Głos ze strychu

W małej kaplicy na strychu odprawiane są Msze św. po polsku, dla Polaków pracujących w centralnych instytucjach unijnych. Tu się ze sobą zżywają, tu zakładają chóry, polecają sobie językowe kursy. Ale też tylko tu spotykają księdza, który nie dziwi się, że chcą się wyspowiadać
Czyta się kilka minut

Było ciemno i mroźno. Samochód przywiózł nas w małą uliczkę. Stanęliśmy przed niepozorną kamienicą. Drzwi były zamknięte – przytulaliśmy się do nich, by chronić się przed wiatrem. Po kwadransie nadeszła kobieta i wpuściła nas do środka.

Korytarz oświetlało światło z ulicy. Pod nogami przemknęło szare zwierzątko, szczur? Wąskie schody na strych, korytarzyk, wreszcie zwykłe, białe drzwi. Jesteśmy na miejscu. Kaplica. Ściany z cegły pomalowane na biało, prosty ołtarz, krzyż na ścianie. Powoli schodzą się ludzie. Kobieta, która wpuściła nas do środka, włącza grzejące dmuchawy. Siadamy przy nich, żeby złapać odrobinę ciepła – ale nim się rozgrzeją, trzeba je wyłączyć, bo strasznie huczą, a ksiądz już wychodzi do ołtarza.

Choć to uroczystość, jest kameralnie, tylko dwadzieścia osób, większość wyjechała na Święta. Zwykle w niedzielę zbiera się ich prawie trzystu. To nie jest historia z Chin czy Indii, gdzie chrześcijanie żyć muszą w ukryciu, jeśli w ogóle chcą żyć. To historia sprzed trzech tygodni, z serca Europy, z Brukseli. . Tu mogą klękać, kolanami na ziemi, nie na niskich krzesłach odwróconych tyłem, czy grubych, filcowych podkładkach, wiszących równiuteńko w ławkach. Jakby w klękaniu chodziło przede wszystkim o to, żeby się za bardzo nie umęczyć…

Tymczasem kilka ulic dalej potężny i piękny kościół Santa Maria stał pusty, strasząc ciemnymi witrażami i drzwiami bez klamek. Tymczasem kilka kilometrów dalej, w Liege, doskonale ogrzany kościół służył głównie jako obiekt do zwiedzania. Tam nie było ciasno. Tam nie było zimno. Tam nie było życia. Kościoły umierają wtedy, gdy ci, którzy dostali je od przodków, zapominają o nich lub czynią z nich muzea. Umierają, gdy nie ma nawet „dwóch lub trzech, zebranych w imię Jezusa”. Starożytny Rzym, ówczesna stolica świata, też pełen był świątyń – z posągami, ale bez Boga. To z katakumb przemówiła do Rzymu prawda o Jezusie, dającym chleb na życie wieczne. Choć początkowo odrzucana i prześladowana – zmieniła świat. Po dwóch tysiącach lat, w innej już stolicy, znów potrzeba głosu z katakumb. Tyle, że katakumby są dziś nie pod ziemią, ale na strychu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2009