W japonkach na liturgii

Słyszałem kiedyś rozmowę dwóch mnichów na temat stroju kobiet w kościele. Zasadniczo zastanawiali się, co zrobić, by w upalne dni wygląd zewnętrzny jednak bardziej wyrażał podniosłość liturgii niż plażowe tęsknoty. Jeden nawet stwierdził, że trzeba uszyć trójkątne chusty i rozdawać przy wejściu, by ramiona były przykryte. Natychmiast drugi podchwycił temat niczym znawca tkanin i poważnym głosem dodał, że musi to być jakiś szorstki materiał, wtedy następnym razem ubiór będzie godny miejsca. Następnie obydwaj się szczerze zaśmiali.
Czyta się kilka minut

 

Słyszałem kiedyś rozmowę dwóch mnichów na temat stroju kobiet w kościele. Zasadniczo zastanawiali się, co zrobić, by w upalne dni wygląd zewnętrzny jednak bardziej wyrażał podniosłość liturgii niż plażowe tęsknoty. Jeden nawet stwierdził, że trzeba uszyć trójkątne chusty i rozdawać przy wejściu, by ramiona były przykryte. Natychmiast drugi podchwycił temat niczym znawca tkanin i poważnym głosem dodał, że musi to być jakiś szorstki materiał, wtedy następnym razem ubiór będzie godny miejsca. Następnie obydwaj się szczerze zaśmiali.

     Ta pisana życiem anegdotka pokazuje ostatecznie głębszy problem. Co zrobić, by ludzie w kościele czuli, że są w miejscu świętym i po prostu nie każdy strój przystoi? Sam znam osoby bardzo zaangażowane w życie Kościoła, które do pracy idą elegancko ubrane, a podczas niedzielnej Eucharystii na sportowo… Pomysł z chustą, jak bardzo nie byłby kuszący czy komiczny, jednak nie zda egzaminu. Oczywiście to nie tylko kwestia kobiet. Tato z dzieckiem w „japonkach” to w świątyniach sąsiadujących z kurortami widok niestety dość częsty. Hm… Z jakiegoś powodu na drzwiach niektórych kościołów wiszą tabliczki z przekreślonymi szortami i koszulkami na ramiączkach. Może faktycznie mój strój to nie tylko kwestia mody i swobody, ale także forma wyrazu własnej osobowości, jak również szacunku do drugiej osoby i siebie samego?  Bądź co bądź, panna młoda w dresie do ołtarza nie idzie. Na bankiet z prezydentem czy audiencję u Ojca Świętego w bojówkach i sombrero też bym się nie wybrał. Tylko dlaczego w kościele traktuje się Boga jako fajnego i wyluzowanego kumpla? W końcu to Bóg czy nie? Patrząc z boku, jeśli na bardzo ważne spotkanie w sprawie pracy idę elegancko ubrany, a na Najświętszą Liturgię już nie, to oznacza, że pomyliłem szefa z Szefem.

     I jak tu nie mówić, że Kościół do wszystkiego się miesza, nawet o stroju w kościele się wypowiada? I pewnie będzie się mieszał, bo wiara to nie paciorek przed snem, a reszta po swojemu. Człowiek wiary zwraca uwagę także na detale w swoim życiu. Nawet na ubranie w kościele.

    

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2010