Logo Przewdonik Katolicki

Powrót Moneta

Natalia Budzyńska
Fot.

Skradziony dziewięć lat temu jedyny obraz Moneta w polskich zbiorach, powrócił do Muzeum Narodowego w Poznaniu.

 

 

Pierwszy dzień pokazu dzieła Plaża w Pourville okazał się sukcesem – paradoksalnie afera związana z kradzieżą i odzyskaniem dzieła przysłużyła się wzrostowi jego popularności. Kradzieże dzieł sztuki zdarzają się na całym świecie, należą do przestępczości międzynarodowej o największej skali. Na liście skradzionych dzieł sztuki znajduje się ok. 100 tys. przedmiotów. Swoich arcydzieł nie potrafią upilnować największe muzea świata. Jednak wyczyn „poznańskiego rabusia” sprzed 9 lat był naprawdę zuchwały.

 

Z miłości do sztuki

Złodziej w barbarzyński sposób wyciął płótno z ram i włożył w to miejsce dość nieudolną kopię. Stało się to w jeden z wrześniowych dni, w normalnych godzinach zwiedzania muzeum. Podmianę zauważono 19 września 2000 r. Przy okazji okazało się, że jedyny obraz impresjonisty tej klasy znajdujący się w polskiej muzealnej kolekcji, nie był zbyt dobrze zabezpieczony ani… ubezpieczony. Jego wartość wyceniano  na ok. 5–7 milionów USD. Polskich muzeów nie stać na ubezpieczenie tak wartościowych dzieł sztuki. To zresztą problem wielu placówek na świecie. Śledztwo zostało umorzone rok później, jednak z powodu znacznej wartości dzieła dla polskiej kultury, wciąż trzymano rękę na pulsie.

Podejrzewano, że obrazu już dawno nie ma w kraju, snuto różne scenariusze, z których najbardziej prawdopodobny był ten, że kradzież obrazu została zlecona przez jakiegoś bogatego zagranicznego kolekcjonera. W takiej sytuacji można było podejrzewać, że Plaża w Pourville jest nie do odzyskania. Tymczasem historia okazała się mieć dalszy ciąg, idealnie nadający się na scenariusz filmu.

W Olkuszu, w styczniu 2010 r., z powodu niepłacenia alimentów, został aresztowany malarz pokojowy, 41-letni Robert Z. Przy okazji pobierania odcisków palców okazało się, że zgadzają się one ze znalezionymi na ramie skradzionego obrazu słynnego impresjonisty. Jak mówił – ukradł z miłości do sztuki i, konkretnie, do Moneta. Dzieło warte kilkanaście milionów złotych schował w szafie rodziców, wyciągał je co jakiś czas i oglądał.

Płótno wróciło do Poznania poważnie uszkodzone. Przede wszystkim zostało rozcięte podczas wyjmowania z ramy. W związku z tym z każdego boku pomniejszone zostało o ok. 1 cm. Co gorsze, przecięciu uległa sygnatura. Na szczęście nie było przechowywane w formie zwiniętej i nie nastąpiły pęknięcia farby. Jednak pozostawało przez 9 lat bez właściwego napięcia, więc zostało lekko pofalowane i pomarszczone. Zabiegi konserwatorskie trwały kilka miesięcy. Połączono płótno z jego brzegami, które pozostały w ramie, wzmocniono brzegi obrazu, oczyszczono powierzchnię warstwy malarskiej. Cały proces konserwatorski udokumentowano i można go obejrzeć na filmie pokazywanym podczas prezentacji obrazu w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

 

Podróże jednego obrazu

Claude Monet namalował Plażę w Pourville w roku 1882 – od kilku lat jeździł wypoczywać do Normandii, której klifowe wybrzeże uwiecznił na wielu obrazach. Pourville było kiedyś niewielką nadmorską wioską zamieszkałą przez rybaków. Już za czasów Moneta zmieniało swój charakter na coraz bardziej modny kurort, do którego Paryżanie przyjeżdżali na odpoczynek. Rok 1882 był dla artysty bardzo płodny. Nadmorskie pejzaże to pierwszy cykl Moneta, później tych cykli powstało wiele – lubił malować te same motywy w różnym świetle, o różnych porach dnia, z różnego punktu widzenia. Normandzkie klify służyły mu jako pretekst do wypróbowania niezwykłych perspektyw. Wybrzeże, morze – wzburzone lub spokojne, stale zmieniające się światło, kolory nieba stały się w tym czasie bohaterami jego obrazów. Nie było na nich ludzi.

Plaża w Pourville przedstawia widok, jaki rozpościera się z poziomu urwiska w Varengeville. Podobnie jak inne z tego cyklu, kompozycja podzielona jest na trzy pola: niebo, morze, płaskowyż. Obraz został kupiony prawdopodobnie w 1891 r. przez Paula Duranda-Ruela, który reprezentował interesy impresjonistów. Później, w roku 1906, znalazł się w Berlinie, w kolekcji Paula Cassiera. W ten sposób trafił na wystawę w Poznaniu, do Muzeum Narodowego noszącego wówczas nazwę Keiser Friedrich Muzeum Posen. Wystawa zatytułowana Ausstellung von französischer Impressionisten trwała od 16 kwietnia do 13 maja 1906 r. Zorganizowało ją Towarzystwo Artystyczne (Kunstverein Posen). Towarzystwo zakupiło obraz 12 lipca 1906 r. za sumę 7 tys. ówczesnych marek niemieckich. Kiedy po I wojnie przestało istnieć, płótno Moneta wraz z innymi dziełami sztuki przeszło na własność poznańskiego Muzeum Wielkopolskiego utworzonego w roku 1919. W czasie II wojny światowej podzieliło los wszystkich dzieł sztuki – w 1943 r. wywieziono je do Rzeszy, gdzie przeleżało w składnicach saksońskich. Później przejęte zostało przez Armię Czerwoną i przewiezione do ZSRR.

W 1956 r. Plaża w Pourville wróciła w końcu do Polski. Prezentowano ją wraz z innymi odzyskanymi wreszcie obrazami na objazdowej ekspozycji zatytułowanej Wystawy dzieł sztuki zabezpieczonych przez ZSRR. W latach 70. odzyskanego Moneta prezentowano w galerii malarstwa w Pałacu w Rogalinie. Od 1990 r. można było go podziwiać w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

 

Oszukać system alarmowy

Gdy wiadomość o kradzieży Moneta obiegła świat, zastanawiano się, jak to jest w ogóle możliwe, że w biały dzień, bez żadnego włamania, można wejść do sali, gdzie wisi jeden z najcenniejszych obrazów kolekcji, zdjąć go ze ściany, wyciąć z ram i powiesić kopię? Tymczasem brawurowe kradzieże w muzeach zdarzają się dość często. Trzy lata temu, również w biały dzień, udało się dwom mężczyznom wynieść Krzyk i Madonnę Edvarda Muncha z Muzeum Narodowego w Oslo. Obrazy zostały odzyskane, jednak uległy poważnym uszkodzeniom na skutek niewłaściwego przechowywania. W tym samym roku grupa pijanych młodych ludzi dla żartu włamała się nocą do paryskiego Muzeum d’Orsay. Wprawdzie niczego nie ukradli, ale łupem ich „zabawy” padł Monet – w płótnie Most w Argenteuil powstała dziesięciocentymetrowa dziura. W roku 2000 z Muzeum Narodowego w Sztokholmie udało się ukraść dwa obrazy Renoira i jedno dzieło Rembrandta – wszystkie odzyskano kilka lat później. Przed włamaniem nie uchroniło się również Centrum Pompidou w Paryżu, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Rzymie (dwa dzieła Van Gogha i jedno Cezanne`a) czy Muzeum Sztuk Pięknych w Nicei (Sisley i Monet).

Najgłośniejsze sprawy ostatniego roku to kradzieże pięciu obrazów: Picassa, Matisse’a, Braque’a, Legera i Modiglianiego z Muzeum Sztuki Nowoczesnej Miasta Paryża. Gmach znajduje się w reprezentacyjnej części miasta, zawsze pełnej turystów. Złodzieje oszukali system zabezpieczający i kamery. Palais de Tokyo, w którym znajduje się muzeum, jest wyposażone w nowoczesne systemy alarmowe, feralnej nocy strzegło go dodatkowo trzech strażników. Zupełnie inna sytuacja miała miejsce latem w Kairze. Z muzeum Mahmuda Chalila skradziono Wazon z kwiatami Vincenta van Gogha, wart 50 mln USD. Okazało się, że kamery i alarmy w muzeum od dawna nie działały.

Można przypuszczać, że wiele skradzionych dzieł sztuki nigdy nie zostanie odzyskanych. Zostały skradzione na konkretne zamówienia handlarzy sztuką. Niektórzy uważają, że takim sytuacjom sprzyjają horrendalne ceny obrazów. Płótna pochodzące z kradzieży są znacznie tańsze, więc nieuczciwi kolekcjonerzy lub szaleni miłośnicy sztuki wolą zapłacić mniej i mieć takie dzieło w swojej kolekcji. Złodziei nie odstraszają nawet wysokie wyroki. Na ok. 9 lat więzienia i milionowe kary sąd skazał rabusiów Muncha z Oslo. Złodziej Plaży w Pourville spędzi w więzieniu 3 lata.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki