Logo Przewdonik Katolicki

Bez górnolotnych haseł

Michał Bondyra
Fot.

Z Mariuszem Denatem Denstem, spiritus movens zespołu Lao Che, rozmawia Michał Bondyra

Z Mariuszem „Denatem” Denstem, spiritus movens zespołu Lao Che, rozmawia Michał Bondyra

 

Rozpoczynając rozmowę o patriotyzmie, nie sposób nie nawiązać do Waszej płyty „Powstanie Warszawskie”. Autentyczny dramat i heroizm młodych powstańców sugestywnie opowiedziany nie tylko w warstwie tekstowej, ale i muzycznej to dobra lekcja historii, patriotyzmu?

– Temat płyty „Powstanie Warszawskie” jest silnie związany z kulturą i historią naszego kraju, przez to nieporównywalny z niczym innym. Chcieliśmy tu uwypuklić piękno pewnych zachowań batalionów harcerskich, przede wszystkim zaś Batalionu „Zośka” w Powstaniu Warszawskim. Gloryfikując tę postawę zarówno młodzi, jak i starsi słuchacze mogą się krzepić heroizmem powstańców. Można to oczywiście nazwać patriotyzmem, jednak staraliśmy się unikać takich górnolotnych haseł na rzecz szczerego wydźwięku naszego słuchowiska. Chodziło nam o to, by pokazać najważniejsze aspekty tej wzorcowej postaci bohatera – powstańca.

 

Mówiłeś o przekazie płyty i jej wpływie na młodych ludzi, słuchaczy. A jaka to była dla Was lekcja?

– Powstanie Warszawskie postanowiliśmy potraktować poważnie, dogłębnie i profesjonalnie. Przygotowywaliśmy ten album przez trzy lata. Każdy z naszej siódemki musiał zasmakować w tej historii. Najwięcej do powiedzenia miałem ja, bo interesowałem się tym tematem już wcześniej; w wieku szkolnym, licealnym, później na studiach. Gdy zdecydowaliśmy, że robimy płytę o Powstaniu, wszyscy przyjęli to entuzjastycznie. Powstał scenariusz, potem było trochę spotkań bez muzyki, na których zaglądaliśmy w historiografię, albumy, stare zdjęcia... A ponieważ tak jak wspominałem, chcieliśmy to zrobić dobrze i dogłębnie, stąd elementy edukacyjne w naszym wykonaniu musiały się pojawić.

 

Uciekasz od patetycznych haseł. Ale od słowa „patriotyzm” do końca uciec się nie da. „Przebicie do Śródmieścia” zaczyna się zdaniem: „Niech was prowadzi Bóg, honor, ojczyzna”, kierowanym do młokosów z batalionów harcerskich, idących na często pewną śmierć. Czym te słowa są dla Ciebie?

– W naszym działaniu trzeba rozróżnić dwie płaszczyzny. „Spięty” pisał teksty na płytę „Powstanie Warszawskie” pod wpływem wspomnianych wcześniej rozmów, oglądanych albumów, plakatów. W podpisach pod zdjęciami, na samych plakatach było masę haseł, które można było w czasie wojny zobaczyć, które oddawały klimat tamtych wydarzeń, które nieodzownie łączyły się z okresem Powstania Warszawskiego. One wbiły się w pamięć naszego tekściarza, ale i miały wbić się w głowy słuchaczom, unaoczniając im tamte konkretne czasy.

Do tych haseł można też podchodzić osobiście. Odchodzimy wtedy od tworzywa i wkraczamy w prywatne sfery twórców.

Na cały ten okres, wzorcowość postaci, patrzę raczej pod względem czysto ludzkim, z osobą stojącą u boku, nie szukam patetyzmu i górnolotności. Ale faktycznie, gdy nawet mamy się przyjrzeć tym trzem rzeczownikom: „Bóg”, „honor”, „ojczyzna”, to ostatnie hasło jest najmniej znaczące. Bóg ma znaczenie nie do przeceniania; bo jest przyczyną wszystkich przyczyn. Niezwykle ważny jest też honor, czyli podejście do relacji z Bogiem w sposób szlachetny, wzorcowy, bezgrzeszny. Natomiast sama przyczyna – ojczyzna, dla mnie jest drugorzędna, bo jeśli jest honor i jest za co walczyć, w słusznej sprawie, to człowiek się buntuje i chce się wypowiedzieć po stronie dobra. Tak właśnie było w przypadku harcerzy z batalionu „Zośka’, więc tak to postrzegam.

 

A jakie znaczenie te trzy wartości, Twoim zdaniem, mają dla młodych Polaków?

– Nie podawane w nachalny sposób mogą odegrać rolę wręcz znamienną. Mogą wskrzeszać wspomnienia i wartości, do których potem warto dołączać i ustawiać je za wzorce ideowe. To wszystko jest ważne i potrzebne, dopóki nie ma tu żadnych negatywnych aspektów związanych z manipulacją...

 

Fanatyzmem?

– Chociażby. W pewnych granicach był on obserwowalny wśród powstańców, ale był to taki pozytywny fanatyzm, działający w zupełnie innym kierunku niż choćby ten u młodzieży w Hitlerjugend – która działała w dobrej wierze, ale ta wiara była zniekształcona przez złe i zafałszowane podanie rzeczywistości, przez co niemiecka młodzież do niego należąca została otumaniona chorymi wizjami. Ten przykład pokazuje, że od pozytywu do negatywu jest zaledwie jeden krok, więc trzeba być uważnym.

 

Może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale sądzę, że o postawy patriotyczne podczas wojny było paradoksalnie łatwiej niż dziś; walczyć za ojczyznę, mimo strachu, „otwierać za nie żyły” mimo „pełnych portek”...

– Ktoś, kto żyje w czasach pokoju, może nie dostrzegać, czy nie wyobrażać sobie pewnych zjawisk, relacji międzyludzkich, które mają miejsce w czasie wojny. Wieloletnia okupacja, rozstrzeliwania, prześladowania, wszechobecne zło miały ogromny wpływ na postawę młodego człowieka, który niekoniecznie z czysto ojczyźnianych powódek, szczytnych haseł i ideałów, podejmował walkę. Jego walka była przede wszystkim sprzeciwem wobec zła. A człowiekowi wtedy i tam żyjącemu, otoczonemu tym złem, nietrudno było znaleźć w sobie wzorcową postawę i starać się nią w jakimś stopniu wypełnić.  

 

Dzisiaj z nikim nie walczymy, na kolejne rocznice ważnych wydarzeń nie patrzy się wcale lub patrzy z uśmiechem politowania; historia młodych nie interesuje. Często mówią, że nie są Polakami, a Europejczykami... Co, Twoim zdaniem, znaczy być dziś, tu i teraz patriotą?

Postawa patriotyczna straciła dziś pewne walory i wartości, które wynikały z okropnej sytuacji, jaką była okupacja. Hasło Europejczyk? Myślę, że idzie w kierunku patriotyzmu, bo jest ono pozytywne. Lepiej się jednoczyć w imię czegoś dobrego razem z innymi, niż by ten patriotyzm dzielił i prowadził do nacjonalizmu i fanatyzmu.

Nawiązując do Twojego pytania o historię... To są piękne zjawiska, wydarzenia, które miały miejsce chociażby tylko podczas drugiej wojny światowej i chociażby tylko na terenie Polski, albo i tylko na terenie Warszawy. Młodzież zniechęca się, bo ma to podane sztampowo; są określone wymogi, programy szkolne. Zniechęca się i odpuszcza. A przez te wspaniałe historie trzeba przeprowadzić indywidualnie, wziąć za rękę i pokazać to ich językiem, jak to miało miejsce w przypadku płyty „Powstanie Warszawskie”. Do tego jednak potrzeba indywidualizmu i chęci. W imię wartości patriotycznych zachęcam do śledzenia ciekawych wydarzeń historycznych naszego kraju, bo jest ich naprawdę mnóstwo.

 

Pytając Cię o patriotyzm dziś, myślałem też o dobrym wykonywaniu obowiązków, jako jednym z jego przejawów...

– Oczywiście masz rację. W czasach pokoju jest to jedna z dobrych dróg, która mogłaby prowadzić w rejony patriotycznej postawy. Jeśli faktycznie robisz to, co do ciebie należy, starasz się być honorowy, szlachetny, to jest to jakiś wektor, przedłużenie tych postaw patriotycznych z okresu wojny, kiedy one były bardziej wyolbrzymione przez tamte zjawiska i okoliczności, a teraz są bardziej „lajtowe”. Dziś za to jest szansa, by bardziej pilnować siebie i tego, co się robi dla może nie szeroko pojętego dobra wspólnego, ale dla bliskich, znajomych, przyjaciół, miejsca, gdzie się żyje i mieszka. Jest w tym jakiś sens.

 

Czy nagrywając „Powstanie Warszawskie”, oddając przez tę muzyczną cegiełkę z jednej strony hołd powstańcom, a z drugiej edukując młodzież nie czujecie się trochę patriotami?

– Faktycznie poczuliśmy się w ten sposób, jednak nie dzięki temu co stworzyliśmy, bo temat powstania sam w sobie elektryzuje, ale dzięki temu, że ludzie to ponieśli. Że mimo braku promocji kupowali to, słuchali, emocjonowali się tym, podawali dalej. Odebrali to w świetny sposób. Ta płyta, jej odbiór pokazały, że w naszym społeczeństwie drzemie jeszcze patriotyczna nuta...

 

Na koniec, ojczyzna - Polska, ta Twoja, jaka powinna być?

– Najważniejszą rzeczą jest to, by ludziom żyło się w niej rozsądnie, by ten rozsądek był w wielu sferach działania państwa czy to politycznych, czy społecznych. Chodzi o to, by była jakaś doza zaufania, na której można budować też szczęście i normalność.

 

 

Mariusz Denst (Denat)spiritus movens Lao Che, sampler, animator. Był perkusistą w metalowym zespole Hazael, twórcą hiphopowej formację Kanabiplanto, a później tria Koli, jako Himilsbach nagrał płytę z muzyką eksperymentalną. Wraz z zespołem Lao Che nagrał trzy płyty: Gusła, Powstanie Warszawskie i Gospel. Autor niedokończonej powieści o Złu, które nawiedziło Ziemię. Kończy słuchowisko muzyczne o Zamachu na Kuczerę, chce napisać powieść o Powstaniu Warszawskim.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki