Logo Przewdonik Katolicki

Kres Kresów

Natalia Budzyńska
Fot.

Przez wiele stuleci obszar zamieszkały przez Hucułów znajdował się w granicach Polski. Nazywano go kresem Kresów. Dziś jest atrakcyjny turystycznie i całkowicie egzotyczny kulturowo. Wystawa w Krakowie przypomina nam o Huculszczyźnie.

Przez wiele stuleci obszar zamieszkały przez Hucułów znajdował się w granicach Polski. Nazywano go kresem Kresów. Dziś jest atrakcyjny turystycznie i całkowicie egzotyczny kulturowo. Wystawa w Krakowie przypomina nam o Huculszczyźnie

 

 

Huculszczyzna zawsze wydawała się gdzieś na końcu świata: pod każdym względem. Prawdopodobnie najwięcej na temat Hucułów wiedziano na przełomie XIX i XX w., a to za sprawą wypraw turystyczno-artystycznych, które stawały się w tamtym czasie modne.

Dzika, odległa i trudno dostępna kraina działała na wyobraźnię. Szczególnie upodobali ją sobie artyści zachwyceni górskim pejzażem oraz huculską sztuką i obrzędowością. Jednym z najgorliwszych promotorów huculszczyzny był Stanisław Vincenz, prozaik i eseista, autor cyklu wydawniczego: Na wysokiej połoninie. Powodem powstania wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie jest 40. rocznica śmierci człowieka, który w tej kulturze dorastał, obserwował ją, kochał i opisywał. Dziś o Hucułach i ich kulturze całkiem zapomnieliśmy. Region Karpat Wschodnich, leżący w zachodniej Ukrainie, wraz z pasmem Czarnohory, staje się obecnie coraz bardziej atrakcyjny dla młodych turystów. To właśnie kresy Kresów, „słowiańska Atlantyda”, tereny zamieszkane do dziś przez Hucułów.

 

Huculskie dzieje

Huculi byli ludem wędrownym. Zresztą niektórzy badacze słowo „hucuł” wywodzą od słowiańskiego słowa „kochul” oznaczającego nomadę, wędrowca. Ciekawe, że Hucułami zaczęto nazywać górali zamieszkujących Karpaty Wschodnie dopiero w XIX w.

Uważa się, że są jedną z trzech głównych grup rusińskich górali, obok Bojków i Łemków. Osiedlili się w górnym dorzeczu Prutu i Czeremoszu we wczesnym średniowieczu. Były to tereny położone z dala od głównych szlaków handlowych, na uboczu całego świata. Tak jakby planowali odciąć się od innych ludów i wpływów. Jakby pragnęli samotności i spokoju.

Ich korzeni szuka się w wędrówkach rumuńskich pasterzy z Wołoszczyzny, którzy wypasając swe stada, docierali niemal do Tatr. Podczas tych wczesnośredniowiecznych wędrówek doszło do wymieszania napotkanych kultur i tutaj dopatruje się źródeł narzecza huculskiego: z połączenia języków ruskiego, rumuńskiego i polskiego.

W wieku XII łańcuch Czarnohory należał do Rusi Halicko-Wołyńskiej. W XIV w., za czasów Kazimierza Wielkiego, Huculszczyzna weszła w skład Rzeczypospolitej. Dalsze losy tych terenów związane były z dziejami Polski. W 1772 r. przejęła je Austria. Po I wojnie światowej na krótko powstała nawet Republika Huculska, która objęła wschodnie Zakarpackie, a jej prezydentem został Stepan Kłoczurak. Bardzo szybko Republikę zlikwidowały wojska rumuńskie. W latach międzywojennych Huculszczyzna znów znalazła się w granicach Polski. Po roku 1945 Polacy i nieruskie mniejszości narodowe zostali stamtąd wypędzeni. Wtedy tereny należące dziś do Ukrainy znalazły się pod panowaniem Związku Radzieckiego. Polscy etnografowie nie mieli już tam wstępu i o Hucułach przez te wszystkie lata zapomnieliśmy.

 

Oryginalna kultura

Do dziś Huculi nie poddali się wpływom obcych kultur. Etnografowie badający tę mniejszość obliczają jej populację na około miliona osób, ale w rzeczywistości Hucułów zamieszkujących dorzecza górnego Prutu i Czeremoszów jest znacznie mniej. Wciąż mają poczucie własnej odrębności narodowej i kulturowej, a nawet aspirują do stania się czwartym narodem wschodniosłowiańskim, obok Ukraińców, Rosjan i Białorusinów.

Przez wielu turystów Huculszczyzna uważana jest za jeden z najdzikszych obszarów w Europie, który zachwyca nie tylko pięknymi widokami, ale i oryginalnością zwyczajów.

Huculi nie mają swojej „stolicy”. Ich zamiłowanie do samotności odzwierciedla się także w tym, jak wyglądają do dziś ich wsie. Domy stawiano daleko od siebie, więc wsie położone są na ogromnym obszarze, a gospodarstwa dosłownie porozrzucane po okolicznych terenach. Trudno uwierzyć, że na przykład miejscowość Werchowyna rozciąga się na powierzchni około 600 km 2.

Centrum wsi położone zawsze było w dolinie rzeki, stała tam cerkiew, urząd gminy, szkoła i gospoda. W okresie międzywojennym zaczęły pojawiać się sklepy i pensjonaty, bowiem Huculszczyzna stała się modna jako letnisko.

Tradycyjnym zajęciem Hucułów wciąż jest hodowla bydła, pasterstwo i myślistwo. Od stuleci zajmowali się hodowlą koni, bardzo znane są wyhodowane tam niezwykle wytrzymałe konie huculskie. Parali się także rzemiosłem. Każdy huculski dom przypomina muzeum sztuki ludowej. Wszystkie przedmioty codziennego użytku były misternie ozdabiane: meble, odzież, naczynia. Do dziś kobiety zdobią swoje stroje pięknym kolorowym haftem, a każdy z wyszytych motywów jest jedyny i niepowtarzalny. Obrusy, poduszki, pościele, koszule, ręczniki pokrywają haftowane ukwiecone łąki.

Sztuka tworzenia wyszukanych ozdób z kolorowych paciorków jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Przecudne są mosiężne naszyjniki z krzyżami i monetami, kolczyki i naczółka. Szczególnie cenione są wyroby ceramiczne. Zresztą garncarstwo rozwinęło się intensywnie w II poł. XIX w. Doceniali je turyści przyjeżdżający na letniska. Lokalnym mistrzostwem było budowanie w górach drewnianych cerkwi bez użycia gwoździ. Wnętrza ozdabiają ikony ręcznie malowane na szkle.

 

Homer Huculszczyzny

Sztukę Hucułów, ale także dzieła inspirowane huculszczyzną, prezentuje w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawa zatytułowana Na wysokiej połoninie. W gmachu głównym muzeum zebrano ponad 800 prac: obrazy, grafiki, fotografie, ceramikę, rękodzieło.

Kurator wystawy Mirosław Kruk podkreślał przywiązanie do tradycji i stworzenie wyrafinowanego zdobnictwa: „To, co urzeka, to ogromna rozmaitość materii i technik użytych przez górali, którzy byli przecież ludem biednym, ale bardzo zdolnym”. Eksponaty pochodzą z ponad 30 muzeów, bibliotek i innych instytucji oraz z kolekcji prywatnych. Podzielona na 15 części ekspozycja wyczerpująco opowiada o Hucułach i budzi zachwyt zwiedzających.

Znajdziemy tu część poświęconą miłości ludu huculskiego do koni, do muzyki. Prezentowane są tkaniny, meble, wyroby garncarskie i ceramiczne. Zobaczyć można budzące zachwyt szkliwione dzbany i misy, mosiężne krzyże i krzyżyki, haftowane serwety i stroje. Interesująco przedstawia się fragment wystawy zatytułowany Prawda starowieku, gdzie przedstawione są analizy wzorów i motywów, które były obecne także w sztuce koptyjskiej. Zafascynowani huculszczyzną byli polscy malarze, których obrazy zobaczyć można w Krakowie: Leon Wyczółkowski, Teodor Axentowicz, Stanisław Witkiewicz czy Fryderyk Pautsch.

Wystawa dedykowana jest Stanisławowi Vincenzowi, którego nazywano „Homerem Huculszczyzny”. Tytuł wystawy zaczerpnięto z jego dzieła opisującego sztukę, legendy i zwyczaje huculskie.

Vincenz miał wprawdzie francuskie korzenie, ale był wielkim miłośnikiem Huculszczyzny. Tam dorastał, a jego nianią była rodowita Hucułka, Pałahna Slipenczuk-Rybenczuk. Wspominał ją zresztą z wdzięcznością do końca życia. Dorastał na styku kultur wołoskiej, węgierskiej, żydowskiej, cygańskiej, słowackiej, ormiańskiej, ukraińskiej, czeskiej, polskiej i austriackiej. Gdzie indziej można znaleźć taki tygiel kulturowo-wyznaniowy?

Fascynowała go sztuka starożytnej Grecji, której śladów doszukiwał się w kulturze Hucułów. Studiował we Lwowie i w Wiedniu, był tłumaczem Dostojewskiego, publikował eseje z zakresu filozofii religii. Znał 40 języków. W latach 30. ubiegłego wieku zajął się pisaniem dzieła swego życia, cyklu Na wysokiej połoninie.

Nazywał Huculszczyznę „słowiańską Atlantydą”, twierdząc, że słowiański szczep Hucułów przechował szczątkową pamięć archaicznej, przedchrześcijańskiej cywilizacji, będącej jednym z najstarszych źródeł europejskiej kultury. Wcielenie do sowieckiego imperium było według Vincenza zagładą słowiańskiej Atlantydy. Na wystawie w części poświęconej temu eseiście, pisarzowi i badaczowi znajdziemy nieznane fotografie, rękopisy i listy oraz pierwsze wydania książek jego autorstwa.

 

Muzeum Narodowe w Krakowie, Na wysokiej połoninie. Sztuka Huculszczyzny – Huculszczyzna w sztuce. Wystawa czynna do 29 maja.

Ekspozycja towarzyszy Międzynarodowemu Festiwalowi Huculskiemu Słowiańska Atlantyda, trwającemu od 17 marca do 22 października br. w Polsce i na Ukrainie. Szczegółowy program dostępny na stronie http://www.karpatywschodnie.pttk.pl

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki