Logo Przewdonik Katolicki

ABeCadło seksedukacji

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

W polskich szkołach jest edukacja seksualna. Najlepsza z możliwych. Negują ją środowiska, które chciałyby zarobić na antykoncepcji i aborcji.


Amerykańska Akademia Pediatrii (American Academy of Pediatrics) opracowała klasyfikację rodzajów wychowania seksualnego. I tak, mamy edukację seksualną typu A, B i C. Typ A (ang. abstinence - only education, chastity education) to wychowanie do czystości, czyli abstynencji seksualnej. Nie dopuszcza propagowania antykoncepcji. Typ B (ang. biological sex education) jest biologiczną edukacją seksualną. Edukacja typu C (ang. comprehensive sex education) łączy w sobie cechy typów A i B.

Najlepsze rezultaty przynosi edukacja typu A. I to nie dlatego, że jako jedyna jest etyczna, a dzięki temu akceptowana i popierana przez Kościół. Przemawiają za nią twarde statystyki, z których wynika, że jest najbardziej przyjazna zdrowiu. W państwach, w których jest obecna, notuje się o wiele mniej zachorowań na kiłę i rzeżączkę, żyje mniej osób zarażonych wirusem HIV.

B i C zachęcają do uznania za normalne wszystkich praktyk seksualnych, w tym homoseksualizmu. Promują antykoncepcję, pomijają naturalne planowanie rodziny. Informują o dostępie do aborcji.

 

Model amerykański

Najwięcej informacji dotyczących skutków edukacji seksualnej można czerpać z USA, w których prowadzono model permisywnego i liberalnego „uświadamiania”. Amerykanie ocknęli się w latach 90. Wtedy to ministerstwo zdrowia zaczęło wdrażać plan „Zdrowa ludność 2010”. Jednym z jego założeń jest zmniejszenie liczby nastolatków aktywnych seksualnie. W ramach planu wprowadzono abstynenckie programy edukacji seksualnej. Rozpoczęła się pozytywna rewolucja, m.in. więcej nauczycieli zaczęło zachęcać do wstrzemięźliwości, co wcześniej wcale nie było oczywiste – w 1988 r. robiło to zaledwie 2 proc. nauczycieli, w 1999 – już 23 proc. („Służba życiu”, nr 1/2007). Lubujący się w statystykach Amerykanie zainwestowali w czystość i mają dowody, że inwestycja ta była strzałem w dziesiątkę: nastolatki żyjące we wstrzemięźliwości mają dwukrotnie większe szanse ukończenia college’u, rzadziej palą papierosy, piją alkohol, biorą narkotyki i zachodzą w niechcianą ciążę (informacje m.in. na podstawie badań Heritage Foundation).

 

Polskie podwórko

Uczniowie polskich podstawówek, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych mają obowiązek uczęszczać na zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. Może ich z tego zwolnić tylko oświadczenie rodzica lub pełnoletniego ucznia. Jak wynika z analizy podstawy programowej, rodzice nie muszą się obawiać, że podczas tych lekcji ich dzieci będą zachęcane do wcześniejszej inicjacji seksualnej, uczone, jak zakładać prezerwatywę, lub informowane, do kogo zwrócić się po pigułkę „po”. W polskiej oświacie wychowanie do życia w rodzinie odpowiada typowi A edukacji seksualnej. Na pewno jednak nie zaszkodzi zainteresowanie się, kim jest nauczyciel prowadzący zajęcia w placówce, do której uczęszcza nasze dziecko, z jakim środowiskiem jest związany i jakie są jego prywatne poglądy.

Na to, że w polskim szkolnictwie mamy edukację typu A, nie zwracają uwagi i nie przejmują się tym środowiska feministyczne, homoseksualne i aborcyjne, które za wszelką cenę chciałyby wprowadzić edukację biologiczną.

 

 


 

 

Lobbing na rzecz B i C

 

Joanna Najfeld – publicystka, działaczka katolicka, broni nauczania Kościoła w kwestiach moralności

 

ROZMAWIAŁA:

MAGDALENA GUZIAK-NOWAK

 

 

Kto, Pani zdaniem, powinien być odpowiedzialny za edukację seksualną dzieci? Rodzice? Państwo? W jakich proporcjach?

- Każde dziecko ma prawo do ochrony intymności i godności, do dojrzewania płciowego w bezpiecznych warunkach – we właściwym sobie czasie, okolicznościach i z pomocą osób, którym ufa. Najlepiej w rodzinie kierującej się przede wszystkim dobrem dziecka. Szkole można powierzyć naukę anatomii na lekcjach biologii czy rozwoju dziecka przed urodzeniem. Bardzo przydatny dla dziewcząt byłby też kurs obserwacji cyklu, przede wszystkim dla profilaktyki zdrowotnej.

Przymusową indoktrynację dzieci przez obce osoby bez nadzoru rodziców uważam za gwałt. Sama nazwa „edukacja seksualna” zwodzi pozytywnym brzmieniem. Kojarzy się z oświatą, rzetelną, obiektywną wiedzą. Jak to się ma do nachalnej promocji toksycznych środków, dewiacyjnych zachowań czy pochwały aborcji w ramach takich zajęć? „Lekcje seksu” prowadzą nierzadko samozwańczy „edukatorzy”, w rzeczywistości aktywiści antyrodzinni. Niesłusznie obdarzani zaufaniem przez pedagogów, wpuszczeni do szkół, agitują zgodnie z interesem biznesu okołoaborcyjnego, który ich wspiera.

To paradoks, że w świecie, gdzie ksiądz głaszczący dziewczynkę po głowie ryzykuje proces o molestowanie, do młodzieży dopuszcza się aktywistów gejowskich, którzy „na zaliczenie zajęć” na forum klasy wymagają nakładania prezerwatywy na gipsowy model członka. I to nazywamy edukacją!

 

Dlaczego lewicowe środowiska krzyczą o rzekomym braku edukacji seksualnej w Polsce, skoro od lat prowadzi się w Polsce wychowanie do życia w rodzinie, które odpowiada edukacji typu A?

- Bo promocja wierności nie opłaca się biznesowi antynatalistycznemu, któremu służy lewica.

W Polsce nie wolno otwarcie reklamować antykoncepcji czy aborcji. Przemysł śmierci zabiega więc o możliwość agitacji w szkołach na koszt podatnika – to unikalny wręcz dostęp do najcenniejszego „targetu” – naszych dzieci. Stąd lobbing na rzecz seksedukacji typu B i C, która niezawodnie obniża wiek inicjacji seksualnej, powoduje eksplozję ciąż, chorób i aborcji wśród młodzieży.

Nawróceni aborcjoniści przyznają, że świadomie używa się seksedukacji do łamania wstydu i wartości wpojonych dzieciom przez rodziców. Uwiedzione ofiary stają się powracającymi klientami biznesu okołoaborcyjnego.

 


 

 

Uwaga! Pseudoedukatorzy seksualni

Szczególnie w czasie wakacji uaktywnia się nieformalna Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”. Nie należą do niej specjaliści, ale wolontariusze. Grupa działa przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która popiera antykoncepcję, aborcję i in vitro. W tym roku federacja wydała opracowaną przez „Ponton” broszurę „Jak dojrzewać i nie zwariować. Poradnik dla młodzieży”. Popiera w niej masturbację, neguje naturalne planowanie rodziny, informuje młode dziewczyny, jak zdobyć pigułkę „po”, czyli prowadzi edukację seksualną typu B.

Wolontariusze „Pontonu” odwiedzają warszawskie szkoły, gdzie prowadzą pogadanki o antykoncepcji i chorobach przenoszonych drogą płciową. Są także bardzo aktywni w Internecie – prowadzą stronę, za pośrednictwem której odpowiadają na pytania zadawane przez młodzież.

 

 


 

Choroby przenoszone drogą płciową na przykładzie Polski, w której prowadzona jest edukacja typu A, oraz Szwecji i Wielkiej Brytanii, gdzie jest obecna edukacja B i C.

Oprac. Stanisław Kowalski

 

 

Państwo

Liczba przypadków kiły na 100 000 mieszkańców w 2005 r.

Liczba przypadków rzeżączki na 100 000 mieszkańców w 2005 r.

Liczba osób żyjących z HIV/AIDS na 1000 mieszkańców w 2003 r.

Polska

0,52

0,26

0,37

Szwecja

2,20

6,47

0,40

Wielka Brytania

3,81

37,25

0,85

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki