Logo Przewdonik Katolicki

Nowa era dawnej muzyki

Natalia Budzyńska
Fot.

Muzyka dawna i wykonawstwo historyczne to paradoksalnie najżywotniejszy nurt we współczesnym życiu muzycznym na świecie.

 

 

 

W Wielkim Tygodniu krakowski festiwal Misteria Paschalia proponuje nieznane utwory pasyjne i rezurekcyjne grane przez najlepsze zespoły muzyki dawnej. Jak co roku wnętrza kościołów będą przepełnione. O tym, że muzyka dawna jest dla współczesnego melomana atrakcyjna świadczą także inne festiwale i koncerty muzyki dawnej. Ruch nazwany w Wielkiej Brytanii historically informed performance pojawił się na dobre dopiero w latach 70. XX w. i miał na celu próbę historycznego odtworzenia muzyki minionych wieków. Aby wykonać dzieło np. renesansowego kompozytora, trzeba było zająć się badaniem muzyki tego okresu, sposobów zapisu, interpretacji i poznać tajniki instrumentu, dla którego owa muzyka była przeznaczona. Zaczęła się era badania muzyki średniowiecznej, renesansowej i barokowej. Muzyka dawna dzięki grupie zapaleńców zaczęła wychodzić z murów muzeum, gdzie upchnął ją romantyzm jako coś martwego i starego. Starocie okazały się porywające.

 

Dawny znaczy gorszy?

W XIX wieku muzyką dawną, a więc starą, w ogóle nie zawracano sobie głowy. Stara znaczyło tyle samo co gorsza. Grano muzykę współczesną, uznając muzykę minionych wieków jako nieistotną, bo przestarzałą. Na przełomie XIX i XX wieku od czasu do czasu wyciągano jakiś utwór z muzealnych kufrów i próbowano go uwspółcześnić. I tak powszechnie przerabiano Bacha na fortepian lub orkiestrę. Mendelssohn w 1829 roku przrobił Bachowską „Pasję Mateuszową” na utwór w duchu romantycznym, wyciął nawet pewne fragmenty, a inne przearanżował. Czy Bach poznałby w ogóle swoje dzieło? Tym, co jeszcze bardziej szokuje jest fakt, że i dzisiaj niewiele się zmieniło: w filharmoniach nadal dominuje repertuar „ery nowożytnej”, rozpoczynający się w drugiej połowie XVII wieku, a „starych mistrzów” oswaja się poprzez współcześnie akceptowane aranżacje. Poza tym utwory dawne dostosowuje się do współczesnego instrumentarium. W ten sposób utwór, który był skomponowany na przykład na klawesyn, grany jest na fortepianie. Ponieważ w poprzednich latach uznawano muzykę tworzoną przez dawnych mistrzów za mniej wartościową, to zapominano o pewnych stylach i tradycji. Zapisy nutowe, które opierają się właśnie na tradycji i konwencji, stały się przez to zapomnienie nieczytelne. Suchy schematyczny zapis nutowy bez znajomości konwencji wykonawstwa staje się niewiele wart, właściwie można go interpretować na wiele sposobów, z których żaden nie będzie odczytany tak, jakby tego chciał kompozytor.

 

Od klawesynu do autentyzmu

Utwory klawesynowe Bacha powinno grać się na klawesynie – aż trudno dziś uwierzyć, że takie oczywiste stwierdzenie zapowiadało rewolucję. Ale właśnie tak pomyślała sobie Wanda Landowska, polska pianistka, która na początku XX wieku zainteresowała się wykonawstwem muzyki dawnej. Skąd wziąć klawesyn? Nieliczne egzemplarze przetrwały wprawdzie od czasów Mozarta, ale nie dało się z nich wydobyć żadnego dźwięku. Zbudowano więc klawesyn dla Landowskiej od podstaw, ale choć nie miał wiele wspólnego z oryginałami, to jednak był to milowy krok w wykonawstwie historycznym. Jednak dopiero w latach 50. zabrzmiał w pełni głos trzymający stronę starych mistrzów. Odezwał się Nikolaus Harnoncourt, austriacki dyrygent, który stał się pierwszym przedstawicielem autentyzmu. Twierdził on, iż zapis nutowy to nie wszystko, istnieje potrzeba poznania technik wykonawczych i interpretacyjnych. Postulował odtworzenie tradycji wykonawczej z czasu, kiedy dany utwór powstał. Uważał, że interpretacja dzieła oparta tylko na zapisie nutowym jest zafałszowaniem, bowiem sama wierność nutom bez wierności stylowi nie jest wiele warta. Zauważył też, że dobrze byłoby wykonywać utwory dawne na dawnych instrumentach, a wszystkie te środki miały za zadanie nie rekonstrukcję, ale ukazanie dzieła takim, jakie miało być w zamierzeniu kompozytora, by miało szansę ukazać całą swoją wartość.

 

Wykastrować!

Postulaty Nikolausa Harnoncourta spotkały się z ogromną krytyką z jednej strony i z olbrzymim zapałem garstki zapaleńców z drugiej strony. Zainteresowali się tym głównie muzykolodzy, bowiem trzeba było wykonać ogromną pracę badawczą: na podstawie dawnych traktatów z minionych wieków nauczyć się zapomnianych technik śpiewania, retoryki muzycznej, gry na dawnych instrumentach. Muzyka dawna wyszła poza mury muzealne i ożyła. Wciąż jest żywa, rozwija się i wciąż zmienia, wciąż są bowiem przedstawiane nowe interpretacje i nowe badania. Od połowy lat 80. nastąpił prawdziwy triumf muzyki dawnej. Nowi muzycy pozbawieni naleciałości klasycznych coraz śmielej zajmują się muzyką średniowiecza, renesansu i baroku. Sięgają po coraz to nowy repertuar, odnajdują zapomnianych kompozytorów, ukazując olbrzymie bogactwo muzyki. Nurt ten ma oczywiście swoich przeciwników i krytyków, jak np. słynny pianista i dyrygent Daniel Barenboim czy polska klawesynistka Elżbieta Chojnacka. Polska artystka znana na całym świecie mówiła w jednym z wywiadów: „Muzyką dawną zawładnął świat archeologii, w którym fetyszyzuje się instrument, a środki i sposoby wykonania stają się ważniejsze od samej muzyki. Nie potrafię pogodzić się z tym, że rodzaj instrumentu stał się warunkiem autentyczności artystycznej”. Gdzie indziej ironicznie proponuje w imię walki o niefałszowanie historii kastrację wokalistów muzyki barokowej. Z takimi zarzutami spotykają się przedstawiciele autentyzmu, a wśród nich Jordi Savall, jeden z najwybitniejszych interpretatorów muzyki dawnej na świecie, wybitny instrumentalista grający na violi da gamba.

 

Jelita kontra tytan

Viola da gamba to instrument bardzo popularny w muzyce renesansu i baroku, który później został zupełnie wyparty przez inne instrumenty smyczkowe. Na nowo odkryto go dzięki zainteresowaniu historycznym wykonawstwem muzyki dawnej, a przyczynił się do tego Jordi Savall. Dzisiejsze zespoły muzyki dawnej grają na instrumentach dawnych lub ich kopiach. Na przestrzeni wieków instrumenty zmieniały się, o niektórych nawet niewiele wiadomo i jest rzeczą niemożliwą ich rekonstrukcja. W innych, na pierwszy rzut oka takich samych, zmieniały się szczegóły, które jednak miały ogromny wpływ na brzmienie. Na przykład skrzypce: laikowi trudno sobie wyobrazić, że rodzaj strun może mieć aż takie znaczenie. A jednak skrzypce ze strunami metalowymi to inny instrument niż ten z naciągiem jelitowym. Nie dość, że inaczej brzmią, to jeszcze narzucają inną technikę grania, inną ekspresję. Niektóre instrumenty przetrwały i można odtworzyć ich dźwięk z niemal całkowitą pewnością. Są jednak takie, które dźwięku już nie wydadzą, trzeba je zrekonstruować, ale można tylko przypuszczać, czy ich brzmienie jest autentyczne. Tak właśnie wygląda sprawa z dawnymi instrumentami dętymi.

 

7. Festiwal Misteria Paschalia: www.misteriapaschalia.pl  

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki