Logo Przewdonik Katolicki

Możemy tylko namawiać, a nie zmuszać

Renata Krzyszkowska
Fot.

Właśnie zakończył się IV Europejski Tydzień na rzecz Szczepień.

 

Jest to inicjatywa Światowej Organizacji Zdrowia, realizowana i koordynowana przez państwa członkowskie. Z jednej strony temat szczepień staje się bardzo aktualny, gdyż  w ostatnim czasie narosło wokół nich trochę kontrowersji. Z drugiej zaś strony ostatnie wybuchy ognisk polio w Tadżykistaie i odry w Hiszpanii pokazały, jak łatwo choroby, którym można zapobiegać przez stosowanie szczepionek, mogą rozprzestrzeniać się przez granice państw. Szacuje się, że szczepienia przeciwko takim chorobom jak polio, błonica czy krztusiec ratują życie 3 mln ludzi rocznie na świecie. W tegorocznych obchodach udział wzięło ponad 40 państw. Adresatem akcji co roku są rodzice, służba zdrowia i decydenci.

 

Rozmowa z dr.  Pawłem Grzesiowskim z Instytutu Profilaktyki Zakażeń w Warszawie, członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

 

Coraz więcej rodziców nie szczepi swoich dzieci, co nimi kieruje?

– Najpoważniejszym pretekstem jest obecnie to, że bezpłatna szczepionka przeciwko żółtaczce zawiera tiomersal, pochodną rtęci. Wiele organizacji (m.in. WHO, Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych, PZH) zapewnia, że ta substancja konserwująca jest nieszkodliwa. Rodzice słyszeli o tych zapewnieniach, ale mimo to nie chcą szczepić dzieci. Wiedząc o takich kontrowersjach, WHO już kilka lat temu zaleciła, by producenci wycofywali tiomersal ze szczepionek. Dlatego większość firm na świecie już go nie stosuje. Niestety, w Polsce mamy wciąż dopuszczone do obrotu różne szczepionki, z tiomersalem i bez. Zakup szczepionek do kalendarza szczepień podlega procedurom przetargowym. W tym roku przy zakupie szczepionek były dwa kryteria: zawartość tiomersalu i cena. Jeden z przetargów wygrała firma, która dała tak niską cenę, że mogła sobie pozwolić na to, aby jej szczepionka zawierała tiomersal. Ale podkreślam, że nie jest to niebezpieczny preparat, ponieważ jest oficjalnie dopuszczony do obrotu w różnych krajach na świecie.

 

Co można zrobić, by przekonać rodziców do szczepień obowiązkowych?

– Podstawowe szczepienia dzieci są obowiązkiem ustawowym, ale my, lekarze, możemy tylko namawiać do nich, a nie zmuszać. Jeśli rodzice odmawiają z powodu tiomersalu, próbujemy rozwiązywać ten problem, proponując odpłatnie szczepionki bez tiomersalu zamawiane przez  aptekę szpitalną. To jest koszt ok. 50 zł. Sporo rodziców korzysta z tej możliwości, ale inni twierdzą, że zaszczepią dziecko później. Wiele maluchów z tej grupy nie trafia już na szczepienie. Ile dokładnie – nie wiemy. Według oficjalnych danych GIS-u, w ubiegłym roku w skali kraju zgłoszono ok. 1,5 tys. odmów. Nie są to jednak pełne dane, bo dotyczą tylko tych rodziców, którzy otwarcie deklarują, że nie zaszczepią dziecka. Dużo większa jest grupa tych, którzy obawiają się konsekwencji i kombinują na różne sposoby, np. biorąc od znajomego lekarza zaświadczenie, że dziecko nie może być chwilowo szczepione. A z takim papierem można krążyć długo... Szacuję, że łączna liczba niezaszczepionych noworodków i niemowląt w Polsce wynosi ok. 5 tys. rocznie.

 

To dużo czy mało?

 

– W zestawieniu z ogólną liczbą dzieci, które przychodzą na świat, to zaledwie ok. 1 proc. Wydaje się więc, że tyle, co nic. Ale choroby zakaźne mają to do siebie, że atakują tych, którzy są wrażliwi. Jeżeli w pierwszym roku mamy 5 tys. nieszczepionych dzieci i tyle samo w drugim i trzecim, to w ciągu trzech lat będzie już 15 tys. osób podatnych na chorobę. A przecież, jeśli te dzieci zachorują, to zakażą te, które nie zostały jeszcze zaszczepione, są w trakcie szczepień albo nie mogą być zaszczepione z powodów medycznych. I tu zaczyna się kłopot, czyli epidemie wyrównawcze. W środowisku jest bowiem mnóstwo bakterii i wirusów, które tylko czekają na okazję, by zebrać swoje żniwo.

 

Kiedy zaczął się u nas problem z odmawianiem szczepień?

– W ciągu ostatnich 2–3 lat nastąpił największy wzrost aktywności osób  funkcjonujących na granicy prawa, których działań jak dotąd nie udało się powstrzymać. Nie chodzi tu o wolność słowa czy poglądów, ale o szerzenie nieprawdziwych informacji.

 

A skąd pewność, że ruchy antyszczepionkowe nie mają racji?

– Po pierwsze dlatego, że ja, pani i miliardy ludzi żyjemy, a wszyscy byliśmy szczepieni. Po drugie, przeprowadzono wiele poważnych eksperymentów i badań środowiskowych oceniających ryzyko wystąpienia u osób szczepionych autyzmu i innych chorób, jak stwardnienia rozsianego, cukrzycy czy zapalenia wątroby. Sprawdzono to na dużych populacjach. I tak np. Japonia długo nie szczepiła dzieci przeciwko różyczce, odrze i śwince (MMR),  ale okazało się, że liczba dzieci autystycznych była tam nie mniejsza niż w krajach, gdzie podawano MMR. Najnowsze badania wykazują, że autyzm to choroba uwarunkowana genetycznie. Jak więc szczepionka może wpłynąć na geny człowieka? Inne, doskonałe badania środowiskowe opublikowano ostatnio w Wielkiej Brytanii. Wykazały one brak związku między podaniem szczepionki przeciwko grypie w ciąży a poronieniem.

 

 

Niedawno odbyło się kolejne posiedzenie senatu dotyczące przyszłości szczepień w Polsce. Czego możemy się w tej sprawie spodziewać?

– Szanse rozwoju polskiego kalendarza szczepień są aktualnie znikome. Ustawa o chorobach zakaźnych przesądza o tym, że szczepionki obowiązkowe kupuje minister zdrowia. A budżet w Polsce układany jest nie w formie określonych kwot, tylko procentowo. Jeśli więc budżet ministra zdrowia faktycznie co roku maleje, to jak zwiększyć 2–3–krotnie wydatki na szczepienia? Dlatego walka o zwiększenie centralnych funduszy na szczepienia obowiązkowe nie jest walką z ministrem zdrowia, ale z ministrem finansów i parlamentem, których trzeba przekonać, że opłaca się inwestować w szczepienia, czyli w zdrowie narodu.

 

Chyba nietrudno to udowodnić?

– Jak najbardziej. Mamy nawet takie modelowe miasto. To Kielce, gdzie od 5 lat za pieniądze samorządowe w całej grupie noworodków realizowany jest projekt szczepień przeciwko pneumokokom. Okazało się, że zapadalność na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i sepsę pneumokokową u dzieci spadła prawie do zera, a na zapalenie płuc u nieszczepionych dorosłych – o ponad połowę. Niestety, nasz kalendarz szczepień coraz bardziej odstaje od innych krajów europejskich, nawet naszych najbliższych sąsiadów z południa. A nie wspomnę już o Niemczech, gdzie w kalendarzu są najnowsze preparaty i wszystkie są refundowane. U nas jest wciąż wysoka wyszczepialność w stosunku do np. Anglii, Francji czy Hiszpanii, ale bez inwestycji w nowoczesne szczepionki i odbudowę zaufania do szczepień spodziewam się poważnych problemów.

 

Jakich  problemów?

– Utrata zaufania do szczepień jest jak choroba zakaźna. Szerzy się głównie przez internet i z ust do ust. Musimy zacząć tę chorobę zwalczać w systematyczny i planowy sposób. W przeciwnym wypadku czeka nas powrót niektórych chorób zakaźnych. Dodatkowym problemem jest podział społeczeństwa na zdrowszych bogatych, których stać na nowoczesne preparaty i dodatkowe szczepienia, oraz na biedniejszych, których na to nie stać. W dzisiejszej sytuacji dotyczy to prawie połowy polskich rodzin, które dopłacają do szczepień obowiązkowych, kupując szczepionki wieloskładnikowe. W zakresie szczepień nierefundowanych sytuacja jest znacznie gorsza, bo stać na nie zaledwie 10–20 proc. rodziców. Dlatego chcielibyśmy zwiększyć szczepienia bezpłatne, tak aby do obowiązkowego koszyka weszły pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, a nawet ospa wietrzna...

 

Która z nich jest najpilniejsza?

– Pneumokoki. Zbierają największe żniwo, atakują najmłodsze dzieci. I jeśli dojdzie do choroby, np. zapalenia opon mózgowych czy sepsy pneumokokowej, to na ogół dochodzi też do uszkodzeń neurologicznych, np. padaczki, niedosłuchu, zaburzeń widzenia czy zaburzeń rozwojowych. Mamy więc inwalidę, który przez wiele lat wymaga leczenia i rehabilitacji. Koszt społeczny choroby pneumokokowej jest największy, a rocznie odnotowujemy kilkanaście tysięcy takich przypadków.  

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki