Logo Przewdonik Katolicki

Świadek niezłomny

Monika Białkowska
Fot.

Ks. Antoni Świadek pochodził z Pobiedzisk i od czasów gimnazjalnych miał wielką pasję: harcerstwo. Najpierw jako harcerz, potem kapelan harcerski jeździł na obozy i zajmował się kształtowaniem charakterów i sumień młodzieży.

 

Wśród seminaryjnych kolegów wyróżniał się pracowitością, pobożnością, silnym charakterem. Był bardzo wymagający wobec siebie, zawsze nieustępliwie opowiadał się po stronie dobra. Po święceniach kapłańskich pracował w bydgoskiej farze, przed aresztowaniem zdążył jeszcze rozpocząć organizowanie nowej parafii na Siernieczku w Bydgoszczy.

 

Po polsku

Jako wikariusz pracował właściwie nieustannie. W ramach Krucjaty Eucharystycznej zebrał aż półtora tysiąca dzieci. To z nimi i dla nich urządzał przedstawienia teatralne. Kiedy wybuchła wojna, zgłosił się jako kapelan wojskowy do jednego z polskich oddziałów, pracował też z szpitalu dla polskich jeńców. Wbrew zakazom okupanta podczas nabożeństw posługiwał się językiem polskim. Potajemnie przygotowywał dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, spotykał się z młodzieżą, opiekował rodzinami z małymi dziećmi. Własnej matce zabrał nawet kawałek mydła, by zanieść je potrzebującym. W 1942 r. na skutek donosu został aresztowany. Przetrzymywano go najpierw w więzieniu w Bydgoszczy, gdzie był zmuszany do ciężkiej pracy. Tam zachorował na przepuklinę. W połowie lipca tegoż roku trafił do obozu w Dachau.

 

Śmierć i znów tyfus

W Dachau ks. Antoni Świadek spotkał swojego przyjaciela, ks. Wacława Kamińskiego, który przeżył wojnę i pozostawił relację z ich obozowego życia. Za sprawą znajomego tłumacza z kancelarii obozowej ks. Świadkowi przydzielono stosunkowo nietrudną pracę przy sortowaniu materiałów odzieżowych, dzięki czemu mógł zaopatrywać potrzebujących kolegów w bieliznę. Jednak już w grudniu 1942 r. w obozie wybuchła epidemia tyfusu brzusznego i rozeszła się wiadomość o śmierci wikariusza z Bydgoszczy. Obóz chorych odizolowano tak, by nie mieli oni żadnego kontaktu ze zdrowymi. Za duszę ks. Świadka modlono się w obozie dla zdrowych.

Kiedy dwa miesiące później zachorował również ks. Kamiński, w obozie dla chorych spotkał… ks. Świadka! Okazało się, że ten, choć wymęczony chorobą, wciąż żyje. Dzięki paczkom nadsyłanym z zewnątrz obaj powrócili do zdrowia. Ks. Antoni z sortowni odzieży trafił do pracy w składnicy materiałów odzieżowych i skór, następnie został zatrudniony przy zwożeniu wikliny. Kiedy front wschodni odciął dopływ paczek, w obozie brakowało bielizny i środków dezynfekujących, znów pojawiła się epidemia tyfusu.

 

Ostatnie dni

Zimą, 8 stycznia 1945 r. ks. Świadka z zapaleniem płuc przeniesiono do rewiru dla chorych. Z dnia na dzień temperatura rosła, chory był niespokojny, trzeba było go przywiązywać do łóżka – wreszcie lekarze stwierdzili tyfus. Obozowi koledzy wystarali się dla przyjaciela o zastrzyki cebionu, przynosili mu cukier gronowy, a nawet kompot i ciasto. I chociaż w dzień wydawało się, że chory czuje się o wiele lepiej, nocami koszmar choroby powracał. Ks. Antoni zmarł w czwartek 25 stycznia 1945 r. przed południem, spokojnie odmawiając Różaniec. Jego ciała nie spalono w krematorium, ale pochowano we wspólnej mogile poza obozem, w pobliżu wsi Deutenhofen.

 

Chciałbym jak on

Podczas Mszy św. za śp. ks. Świadka, odprawianej w obozowej kaplicy, ks. Ziółkowski mówił:  „Na godzinę wyrwaliśmy się z własnej męki obozowego życia, by requiem aeternam wymodlić dla tego, który tej męki ostatnią wypił już kroplę. Czyny człowieka stają się prawdziwie wielkie dopiero wtedy, gdy źródłem ich są szlachetne pobudki i intencje. A właśnie wielkość Zmarłego leżała w nim samym. Niezłomny kapłan, bo niezłomna płonęła w jego duszy wiara. Gorący Polak, w którym palił się znicz wiary i nadziei w sprawiedliwość dziejową i którego ożywiała niezmierna tęsknota za pracą na niwie ojczystej, jak i w Winnicy Pańskiej; prawdziwie dobry człowiek o czułym i niezmiernie uczynnym sercu i pogodnym umyśle; tkliwy i wdzięczny syn, który matkę miał za najcenniejszy skarb na świecie. Nie byłem tym, któremu Zmarły pozwolił zaglądać w swoje sumienie, a jednak nie waham się powiedzieć: zaprawdę, chciałbym kiedyś jak on zgasnąć i z takim jak on sumieniem stanąć przed Sędzią i z takich, jak jego wina, być sądzonym”.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki