Logo Przewdonik Katolicki

Ja się szczepię

Renata Krzyszkowska
Fot.

Z prof. Jackiem Wysockim, pediatrą, specjalistą chorób zakaźnych, rektorem Poznańskiego Uniwersytetu Medycznego, wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, rozmawia Renata Krzyszkowska

 

 

Sytuacja na Ukrainie sprawia, że coraz więcej Polaków zaczyna się bać grypy. Czy to prawda, że prawie we wszystkich stosowanych w Polsce szczepionkach, także tych dla niemowląt i przeciw grypie sezonowej oraz tzw. świńskiej, znajduje się tiomersal, konserwant z toksyczną rtęcią, która – jak się podejrzewa – może wywoływać u dzieci m.in. autyzm, ADHD, padaczkę?

 

– Nieprawda. Większość szczepionek stosowanych w naszym kraju nie zawiera żadnych dodatków rtęci. Tiomersal jest obecny tylko w trzech szczepionkach. Jest to Euvax, podawany noworodkom przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, oraz DTP, czyli trójskładnikowa szczepionka przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi. Tiomersal zawierają też pochodne tej szczepionki (DT,Td,TT). Jednak podobnie jak Euvax, mają one swoje jednoskładnikowe zamienniki bez tiomersalu. Substancji tej nie zawierają żadne dostępne na polskim rynku szczepionki przeciw grypie. Tiomersal został dobrze przebadany i nigdy nie wykazano związku między tym zawartym w szczepionkach a zaburzeniami rozwojowymi dzieci. Budził jednak tyle emocji, że firmy farmaceutyczne się z niego wycofały. Całą burzę medialną wywołało jedno brytyjskie badanie sprzed ponad 10 lat, z którego wynikało, że istnieje związek między tiomersalem ze szczepionek a zachorowaniem na autyzm. Tego jednak nie potwierdziły kolejne badania. Niestety, dla przeciwników szczepień sprawa jest prosta. Uważają, że skoro w ostatnich latach wzrosła liczba zachorowań na autyzm i jednocześnie wzrosła liczba szczepień zalecanych dzieciom, to między tym jest jakiś związek. Tymczasem w krajach skandynawskich, gdzie na wszelki wypadek od 1992 r. wycofano wszystkie szczepionki zawierające rtęć, liczba zachorowań na autyzm nie zmalała, a wręcz wzrosła.

 

Ale ten wzrost zachorowań po 1992 r. to ponoć tylko efekt rozszerzenia kryteriów rozpoznawania choroby, czyli przypadki, które wcześniej nie były uznawane za autyzm zaczęły być tak klasyfikowane.

 

– Kryteria rozpoznawania autyzmu rozszerzono jeszcze przed 1992 r. i to właśnie spowodowało zwiększenie wykrywalności autyzmu, co pochopnie połączono ze stosowaniem szczepionek. Inny przykład to USA, gdzie od 1996 r. nie ma szczepionek z tiomersalem, a nadal odnotowuje się nieco większą liczbę zachorowań na autyzm niż kiedyś. Teorii powstawania autyzmu jest przynajmniej kilkadziesiąt. Specjaliści zajmujący się autyzmem nie uważają tiomersalu za czynnik etiologiczny.

 

Ale wielu rodziców twierdzi, że ich dzieci zaczęły chorować bezpośrednio lub krótko po szczepieniu i nie mówimy tu o gorączce, ale właśnie o autyzmie czy padaczce.

 

– Najprawdopodobniej jest to tylko zwykła zbieżność w czasie, a nie związek przyczynowo-skutkowy. Najwięcej szczepień dotyczy niemowląt, u których pewne zaburzenia rozwojowe nie są widoczne od razu, ale ujawniają się dopiero w miarę rozwoju dziecka. Czegoś nie widzimy u noworodka czy dziecka dwumiesięcznego, ale pojawi się u dziecka cztero- czy siedmiomiesięcznego. Gdy rodzice zauważą u niemowlęcia pierwsze zaburzenia, to szybko pojawia się u nich myśl, że dziecko przecież wcześniej nie chorowało, ale np. trzy dni temu miało szczepienie. Obie sprawy zostają połączone, choć tak naprawdę choroba miała swe źródło np. w komplikacjach ciążowych, porodowych czy genach.

 

Przeciwnicy szczepień powołują się na badania z USA, Niemiec, czy Japonii, które mówią coś przeciwnego. Porównują zdrowie dzieci szczepionych oraz nieszczepionych i pokazują, że te drugie są na ogół zdrowsze, znacznie rzadziej chorują na choroby psychoneurologiczne, astmę, alergie oraz inne choroby typu autoimmunologicznego. Czy to możliwe?

 

– Na świecie jest bardzo wiele publikacji na temat szczepień. Stworzono nawet systemy wyszukiwania rzetelnej informacji naukowej. Tak powstała m.in. baza Cohrane. Wpisując hasło np. związek szczepień z autyzmem czy alergią, dokonuje się przeglądu wszystkich prac na świecie, które ukazały się na przestrzeni np. ostatnich 10 lat i dotyczyły tego tematu. Te prace naukowcy analizują pod kątem zachowania rzetelności warsztatu naukowego, np. czy w badaniach były grupy kontrolne, porównania itp. Jeśli w pierwszym szukaniu znajduje się np. 120 prac naukowych, to po takiej weryfikacji zostaje np. 80, które znowu się sprawdza pod kątem wiarygodności szczegółowych wyników i porównuje. Z takich metaanaliz nigdy nie wyciągnięto wniosków, które potwierdzałyby, że między szczepieniami a wspomnianym autyzmem czy alergiami jest jakiś związek.

 

Jednak przykład, że szczepienia mogą szkodzić, można znaleźć w USA, gdzie w 1976 roku wybuchła pierwsza epidemia jednej z odmian świńskiej grypy. Amerykański rząd opracował szczepionkę, którą zaaplikowano milionom obywateli. Jak przeczytałam, w wyniku powikłań spowodowanych szczepionką zmarło trzysta osób. Na świńską grypę bodajże tylko jedna.

 

– Ówczesna szczepionka mogła powodować zespół Guillain-Barre'a, który powodował porażenie nerwów obwodowych. Świat się z tej szczepionki wycofał. Od tamtego czasu medycyna zrobiła szalony postęp. Obecne szczepionki są o wiele bezpieczniejsze. Jednak u pewnego odsetka zaszczepionych zawsze mogą wystąpić jakieś skutki uboczne. To niekiedy cena, jaką trzeba zapłacić za ochronę całej populacji przed jakąś groźną chorobą zakaźną. W przypadku obecnej pandemii świńskiej grypy też się wszyscy zastanawiają co lepsze. Choroba łatwo się rozprzestrzenia, ale liczba śmiertelnych powikłań jest na poziomie zwykłej grypy sezonowej. Do groźnych powikłań dochodzi zwykle u osób młodych, więc np. w USA głównie u nich zaleca się szczepienia. W Polsce szczepionki nie będzie w aptekach, bo dla wszystkich jej nie wystarczy. Zaszczepieni zostaną tylko pracownicy strategicznych sektorów, np. ochrony zdrowia czy policji.

 

Czy nie uważa Pan, że w Polsce szczepimy za często? W Europie Zachodniej na ogół nie szczepi się noworodków. Szczepionkę na WZW B otrzymują tylko noworodki matek zakażonych żółtaczką typu B, a przeciw gruźlicy tylko niemowlęta z rodzin zagrożonych tą chorobą, u nas jest ona obowiązkowa dla wszystkich dzieci.

 

– W Polsce przeżyliśmy dużą epidemię żółtaczki typu B na przełomie lat 80. i 90. Gdy w Europie zapadalność na WZW B była poniżej 10 przypadków na 100 tys. mieszkańców, u nas ten współczynnik wynosił ponad 50. Do dziś dzieci wtedy urodzone i niezaszczepione chorują na przewlekle zapalenie wątroby. Wiele z nich umrze w ciągu 20-30 lat na raka tego narządu, wywołanego wirusem. Nie wszyscy nawet wiedzą o tym, że są nosicielami wirusa B zapalenia wątroby, bo w dzieciństwie chorowali bezobjawowo. Obecnie osoby te zakładają rodziny. Trzeba by badać wszystkie kobiety w ciąży, czy nie są nosicielkami wirusa żółtaczki. Ale nie ma sposobu, by wszystkie ciężarne zmusić do badania. Gdy przychodzą do szpitala rodzić, na badanie jest za późno, bo aby szczepionka była skuteczna, trzeba ją podać dziecku do 12 godzin od przyjścia na świat, a badanie krwi matki trwa dłużej.

Co do gruźlicy, to na Zachodzie choruje 6-7 osób na 100 tys. mieszkańców, w Polsce 22-23, a na graniczącej z nami Ukrainie około 100, w Estonii i na Litwie 130. Nie możemy więc czuć się bezpieczni. Szczepionka przeciw gruźlicy jest najbardziej skuteczna u małych dzieci i chroni je przed najgroźniejszymi przypadkami gruźlicy: gruźliczym zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych i gruźlicą uogólnioną. Tak więc szczepieniami nie mogą rządzić emocje, tylko fakty i rzetelne badania naukowe.

 

Ale przeciwnicy szczepień twierdzą, że wszystkie badania dowodzące bezpieczeństwa szczepień są nierzetelne, bo prowadzi się je na zlecenie samych zainteresowanych, czyli firm farmaceutycznych.

 

– Ale wszystkie badania skuteczności np. leków onkologicznych też sponsorują firmy produkujące te leki. Podobnie jest z witaminami, antybiotykami czy innymi lekami. Badania takie zawsze są jednak prowadzone pod nadzorem rządowych agencji, które czuwają nad ich rzetelnością.

 

Na koniec zapytam jeszcze, czy zaszczepił się już Pan w tym roku przeciw sezonowej grypie?

 

– Oczywiście tak! Pracując z chorymi dziećmi, ryzyko zakażenia jest w moim przypadku duże. Jeśli się zarażę, stworzę ryzyko dla moich bliskich, więc nie mam wyboru.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki