Toksyczne matczyne poczucie winy

Możemy rozpoczynać każdy dzień od postanowienia, że będziemy lepsi. Co więcej, możemy robić takie postanowienie nawet wiele razy dziennie.
Czyta się kilka minut

 

"Czy właśnie nakrzyczałam na ciebie? Przepraszam, pozwól, że powtórzę to bez krzyku. Czy właśnie użyłam wyzwiska? Przepraszam, będę pracować nad uniknięciem tego w przyszłości". Cokolwiek zrobiłam niewłaściwie, mogę naprawić, bo wiem, jak być powinno. Tak naprawdę taki jest jeden z celów mojego życia – każdego dnia stawać się lepszym człowiekiem, matką i żoną.

Nie będzie cudownej przemiany

Postanowienie poprawy to jednak nie wszystko. Możesz mieć głębokie postanowienie, że będziesz lepszą matką, lecz nic z tego nie wyniknie. Możesz codziennie wpadać w złość, codziennie tego żałować, możesz codziennie uświadamiać sobie: „Znowu nie znalazłam czasu, by porozmawiać z synem, tylko się mijamy w kuchni", a następnego dnia będzie to samo. Wiele osób zniechęca się tym.

Mnóstwo kobiet zastanawiając się nad swoim macierzyństwem, wpada w emocjonalną czarną dziurę – niekończące się poczucie winy: „Jestem beznadziejna, nie nadaję się na matkę, nigdy nic mi się nie udaje". Inne bronią się przed poczuciem winy, zrzucając odpowiedzialność na dzieci, męża, teściów: „To oni są winni, dzieci się wrednie zachowują, teściowa to jędza, mąż traktuje mnie jak służącą...". Ważne jest trzymanie się z dala od obu skrajności.

Zrzucanie odpowiedzialności na innych

Każdy z nas ma wady i zalety. U dzieci szczególnie uciążliwe zachowania wynikają z faktu, że dopiero uczą się zasad funkcjonowania społecznego. Wielu osobom świadomość, że pewne trudne zachowania wynikają z naturalnego etapu rozwoju dziecka pomaga zachować spokój. Nie włącza się myślenie: „Ono to na pewno zrobiło celowo mi na złość", tylko "to dziecko nie potrafi jeszcze wielu rzeczy, moim zadaniem jest mu pomóc".

Jeśli chodzi o relację z dorosłymi, ważne jest zaakceptowanie faktu, że druga osoba ma wady. Nie chodzi o to, by usprawiedliwiać czyjeś brzydkie zachowania czy godzić się na nie w imię dobra rodziny. Chodzi o to, że autentyczna krzywda, która ci się stała (np. mąż powiedział ci kilka niemiłych, niesprawiedliwych słów), nie daje prawa do reagowania agresją. Nie ma w relacjach rodzinnych czegoś takiego, jak usprawiedliwiona agresja: „On mnie wyzywał, więc ja jego też". Konstruktywnym sposobem radzenia sobie np. z wyzwiskami jest powiedzenie na spokojnie, np.: „Nie zgadzam się, byś używał wobec mnie takich określeń".

Toksyczne poczucie winy

Druga skrajność to nieustanne toksyczne poczucie winy. Tak jakby w głowie siedział mały, złośliwy troll i wciąż powtarzał: „Jesteś okropną matką, dzieci będą cię nienawidzić, nigdy nie nauczysz się niczego na swoich błędach...". Jest to rodzaj samoukarania się za wyrządzone zło. Jednak po takim wewnętrznym monologu nie jesteśmy w stanie podjąć wysiłku poprawy, bo mamy poczucie, że i tak nic z tego nie wyjdzie. Toksyczne poczucie winy ma jeszcze jedną cechę – jest uogólnione. Tzn. cokolwiek by się nie działo – nie potrafimy dostrzec dobrych stron, tylko zawsze porażkę. Np. mama nadmiernie krytyczna przyłapała się na tym, że zawsze skupia się na błędach dziecka. Np. mówi synkowi demonstrującemu rysunek kota: "Co to ma być, zupełnie do kota niepodobne, nie umiesz rysować...". Pewnego dnia udało jej się powiedzieć: „Bardzo ładny ten obrazek, tylko nie podoba mi się dobór kolorów". Toksyczne poczucie winy spowodowało, że powiedziała sobie: „No, beznadziejne, znowu krytykuję, jestem do niczego", zupełnie nie zauważając, że udało jej się dołączyć pochwałę.

Wyjście z matni

Co zatem można zrobić, jak sobie pomóc? Przede wszystkim uświadom sobie, że nie ma perfekcyjnych mam. I że osiągnięcie perfekcji jest po prostu nierealne. Zamiast tego, warto stawiać sobie drobne cele i robić drobne postępy, krok po kroczku, każdego dnia coś. To jak ze sprzątaniem domu. Próba ogarnięcia wyobraźnią całej pracy do wykonania – zniechęca. Jeśli jednak wyznaczę sobie drobny cel np.: "zamiotę podłogę" – wykonuję pracę, patrzę z satysfakcją na efekt, mogę postawić kolejny cel, ciesząc się drobnym sukcesem.

Jeśli krytykujący cię nieustannie wewnętrzny troll nie pozwala cieszyć się z drobnych sukcesów, spróbuj go "wysłać na małe wakacje". Według koncepcji psychologicznej, zwanej analizą transakcyjną, ten mały troll to nasz "rodzic krytyczny" – uwewnętrznione przekonanie co wolno, a czego nie wolno robić. Mamy jednak też "rodzica opiekuńczego", który nas chwali, pociesza, wspiera. Warto zrobić więcej miejsca w swojej głowie dla rodzica opiekuńczego, pozwolić sobie samej pochwalić się, powiedzieć sobie dobre słowo: „Udało mi się osiągnąć postęp. To dobrze".

Plan działania

Osobiście bardzo polecam tworzenie planów działania w formie pisemnej i częste zaglądanie do zapisków. Po pierwsze, zaobserwuj, w czym jesteś dobra, co ci dobrze wychodzi, jako matce. Może np. udaje ci się dopilnować, by dzieci zawsze były czysto ubrane, miały spakowane tornistry i punktualnie wychodziły do szkoły. Świetnie, to twoja mocna strona. Wiele matek zazdrościłoby ci umiejętności sprawnej organizacji! Doceniaj swoje mocne strony, napisz "cieszę się, bo udaje mi się…".

Druga część to plan poprawy. Niekoniecznie polecam wypisywanie wszystkich swoich zachowań, z których jesteś niezadowolona. Wiem, że sporo kobiet robi listę zalet na kilka punktów i listę wad na trzy strony. To rzeczywiście załamujące. Wypisz jedną rzecz, którą chciałabyś zmienić w swoim zachowaniu. Np. już wspomniane – „ciągłe krytykowanie dzieci". Wypisz obok tego realistyczny cel, np. „wejść w nawyk dodawania pochwały do krytyki".

Potem codziennie wieczorem rób przegląd dnia i notuj przykłady, gdy udało ci się wcielić postanowienie w życie. (Dla osób, które robią codziennie rachunek sumienia będzie to oznaczało po prostu zapisanie jego części.) Warto dodawać krótkie obserwacje. Np. „Kiedy jestem najedzona, łatwiej mi pamiętać o pochwale, bo jestem w lepszym nastroju, zatem będę pamiętać o regularnych posiłkach, by nie chodzić głodna i zła".

Kiedy osiągniesz swój drobny cel – czyli pewne zachowanie wejdzie ci w nawyk, wyznacz kolejny. Np. „Kiedy krytykuję dziecko, będę unikać uogólniających ocen, a udzielać konkretnych informacji".

Miej swój notatnik pod ręką i używaj jako dowodu na to, że możesz się zmienić. W chwilach zwątpienia przeglądaj historię drobnych osiągnięć. Wiadomo, że jeśli będziesz np. chora – stare, złe nawyki mogą wziąć górę, jednak to nie dowód, że nie warto podejmować pracy nad sobą. To tylko dowód na to, że chory człowiek gorzej funkcjonuje. Gdy wyzdrowiejesz, świat stanie się znów bardziej przyjaznym miejscem i będzie ci łatwiej.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2010