Walerian Porankiewicz urodził się 12 listopada 1906 r. w Gostyniu w niezamożnej rodzinie o tradycjach staropolskich i wielkiej pobożności. Po I wojnie światowej wraz z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa przeniósł się do Poznania. Tu należał do chóru katedralnego ks. Wacława Gieburowskiego, miał bowiem słuch niemal idealny, a po zdaniu matury wstąpił do seminarium duchownego.
Być jak najbardziej użytecznym
Święcenia kapłańskie otrzymał 14 czerwca 1930 r. z rąk kard. Augusta Hlonda. W opinii z seminarium napisano o charakterze młodego kapłana, że jest wyrobiony, gorliwy, pogodny i że bardzo nad sobą w seminarium pracował. Jeden dodatek był w tym świadectwie ważny, mianowicie, że ma niezbyt silne zdrowie. Mimo młodego wieku powierzono ks. Porankiewiczowi samodzielną placówkę w Drobninie koło Leszna. Wątłe zdrowie zmusiło go jednak do przerwania pracy duszpasterskiej na pewien czas.
We wrześniu 1933 r. został mianowany kapelanem i spowiednikiem sióstr urszulanek SJK w Otorowie, gdzie jednocześnie był prefektem gimnazjum, które siostry wtedy prowadziły. Pracował tam owocnie i z wielkim poświęceniem do rozpoczęcia drugiej wojny światowej. Zagrożony więzieniem w Dachau, ukrywał się przez czas wojny, która wycisnęła swe piętno na jego wątłym zdrowiu. Starał się jednak w miarę możliwości być jak najbardziej użytecznym: odwiedzał chorych, udzielał im sakramentów, odprawiał Msze św.
Po wojnie, gdy siostry urszulanki założyły nowy dom w ówczesnym podpoznańskim Chartowie i tam właśnie, decyzją abp. Walentego Dymka, pełnił obowiązki kapelana. Całym sercem zajął się powojennymi sierotami, udzielając im, a także dzieciom i młodzieży z parafii, lekcji religii i przygotowując je do sakramentów, mimo że stan jego zdrowia pogarszał się z roku na rok. W Chartowie przebywał i pracował do końca swego życia. Odszedł do Pana 14 stycznia 1970 r.
„Ja już taki jestem”
Mimo, iż ks. Walerian Porankiewicz przeżył zaledwie 63 lata, był to jednak prawdziwy kapłan z Bożego wyboru. Posiadał gorącą, niezachwianą wiarę, połączoną z wielkim nabożeństwem do Matki Najświętszej, do której miał bezgraniczne zaufanie. Mszę św. i inne nabożeństwa odprawiał w wielkim skupieniu, z największą czcią i powagą. Do kazań i nauk przygotowywał się niezwykle skrupulatnie, a wygłaszał je piękną, poprawną polszczyzną. Wielką wagę przykładał też do słuchania spowiedzi. Był przez pewien czas spowiednikiem m.in. poznańskich kleryków, sióstr karmelitanek i sercanek. Na ile mu tylko siły pozwalały angażował się też w działalność społeczną.
Śp. ksiądz Aleksander Woźny, we wspomnieniu po śmierci ks. Porankiewicza, wydrukowanym w Przewodniku Katolickim z 25 kwietnia 1970 r., napisał: „Jako kapłan najlepiej spełniał swoje zadanie właśnie chyba przez to, czego się ktoś z trudem podejmuje – mianowicie, że rzeczywiście ofiarował swoje życie Panu Bogu za biednych grzeszników. Pan Bóg to życie od niego w sposób powolny przyjmował. Kto go bliżej znał, wiedział, że się rzeczywiście męczył, chociaż on sam to lekceważył. O swojej chorobie zawsze mówił z uśmiechem: «ja już taki jestem», tak jakby to cierpienie nic go nie kosztowało… On z wielką miłością przyjmował cierpienie i ofiarował Panu Bogu”.
Oprac. na podstawie wspomnienia Jerzego Słowińskiego
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









