Logo Przewdonik Katolicki

Kolebka wielkopolskiego drukarstwa

Adam Suwart
Fot.

Utworzony w 1895 r. przez prymasa Polski, arcybiskupa Floriana Stablewskiego Przewodnik Katolicki stał się podstawą prawdziwego holdingu kościelnego, który w krótkim czasie rozwinął prężną działalność. Jednym z jego najbardziej imponujących działów było drukarstwo.


 

Już po upływie dwóch lat od powołania do życia „Przewodnika Katolickiego”, gazety, która miała chronić wartości katolickie i narodowe Polaków poddanych uciskowi germanizacyjnemu w archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej, powstała spółka pod nazwą Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha. Jednym z jej najważniejszych działów miała się stać nowoczesna drukarnia. Poprzez edycję książek w języku polskim o tematyce zarówno religijnej, jak i społecznej, zakład ten miał dać odpór coraz agresywniejszym zapędom germanizacyjnym  zaborcy. Jeszcze przed 1905 r. abp Stablewski zakupił grunt przy ulicy św. Marcin w Poznaniu i stworzył fundusz, z którego wzniesiono zabudowania drukarni i wyposażono ją w maszyny drukarskie. Już w pierwszych latach istnienia wydawano egzemplarze Pisma Świętego w języku polskim, liczne pozycje książkowe, publikacje religijne i  pobożnościowe, ale także polskie przewodniki po Poznaniu i Wielkopolsce, poradniki dla różnych grup społecznych i zawodowych. W ten sposób, już w pierwszych latach działalności Drukarni i Księgarni Św. Wojciecha, zaznaczył się wyraźnie jej misyjny profil i ideały, którym Spółka ta pozostaje wierna niezmiennie od 115 lat.

 

Dynamiczne początki

 

Rozmach, z jakim rozwijał się dział drukarski i poligraficzny, był tak duży, że już w 1913 r. Spółka zmuszona była zakupić nową parcelę. Wybór padł na grunty na Jeżycach, przy ulicy, która – co szczególnie wymowne – otrzymała imię księdza patrona Piotra Wawrzyniaka. Był on bowiem w latach 1902–1910 prezesem zarządu Drukarni i Księgarni Św. Wojciecha i to w dużej mierze jego wysiłkowi oraz skompletowanemu przezeń zespołowi społeczeństwo Poznania i Wielkopolski zawdzięcza dynamiczny rozwój rynku drukarskiego na początku XX stulecia.

Gmachy drukarni zbudowane przez kościelną Spółkę na Jeżycach bardzo szybko wrosły w pejzaż miasta. A jeśli dodać, że zakład ten okresowo dawał pracę dla nawet dla 2 tys. osób, to nie będzie przesadą stwierdzenie o wybitnie miastotwórczym i prospołecznym charakterze Drukarni Św. Wojciecha. Do tego zakład drukarski sukcesywnie wyposażany był w coraz lepszy park maszynowy. Dzięki temu technologiczna i estetyczna jakość wydawanych czasopism i książek, a także druków ulotnych, reklam i plakatów, należała do najlepszych nie tylko pod zaborami, ale też w tej części Europy. Po zakupie nowoczesnych maszyn już w okresie II Rzeczypospolitej, bogato ilustrowany „Przewodnik Katolicki”, wydawany w drukarni przy ul. Wawrzyniaka metodą rotograwiurową, otrzymywał międzynarodowe nagrody edytorsko-poligraficzne, m.in. w Paryżu. 

Nie dziwi więc, że drukarnia w okresie międzywojennym należała do potentatów wydawniczych, a książki wydawane na maszynach spółki, opatrzone znakiem firmowym Drukarni i Księgarni św. Wojciecha, gościły w domach całej Polski, a także docierały do Polonii, rozsianej na wszystkich kontynentach.

 

Zmagania wojenne i powojenne

 

Ten dynamiczny rozwój przerwała drastycznie II wojna światowa, kiedy to majątek Spółki przejęła bezprawnie Rzesza Niemiecka. Drukarnia stała się podstawą okupacyjnej firmy Gauverlag-Concordia. Gdy na przełomie stycznia i lutego 1945 r. uciekający z Poznania Niemcy sukcesywnie podpalali zabudowania w dzielnicy Jeżyce, zagrożona została także drukarnia przy ul. Wawrzyniaka. Gmach zakładów graficznych ocalał tylko dzięki odwadze i determinacji przedwojennych pracowników Drukarni i Księgarni Św. Wojciecha. Już 7 lutego 1945 r. pełnomocnik Rządu Tymczasowego nakazał uruchomienie ocalałej drukarni. Do pracy zgłosiło się wielu przedwojennych, oddanych pracowników Spółki, którzy mimo wycieńczenia długimi pobytami w piwnicznych schronach postanowili wrócić na swe stanowiska pracy. To wtedy właśnie w  Drukarni Św. Wojciecha wydano pierwszy po wojnie numer „Głosu Wielkopolskiego”, a także wiele innych publikacji.

Przedsiębiorstwo zaś zostało oddane „pod tymczasowy zarząd państwowy”. Według zapewnień władz komunistycznych miał to być stan przejściowy, a po krótkim okresie powojennej odbudowy wszystkie oddane pod tymczasowy zarząd państwowy zakłady pracy miały wrócić do swych prawowitych właścicieli. W przypadku drukarni-zakładów graficznych przy ul. Wawrzyniaka miało to oznaczać powrót do spółki Drukarnia i Księgarnia Świętego Wojciecha, której integralną częścią były od swego powstanie owe zakłady graficzne. Władze wielokrotnie zapewniały w oficjalnych pismach, że „prawo Drukarni i Księgarni św. Wojciecha S-ka z o.o. do poszczególnych jej obiektów - jako rzecz powszechnie i od dawna znana – nie jest kwestionowane”, zaś tymczasowe przejęcie w zarząd państwowy majątku Spółki „nie jest konfiskatą i nie ma charakteru stałego”.

 

 

Zbrodnicza intryga

 

Zapewnienia władz były jednak kłamliwe. Już 3 stycznia 1946 r. podjęto ustawę o przejęciu na własność państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej. Do tych gałęzi zaliczano między innymi przemysł poligraficzny. Mimo tego mienie Drukarni i Księgarni św. Wojciecha w sensie formalnym nadal nie było upaństwowione, a jedynie pozostawało pod tymczasowym zarządem państwowym. Więcej nawet, w należących formalnie do DiKŚW zakładach graficznych przy ul. Wawrzyniaka pracowali ludzie, którzy wraz z dyrekcją drukarni w większości wywodzili się z przedwojennego personelu Spółki. Zapewne dzięki temu zakład rozwijał się w tym trudnym czasie dobrze i przynosił zyski. Tym bardziej stawał się więc łakomym kąskiem dla komunistów, którzy po pierwsze, chcieli skorzystać z cudzego mienia dla swych potrzeb, także propagandowych, po drugie zaś – zamierzali uniemożliwić Kościołowi katolickiemu działalność wydawniczą.

Aby tę ponurą operację skutecznie przeprowadzić, Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego wszczął tajne rozpracowanie operacyjne „Korekta”, którego zamiarem było rozbicie zespołu pracowników drukarni w celu przygotowania jej przejęcia przez państwo. Opracowane przez Wydział IV WUBP, zajmujący się „ochroną gospodarki”, działania przejął następnie słynący z brutalnych metod Wydział Śledczy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu. Aresztowano dyrektora naczelnego drukarni Cezarego Steina i kierownika ekspedycji Stanisława Haremzę. Wśród absurdalnych zarzutów, jakie postawiła tym pracownikom bezpieka, była między innymi „szeptana propaganda” i „sabotaż”. Do tych aresztowanych, a wkrótce oskarżonych, dołączyli następnie: dyrektor handlowy Kazimierz Lesiński, dyrektor techniczny Tadeusz Żynda oraz trzej inni pracownicy. Niektórymi z zarzutów, jakie stawiano oskarżonym było to, że reprezentowali światopogląd „endecko-klerykalny”, że występowali w swych wypowiedziach przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a nawet, że sprofanowali wizerunki dygnitarzy partyjnych i samego towarzysza Stalina, wieszając je na kaloryferze w świetlicy drukarni. Starano się wobec podsądnych spreparować także zarzuty natury finansowo-kryminalnej, a nawet religijnej i szpiegowskiej. Wszystko to brzmiałoby może nawet groteskowo, gdyby nie fakt, że w toku makabrycznego śledztwa zginął dyrektor Cezary Stein, a pozostałym oskarżonym śledztwo całkowicie zniszczyło zdrowie.

 

 

Wrogie przejęcie

 

Podsądni dotarli przed oblicze swych sędziów wyczerpani i wyniszczeni nieludzkim śledztwem. Dyrektora Tadeusza Żyndę przesłuchiwano nawet mimo opinii lekarza z aresztu, który stwierdził, że dalsze przesłuchiwanie podejrzanego zagraża jego życiu. Prokurator, domagając się dla oskarżonych dużych wyroków, oświadczył, że nie ma „dowodów winy”, bo zostały one „na czas usunięte”, ale bezsprzecznie oskarżeni to „wrogowie Polski Ludowej”. Oskarżeni otrzymali wyroki od 3 do 15 lat więzienia. Wyrok z 20 kwietnia 1950 r. przypieczętował starania władz komunistycznych o rabunkowe upaństwowienie mienia Drukarni i Księgarni Św. Wojciecha. Zakłady graficzne, czyli drukarnia przy ul. ks. Piotra Wawrzyniaka, zostały ostatecznie - jeszcze w 1950 r., z rażącym naruszeniem obowiązujących przepisów - przejęte przez państwo i z czasem przekształcone w Zakłady Graficzne im. Marcina Kasprzaka. Zaś Kościół Poznański został pozbawiony nie tylko ważnej części swojego majątku, wypracowanego przez pół wieku, ale także na długie dziesięciolecia odebrano mu możliwość działalności poligraficznej i drukarskiej, z której Kościół korzystał jeszcze od czasu pruskiego zaboru, nie tylko dla siebie, ale także dla dobra narodu polskiego.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki