Logo Przewdonik Katolicki

Prymasowska elita

Adam Suwart
Fot.

Przyzwyczailiśmy się do nowatorskiego ujęcia roli świeckich w Kościele, zakreślonego w nauczaniu Soboru Watykańskiego II i w adhortacji apostolskiej Jana Pawła II Christifideles laici z 1987 roku. Tymczasem 80 lat temu Prymas Polski August Hlond wprowadzał w życie własne przemyślenia, o całą epokę wyprzedzające jego czasy.

 

Przyzwyczailiśmy się do nowatorskiego ujęcia roli świeckich w Kościele, zakreślonego w nauczaniu Soboru Watykańskiego II i w adhortacji apostolskiej Jana Pawła II „Christifideles laici” z 1987 roku. Tymczasem 80 lat temu Prymas Polski August Hlond wprowadzał w życie własne przemyślenia, o całą epokę wyprzedzające jego czasy.

 

- Stawiajcie na współpracę ze świeckimi w parafiach i wspólnotach, bez podziałów na „my - księża” i „oni - świeccy”, aby razem głosić światu Ewangelię – takimi słowami zwrócił się do kapłanów archidiecezji warszawskiej tamtejszy metropolita arcybiskup Kazimierz Nycz.

 

 

Wspólnie głosić Ewangelię

To wezwanie, wypowiedziane w Wielki Czwartek, podczas Mszy Krzyżma, kiedy to kapłani odnawiają swoje przyrzeczenia, musiało zabrzmieć nader wymownie. Skoro ponad 40 lat po Vaticanum II i ponad 20 lat od wspomnianego dokumentu Jana Pawła II, jeden z arcybiskupów Kościoła w Polsce zwraca się z takim apelem do swoich kapłanów, trudno nie skonstatować, że w pojmowaniu roli świeckich w Kościele i ich relacji z duchowieństwem jest jeszcze sporo do zrobienia. Arcybiskup Nycz zaapelował do kapłanów, by stawiali akcent na „bycie razem” ze świeckimi - na współpracę w parafiach, wspólnotach i ruchach. - Likwidujmy ten podział na „my” i „oni”, na czynnych i biernych, a starajmy się uświadomić sobie to, co mamy wspólne powierzone przez Chrystusa, by razem jako Kościół głosić światu Ewangelię - powiedział metropolita warszawski. Dodał: „To właśnie dlatego jest potrzebne codzienne podejmowanie współpracy w wymiarze wspólnoty, parafii między wami, księżmi a katolikami świeckimi”.

 

 

Profetyzm prymasa Hlonda

Z konieczności takiego „podejmowania współpracy pomiędzy księżmi a katolikami świeckimi” zdawano sobie sprawę w Kościele w Polsce już kilkadziesiąt lat temu. Jednym z wybitnych pasterzy, który inicjował w tej dziedzinie pionierskie wręcz przedsięwzięcia, był kardynał August Hlond, od 1926 roku prymas Polski, arcybiskup Gniezna i Poznania, a później, już po wojnie, także Warszawy. Krótko po objęciu stolic metropolitalnych w Gnieźnie i Poznaniu, rzutki i stosunkowo młody arcybiskup erygował w Poznaniu Katolicką Szkołę Społeczną.

W założeniu prymasa placówka ta miała być swoistym uniwersytetem dla przyszłych działaczy Akcji Katolickiej. To w tym masowym ruchu Prymas upatrywał wielkie odrodzenie duchowe Polaków – przede wszystkim ludzi świeckich, którzy poprzez stosowne przygotowanie intelektualne i formację duchową mieli wprowadzać w życiu codziennym zasady katolickie i chrześcijańską etykę. Jednak prymas Hlond był przekonany, że w każdym środowisku potrzebna jest pewna siła sprawcza, nazywana często w pismach kardynała „głową kierującą” lub „arystokracją”. Jednak prymas bynajmniej nie miał na myśli historycznych rządów szlachty, ale pewną dobrze rozumianą elitarność, do której predysponowało „nie następstwo bogactwa, urodzenia, sprytu, lecz woli, która wewnątrz konsoliduje i pomnaża wartości moralne i intelektualne, a na zewnątrz oddziaływa przez te wartości, przez swą uczciwość, rozum, pracę, poświęcenie”. Augustowi Hlondowi zależało zatem nade wszystko na stworzeniu swoistej katolickiej „arystokracji ducha”; środowiska ludzi prawych, którzy poprzez przykład własny potrafiliby natchnąć masy do szlachetnego rozwoju w duchu ewangelicznym, w zgodzie z katolicką etyką i rozwijającą się wówczas nauką społeczną Kościoła. Jakże ważne i profetyczne były te plany właśnie wtedy, w dobie kiełkujących wówczas barbaryzmów, które tak poniżyły człowieka w XX stuleciu!

 

 

 

 

Tajemniczy zakon

August Hlond ze swych przemyśleń wysnuł wniosek o potrzebie istnienia wśród świeckich katolików pewnej duchowej i intelektualnej elity, która nada ton działaniom laikatu. Prymas musiał być bardzo przekonany o słuszności swoich koncepcji, skoro już 27 października 1929 roku, w Uroczystość Chrystusa Króla, powołał do życia Zakon Służby Bożej w Narodzie Polskim. Okoliczności powstania tej organizacji, owiane do dziś aurą tajemniczości, były tak naprawdę – zapewne zgodnie z intencją założyciela – po prostu dyskretne.

Według zachowanego w zbiorze archiwalnym „Acta Hlondiana” Statutu Zakonu, miał on być „stowarzyszeniem osób świeckich, opartem o zasady «unio pia» w myśl wskazań Ojca Świętego o apostolstwie świeckim w Encyklice «Ubi arcano Dei»”. O więzi Zakonu z Prymasem Polski zaświadcza gest, jakim było erygowanie Zakonu w poznańskim Pałacu Arcybiskupim, co odnotowano w samym Statucie. Prymas zakładał, że celem Zakonu będzie „uświęcenie członków i praca nad charakterem katolickim Polski”.

Należące do Zakonu Służby Bożej osoby, pozostające w najściślejszym związku z Kościołem Katolickim i jego pasterzami, miały urzeczywistniać w swoim życiu prywatnym i zawodowym, w swoim środowisku społecznym zasady nauki Chrystusowej. Przy tym wszystkim członkowie Zakonu pod protektoratem Prymasa Polski mieli „dążyć wszelkimi siłami do tego, by Naród Polski spełniał swą dziejową misję religijną i cywilizacyjną”. Jednocześnie jednak twórca Zakonu zadekretował w jego Statucie, że to pobożne stowarzyszenie „nie uprawia polityki partyjnej, nie służy żadnemu stronnictwu”, w zamian za to natomiast „wnosi w myśl i obyczaj Narodu katolicki punkt widzenia i urzeczywistnienia go w dziedzinie niepolitycznej przez działalność Zakonu, a na polu politycznem przez wpływy i czynną pracę swych członków, jako prywatnych osób i obywateli”.

 

 

 

 

Świeccy podmiotem w Kościele

Także sami członkowie Zakonu mieli pracować nad swą formacją. Odbywało się to poprzez realizację nakazu „sumiennego i w duchu etyki kościelnej pełnienia obowiązków swego stanu, a także ścisłego wcielanie ideału ewangelicznego w swojem życiu i pracy nad realizacją Królestwa Chrystusowego w Narodzie Polskim”. Członkowie Zakonu Służby Bożej mieli działać na rzecz „Odrodzenia Polski w Chrystusie” poprzez pogłębianie ducha Chrystusowego w rodzinach, w miejscu pracy, we wszystkich dziedzinach życia społecznego i publicznego, na które mieli wpływ.

Podstawą formacji prymasowskich „zakonników” miało być gruntowe poznanie ducha Ewangelii poprzez lekturę i medytację Nowego Testamentu i skrupulatnie dobranych dzieł religijnych i ascetycznych. Co roku miały się też odbywać specjalne zakonne rekolekcje, którym w miarę możności miał przewodniczyć Prymas Polski. W archiwaliach pozostałych po kardynale Hlondzie zachowały się odpisy dziesięciu nauk rekolekcyjnych, jakie dla członków Zakonu Służby Bożej prymas wygłosił w lutym 1932 roku. To tam dosadnie zaznaczył, że „ogół świeckich katolików nie jest przedmiotem prac Kościoła – przeciwnie, jest jego częścią składową”. Zdanie to można by uznać za kwintesencję późniejszego soborowego podejścia do katolickiego laikatu. Pisząc o tym zagadnieniu, prymas Hlond zauważał, że takie rozumienie świeckich w Kościele zmieniło się nieco „od czasów reformacji i soboru trydenckiego, gdy ruchy reformatorskie zmusiły do zachowania ostrożności wobec laikatu”. Jednak, jak podkreślał kardynał, „obecnie Kościół chce rozszerzyć, czy przywrócić zakres współpracy świeckich z hierarchią na wzór dawnego Kościoła”.

To prymasowskie „rozszerzenie czy przywrócenie” znalazło swój wyraz właśnie w powołaniu unikatowego stowarzyszenia kościelnego pod nazwą Zakon Służby Bożej w Narodzie Polskim. Posiadając własne struktury i władze, organizacja ta miała szansę stać się awangardą polskiego laikatu katolickiego, dobrze rozumianą elitą duchową wśród świeckich katolików w Polsce. Tym bardziej że wśród braci zakonu znaleźli się przedstawiciele możnych w II RP rodzin, parlamentarzyści, intelektualiści, profesorowie uniwersytetów, szczególnie z Poznania, Lwowa i Wilna.  Niestety, działalność Zakonu Służby Bożej przerwał wybuch II wojny światowej, po zakończeniu której organizacja ta nie odrodziła się. Dziś wspomnienie o niej pozostaje jedynie coraz bardziej spłowiałą czcionką na pożółkłych arkuszach, złożonych w archiwach. Kto wie jednak, czy podobna organizacja nie miałaby ważnej roli do odegrania w dzisiejszych niepewnych czasach?

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki