskie środowiska kościelne nie będą doszukiwać się w tym obrazie czegoś, czego w nim nie ma. Cieszę się, że ten film powstał i chyba rzeczywiście musieli go zrobić Włosi. Tylko oni potrafią połączyć głęboką egzystencjalną i religijną refleksję z lekkim i pełnym sympatii żartem.

 

…i zakonnice

Dla widzów festiwalu Nowe Horyzonty najnowszy film Barbary Sass okazał się zbyt zwykły i konwencjonalny. W kuluarach wielu krytyków radziło mi darować sobie oglądanie tej produkcji. Pamiętając jednak sugestywne Krzyk czy Pokuszenie, postanowiłam po latach znów zaufać jej umiejętnościom, reżyserskiemu warsztatowi oraz wrażliwości.

Jej najnowszy obraz wcale nie okazał się taki zły, jak mi to przedstawiano. Być może temat sugerował podjęcie jakichś kontrowersyjnych i obrazoburczych wątków, być może spodziewano się ataku na katolicyzm. Barbara Sass okazała się jednak dla wielu zbyt ostrożna w podejmowaniu tematu „co dzieje się za furtą żeńskiego klasztoru”, zarzucano jej też tradycyjny warsztat, którego czas już dobiegł końca. Kino poszło dalej, a Barbara Sass wciąż robi takie filmy jak 20 lat temu. Czy to jest zarzut? Dla mnie nie.

Historia, która wydarzyła się w klasztorze betanek w Kazimierzu Dolnym kilka lat temu stała się dla Barbary Sass tylko inspiracją. Temat jest fascynujący. Jak to się stało, że jedna osoba, siostra przełożona, mogła mieć taki wpływ na wspólnotę sióstr, że mimo interwencji Kościoła wolały zostać w klasztorze razem z nią i spowiednikiem, niż być posłusznymi biskupowi?

Reżyserka przyznała, że już jakiś czas temu miała ochotę podjąć temat manipulacji i pokazać go na przykładzie działania sekty. Sytuacja z Kazimierza Dolnego nadawała się idealnie. Główną bohaterkę, młodziutką siostrę Annę (wspaniały debiut Katarzyny Zawadzkiej) dręczą senne koszmary. Wiemy o niej niewiele, w młodości przeżyła jakąś traumę, której wspomnienia wciąż ją dręczą. Tymczasem w klasztorze matka przełożona roztacza nad siostrami miłość graniczącą z nadopiekuńczością i nadmierną kontrolą.

Dokładnie pokazane zostały mechanizmy manipulacji: wpajanie siostrom przekonania, że na zewnątrz wszyscy są źli, wyróżnianie poszczególnych zakonnic, a zaraz potem ich zastraszanie, szantaż emocjonalny. Atmosfera powoli gęstnieje. Mała wspólnota sióstr, które zaufały siostrze przełożonej i jej nadrzyrodzonym wizjom, idealnie nadaje się do manipulacji. Jesteśmy świadkami coraz większego zamknięcia, stopniowej izolacji i głębokich zmian psychologicznych, których doświadczają zakonnice.

Bez odpowiedzi jednak pozostają pytania: co by było, gdyby akcja tego filmu nadal rozwijała się w tym kierunku; gdyby twórcy pogłębili „charyzmat” postaci przeoryszy, jej szaleństwa, jej przeświadczenia o własnej wyjątkowości. Czy manipulowała swoją wspólnotą świadomie, czy rzeczywiście cierpiała z powodu niezrozumienia przez biskupów? Jakie głosy słyszała? Niestety, wiarygodność psychologiczna wydarzeń zaczyna się sypać z chwilą przybycia do klasztoru nowego spowiednika, ks. Franciszka. Zakonnicom zamkniętym za klasztornym murem otoczonym zasiekami, którym udało się wmówić, że wszystko, co przybywa ze świata zewnętrznego, pochodzi od diabła, zupełnie nie przeszkadza, że ks. Franciszek zamiast w sutannie wciąż chodzi ubrany w bluzie z kapturem. Jest tak nachalnie przesiąknięty duchem New Age, że bezrefleksyjna zgoda na jego praktyki urąga inteligencji głównej bohaterki.

Barbara Sass zupełnie nie wchodzi w żadne niuanse teologiczne czy światopogladowe – nie to było jej zamiarem. Czytając niektóre recenzje, odnoszę jednak wrażenie, że dla niektórych krytyków właśnie ten aspekt świadczy o tym, że film jest nieudany, bo nie znaleźli tu ani krytyki Kościoła, ani gorszących scen, ani nawet strasznego diabła.

Dla mnie jest to film o mechanizmach manipulacji i o potrzebie akceptacji. Film z ogromnym potencjałem psychologicznym, jednak nie do końca wykorzystanym. W kinach film pojawi się we wrześniu.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki