Logo Przewdonik Katolicki

Święty na trudne czasy

Michał Gryczyński
Fot.

Kanonizacja arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego zbiega się z obchodami IX Dnia Papieskiego. Ten opatrznościowy zbieg okoliczności może być okazją do chwili refleksji nad trudnym darem wolności, która - jak mawiał Sługa Boży Jan Paweł II jest nam zadana.


 

Kanonizacja arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego zbiega się z obchodami IX Dnia Papieskiego. Ten opatrznościowy zbieg okoliczności może być okazją do chwili refleksji nad trudnym darem wolności, która - jak mawiał Sługa Boży Jan Paweł II – jest nam zadana.

 

Kardynałowie, arcybiskupi i biskupi obecni 19 czerwca 2009 r. w Łomży na 348. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski wystosowali...

 

dwa listy pasterskie

Pierwszy na Dzień Papieski „Jan Paweł II – Papież Wolności” był czytany w naszych kościołach przed tygodniem, drugi na kanonizację arcybiskupa Felińskiego – „Święty pasterz i wygnaniec” - jest czytany w niedzielę 11 października. W obu tych listach przywołano pamięć o metropolicie warszawskim, jednym z najwybitniejszych Polaków XIX wieku.

Biskupi polscy napisali m.in., że potrafił on „być wolnym od ludzkich opinii i od przywiązania do spraw po ludzku nawet najsłuszniejszych, jeśliby trzeba było bronić ich za cenę jakiegokolwiek kompromisu z sumieniem. Kiedy było trzeba, upominał rządzących, nie bacząc na konsekwencje. Skutkiem tej postawy była droga przez cierpienie. Pokorna zgoda na tę drogę była dla niego aktem najwyższej miłości”.

Pieczę nad archidiecezją warszawską przyszło mu sprawować w niezwykle trudnych czasach, a na dodatek traktowano go podejrzliwie i oskarżano o brak patriotyzmu. Jak wielką było to niesprawiedliwością, wymownie świadczą słowa, które zapisał w listopadzie 1847 r. na kartach swego pamiętnika, przywołane w liście biskupów: „Gdyby głos z Nieba oznajmił mi, że Polska nigdy już nie zmartwychwstanie, błagałbym jak o największą łaskę, by i mnie wieko trumny wnet przykryło, gdyż życie bez nadziei odzyskania Ojczyzny stokroć straszniejszym wydawało mi się od zgonu”.

Urodzony 1 listopada 1822 r. w Wojutynie na Woły­niu był synem Ge­rarda Felińskiego - jego bratem był poeta Alojzy Fe­liński, autor słów do hymnu „Boże coś Polskę” - oraz Ewy z Wendorffów, znanej później pamiętnikarki, która za działalność publiczną została zesłana na Sybir. Dorastał więc w atmosferze głębokiej miłości Ojczyzny, bo była to...

 

patriotyczna rodzina

Niestety, wcześnie stracił ojca i matka musiała samodzielnie prowadzić dom, wychowując sześcioro dzieci. Kiedy w 1838 r. wykryto spisek Szymona Konarskiego, emisa­riu­sza Emigracji i uczestnika powstania listopadowego, Ewa Felińska - jako współpracowniczka Związku Ludu Polskiego - została aresztowana i skazana na wygnanie do Bere­zowa na Syberii, zaś majątek rodzinny skonfiskowano. Dorastającemu chłopcu przyszedł wtedy z pomocą Zenon Brzozow­ski, zamoż­ny ziemianin z Podola, który umożliwił mu rozpoczęcie studiów na wy­dziale matema­tycznym uniwersytetu moskiewskiego.

Szczęsny uczył się pilnie, a dzięki książkom wypożyczanym z tajnej biblioteki zgłębiał dzieła polskiej literatury i ojczyste dzieje. Po studiach prowa­dził na Podolu kancelarię swego dobroczyńcy. Poznał wówczas Józefa Ignacego Kraszewskiego; za swoje credo przyjął jego słowa:

 

„Bo na ziemi być Pola­kiem, to żyć bosko i szlachetnie”

W 1847 r. wyruszył do Paryża, odwiedzając po drodze we Lwowie poetę Wincentego Pola oraz matkę Juliusza Słowackiego.

W Pa­ryżu jako wolny słuchacz studiował w College de France oraz na Sorbonie. Miał okazję poznać najważniejsze postacie Wielkiej Emigracji, a z Juliuszem Słowackim - któremu przywiózł wieści od matki - połączyły go więzy serdecznej przyjaźni.

Wiosna Ludów była dla nich obu impulsem, aby udać się do Polski i przyłączyć się do powsta­nia w Wielkopolsce. Po klęsce powstania zaopiekował się w Austrii synami Brzozow­skiego. Potem wrócił do Paryża i towarzy­szył Słowackiemu, który zmarł na jego rękach.

Wkrótce, w październiku 1851 r., wstąpił do seminarium duchownego w Żytomierzu, a w następnym roku został wy­słany do Akademii Duchownej w Petersburgu. 8 września 1855 r. przyjął z rak arcybiskupa Ignacego Hołowińskiego święcenia. I tak zaczęła jego...

 

droga kapłańska

Został wikarym w petersburskim kościele św. Katarzyny, a także ojcem duchowym alumnów i profesorem Akademii. Zatro­skany o los polskich dzieci rozsianych po całej Rosji oraz ludzi bezdomnych utworzył schronisko, a w 1857 r. założył pota­jemnie Zgromadzenie Franciszkanek Rodziny Maryi.

Uroczystości pogrzebowe metropolity warszawskiego arcybiskupa Antoniego Melchiora Fijał­kowskiego w październiku 1861 r. przerodziły się w manifestację patriotyczną. A ponieważ doszło do rozlewu krwi w świątyniach, zostały one - na znak protestu - pozamykane. Wówczas car Aleksander II, z obawy o reakcje europejskie, usiłował ustalić z hrabią Wielopolskim kan­dydata na nowego metropolitę. I wybrali ks. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który cieszył się dobrą opinią, a nie był zaangażowany w działalność polityczną. Wzbraniał się przed przyjęciem godności, ale po namyśle zgodził się.

Konsekrowany 14 stycznia 1862 r. udał się do Warszawy. Jego nominacja została przyjęta nieprzychylnie przez rozgorączkowane środowiska patriotyczne; został powitamy z pogardą, jako...

 

człowiek naznaczony przez cara

I tak przyszło mu samotnie borykać się z trudami pasterzowania. W trosce o życie religijne wznowił kult w świątyniach, wizytował parafie, szerzył cześć Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej, przywracał karność wśród duchowieństwa, a do opieki nad ubogimi sprowadził siostry Rodziny Maryi i Matki Bożej Miłosierdzia.

Z upływem czasu pozyskał szacunek ludu, ale naraził się carowi, bo nie poparł stłumienia powstania styczniowego i złożył dymisję z Rady Stanu. A w końcu przesłał protest, upominając się o niepodległość: „W imię miłosierdzia chrześcijańskiego i w imię interesów obu narodów, błagam Waszą Cesarską Mość, abyś położył kres tej wyniszczającej wojnie… Polska nie zadowoli się autonomią administracyjną, ona potrzebuje bytu niepodległego”. Kiedy po egzekucji jednego z kapucy­nów zagroził katom klątwą car wezwał go do Petersburga. Jako więzień stanu w połowie czerwca 1863 r.

 

...opuścił Warszawę

Ostatecznie został ska­zany na zesłanie do Jarosławia nad Wołgą, gdzie żył w ubó­stwie. Po długich rokowaniach Stolicy Apostolskiej 24 grudnia 1882 r. car pozwolił mu opuścić Rosję. Udał się wtedy do Rzymu, przez Lwów i Kraków, witany wszędzie jako męczennik. Leon XIII mianował go metropolitą tytularnym Tarsu.

Dwanaście ostatnich lat życia spędził w Dźwiniaczce na Podolu, dokąd sprowadził Franciszkanki Rodziny Maryi. Roztoczył opiekę duszpasterską nad ludnością polską i ukraińską, prowadził katechizację dzieci i pomagał zesłańcom powracającym z Syberii. Zmarł 17 września 1895 r. w pałacu biskupów krakowskich.

Niezwykle uroczysta ceremonia pogrzebo­wa zakończyła się na Wawelu, a potem jego ciało przewieziono do Dźwiniaczki, gdzie zostało pochowane. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, ciało przewieziono do Warszawy i złożono w kościele św. Krzyża, a potem przeniesiono do podziemi archikatedry św. Jana, gdzie spoczęło w Krypcie Arcybiskupów War­szawskich.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki