Logo Przewdonik Katolicki

W japonkach na liturgii

o. Leonard Bielecki OFM
Fot.

Słyszałem kiedyś rozmowę dwóch mnichów na temat stroju kobiet w kościele. Zasadniczo zastanawiali się, co zrobić, by w upalne dni wygląd zewnętrzny jednak bardziej wyrażał podniosłość liturgii niż plażowe tęsknoty. Jeden nawet stwierdził, że trzeba uszyć trójkątne chusty i rozdawać przy wejściu, by ramiona były przykryte. Natychmiast drugi podchwycił temat niczym znawca tkanin i poważnym głosem dodał, że musi to być jakiś szorstki materiał, wtedy następnym razem ubiór będzie godny miejsca. Następnie obydwaj się szczerze zaśmiali.

 

Słyszałem kiedyś rozmowę dwóch mnichów na temat stroju kobiet w kościele. Zasadniczo zastanawiali się, co zrobić, by w upalne dni wygląd zewnętrzny jednak bardziej wyrażał podniosłość liturgii niż plażowe tęsknoty. Jeden nawet stwierdził, że trzeba uszyć trójkątne chusty i rozdawać przy wejściu, by ramiona były przykryte. Natychmiast drugi podchwycił temat niczym znawca tkanin i poważnym głosem dodał, że musi to być jakiś szorstki materiał, wtedy następnym razem ubiór będzie godny miejsca. Następnie obydwaj się szczerze zaśmiali.

     Ta pisana życiem anegdotka pokazuje ostatecznie głębszy problem. Co zrobić, by ludzie w kościele czuli, że są w miejscu świętym i po prostu nie każdy strój przystoi? Sam znam osoby bardzo zaangażowane w życie Kościoła, które do pracy idą elegancko ubrane, a podczas niedzielnej Eucharystii na sportowo… Pomysł z chustą, jak bardzo nie byłby kuszący czy komiczny, jednak nie zda egzaminu. Oczywiście to nie tylko kwestia kobiet. Tato z dzieckiem w „japonkach” to w świątyniach sąsiadujących z kurortami widok niestety dość częsty. Hm… Z jakiegoś powodu na drzwiach niektórych kościołów wiszą tabliczki z przekreślonymi szortami i koszulkami na ramiączkach. Może faktycznie mój strój to nie tylko kwestia mody i swobody, ale także forma wyrazu własnej osobowości, jak również szacunku do drugiej osoby i siebie samego?  Bądź co bądź, panna młoda w dresie do ołtarza nie idzie. Na bankiet z prezydentem czy audiencję u Ojca Świętego w bojówkach i sombrero też bym się nie wybrał. Tylko dlaczego w kościele traktuje się Boga jako fajnego i wyluzowanego kumpla? W końcu to Bóg czy nie? Patrząc z boku, jeśli na bardzo ważne spotkanie w sprawie pracy idę elegancko ubrany, a na Najświętszą Liturgię już nie, to oznacza, że pomyliłem szefa
z Szefem.

     I jak tu nie mówić, że Kościół do wszystkiego się miesza, nawet o stroju w kościele się wypowiada? I pewnie będzie się mieszał, bo wiara to nie paciorek przed snem, a reszta po swojemu. Człowiek wiary zwraca uwagę także na detale w swoim życiu. Nawet na ubranie w kościele.

    

 

   

    

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki