Logo Przewdonik Katolicki

Człowiek szczęśliwy lubi sie bawić

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

ZAnną Ostaszewską, przewodniczącą Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, rozmawia Jadwiga Knie-Górna. Mamy karnawał, czas radosnych zabaw. Jednak coraz częściej zauważamy, że właśnie w tym okresie mniej tańczymy icoraz gorzej się bawimy. Co Pani zdaniem jest tego przyczyną? Dzieje się tak, gdyż coraz częściej nie umiemy się odprężyć....

 


Z Anną Ostaszewską, przewodniczącą Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, rozmawia Jadwiga Knie-Górna.


Mamy karnawał, czas radosnych zabaw. Jednak coraz częściej zauważamy, że właśnie w tym okresie mniej tańczymy i coraz gorzej się bawimy. Co Pani zdaniem jest tego przyczyną?


– Dzieje się tak, gdyż coraz częściej nie umiemy się odprężyć. A nie umiemy się odprężyć, ponieważ nie potrafimy zwyczajnie się bawić. Wynika to z tego, że mamy coraz więcej trudności z rozdzieleniem dwóch sfer: czasu pracy oraz czasu odpoczynku i zabawy.


Od siedemnastu lat, czyli od czasu zmian polityczno-społecznych, jakie zaszły w naszym kraju, podchodzimy do życia bardzo poważnie, mając na uwadze jedno – przede wszystkim trzeba przeżyć. A nie jest to wcale takie łatwe – bo łączy się z wieloma ważnymi elementami. Po pierwsze, trzeba mieć pracę, a jeśli już ją mamy, często zmuszeni jesteśmy do walki o jej utrzymanie; czyli przeżywamy wiele lęków przed utratą pracy. Poza tym, żeby utrzymać się na rynku pracy, trzeba się dopasować do jakiegoś szablonu. A to jest wbrew naturze istoty ludzkiej, która jest wolna i twórcza, a w zbyt sztywnych schematach czuje się zniewolona. Na te zachowania wpływa również fakt, że przez wiele lat nasze społeczeństwo funkcjonowało w innym schemacie, komunistycznym, w którym nie było miejsca na wolność i kreatywność. Gwałtowne zmiany, jakie nastąpiły w naszym życiu polityczno-społecznym oraz rodzinnym, powodują często brak poczucia bezpieczeństwa oraz wyzwalają poczucie zagrożenia. One raczej nie sprzyjają nastrojowi zabawy.


Czy jednak to błędne podchodzenie do zabawy nie rozpoczyna się już w domu, gdzie dziecko słyszy często: „Nie baw się, tylko weź się do nauki”. Zatem zabawa i związany z nią konieczny odpoczynek przedstawiane są dziecku w negatywnym kontekście.


– To prawda. Sygnały, jakie dziecko odbiera w dzieciństwie, mają w przyszłości ogromny wpływ na umiejętność odprężania się i relaksowania. To jest kwestia proporcji między ilością akceptacji, jaką okazujemy dziecku, a ilością wymagań, jakie mu stawiamy. Niestety, coraz bardziej wciągamy nasze dzieci w swoisty wyścig szczurów. A dziecko powinno oprócz miłości warunkowej otrzymywać w domu także pewną swobodę, bezpieczeństwo i spokój potrzebny na dorastanie. Wówczas taki mały człowiek dorastając będzie czuł się bezpiecznie, nie będzie tak bardzo bał się krytyki, będzie także bardziej odporny na trudności i niepowodzenia.


Jeśli dziecko otrzymuje za mało miłości bezwarunkowej (za nic) w porównaniu do miłości warunkowej (za coś), wyrasta na człowieka, który sukces traktuje jako potwierdzenie racji własnego istnienia, a krytykę odbiera jako zagrożenie swojego istnienia jako osoba. To powoduje lęk przeżywany znacznie silniej i głębiej niż zwykły lęk przed krytyką. Takie osoby nie potrafią odpoczywać, bawić się, ponieważ nie umieją się otworzyć, boją się utraty kontroli oraz odrzucenia. Zatem w ich życiu jest bardzo dużo lęku, także tego nieuświadomionego. Czasem ten lęk powoduje pytanie, czy ja w ogóle mam prawo do istnienia?! Dwadzieścia pięć lat temu, kiedy zaczynałam pracę psychoterapeuty, wśród pacjentów dominowały nerwice, dziś najczęściej są to zaburzenia osobowości.


A czy czasem ta nieumiejętność radowania się nie wypływa także ze złego pojmowania chrześcijaństwa?


– Faktycznie tak bywa. Często katolikom zarzuca się, że lubią się katować. Podobnie jest z utwierdzaniem w naszym społeczeństwie złego pojęcia modelu chrześcijanki, jako szarej, źle ubranej i nieatrakcyjnej kobiety. Tak jakby Bóg był nieatrakcyjny! I jakby Bóg chciał, żebyśmy byli smutni. Jest wręcz przeciwnie, Dobra Nowina jest radosna. W naszym życiu jest czas na radość i zabawę, kiedy indziej przychodzi czas na smutek.


Bardzo ciekawe są wyniki badań na temat czynników szczęścia. Badano dużą grupę ludzi i na jej podstawie wyodrębniono pięć czynników szczęścia w następującej kolejności: na pierwszym miejscu znalazło się poczucie wpływu na swoją rzeczywistość, na swoje życie.


Drugim czynnikiem szczęścia jest optymizm, który częściowo zależy od czynników biologicznych, a częściowo od definicji nadziei. Definicje nadziei są właściwie dwie: jedna świecka – mówiąca, że wszystko będzie dobrze, bo będzie tak, jak ja chcę, druga duchowa – wszystko będzie dobrze, bo wszystko ma sens i jest po coś. W pierwszym przypadku człowiek może stracić nadzieję, kiedy w jego życiu nie układa się tak, jak on chce. W drugim, skoro wszystko ma sens, człowiek w każdej sytuacji może mieć nadzieję.


Trzecim czynnikiem szczęścia jest poczucie, że to, co robię w życiu, ma sens. Czwartym czynnikiem, niezależnie od religii, jest wiara – wiara w Boga osobowego. Wiąże się to z poczuciem, że jeśli w moim życiu wszystko się zawali, to zawsze mogę pójść i porozmawiać z Bogiem. Czyli nigdy nie jestem sam, wiara daje też jakieś ramy, normy, jak żyć, przez co także wpływa na poczucie bezpieczeństwa. Piątym czynnikiem są relacje – chodzi tu o relacje bliskie, szczere z kilkoma osobami, gdyż bez nich każdy człowiek czuje się źle. Jeżeli ktoś realizuje w swoim życiu wszystkie wymienione czynniki, jest szczęśliwy.


Znaczy to, że człowiek szczęśliwy lubi się bawić, dzielić swoją radością. Człowiek nieszczęśliwy zamyka się natomiast w sobie. Skoro Polacy nie przepadają za zabawą, to może są nieszczęśliwi?


– To chyba zbyt daleko idące uproszczenie, bo jednak jest część społeczeństwa, która umie zachować zdrowe proporcje między pracą a zabawą. Wydaje mi się, że ważny jest też czynnik sensu zabawy oraz bliskich relacji, które w zabawie odgrywają ważną rolę. Dobrze bawimy się tylko wśród ludzi, z którymi łączą nas dobre relacje, pośród których czujemy się bezpiecznie. A z tym w naszym społeczeństwie jest coraz gorzej. Poza tym ludzie także zadają sobie pytanie, jaki jest sens zabawy, jeśli nie układa się moje życie osobiste lub boję się o pracę, lub jej w ogóle nie mam, a życie staje się coraz droższe?


Przecież ludzie żyjący w dużo tragiczniejszych okolicznościach, choćby podczas okupacji, mieli ochotę na zabawę i taniec…


– Tamte sytuacje i ludzie byli jednak inni. Było jasne, że jest zagrożenie, ale to było wspólne, zewnętrzne zagrożenie. Tamte osoby nie miały w sobie tyle poczucia wewnętrznego zagrożenia. Ówczesne pokolenie wzrastało pośród innych wartości, dom spełniał rolę wychowawczą, było w nim więcej poczucia bezpieczeństwa, miłości, był czas dla dziecka i jego problemów, gdzie prócz mamy i taty, także ciotki i wujkowie otaczali dziecko opieką. Tempo życia nie było tak szybkie. Rodzina łączyła się nieraz na wspólnej modlitwie. Tak ukształtowany człowiek miał silne poczucie swojej wartości. Był silny zarówno pod względem psychicznym, jak i duchowym.


Zabawa podobno leczy nas nie tylko z rozpaczy, ale również z agresji.


– Ciekawe, że wymieniła pani razem rozpacz z agresją, ale zgadzam się z tym twierdzeniem. Przy czym dla mnie sekwencja jest następująca: najpierw jest lęk, potem bezsilność, następnie rozpacz lub agresja. Za rozpaczą i agresją zawsze następuje bezsilność. Poczucie bezsilności w sprawach subiektywnie istotnych, czyli gdy człowiek boi się o coś ważnego, odbiera ochotę do zabawy, może też być jednym z czynników depresji.


Cóż takiego zatem jest w zabawie, że bronimy się przed nią? Jakie emocje w nas wyzwala?


– Przede wszystkim wyzwala w nas poczucie wolności. W zabawie wolno robić rzeczy, których normalnie nie robimy, na przykład wygłupiać się, przebierać, robić miny itd. Podczas zabawy wychodzi się ze schematu, który określa, że coś musimy. W zabawie jest ważne, co czuję, a nie, co muszę. Jeśli nie umiem czuć, to nie potrafię się też cieszyć. Jeżeli umiem tylko wykonywać zadania, tak jak to jest wymagane w pracy, a nie potrafię przeżywać tego, co czuję, to jest mi trudno budować bliskie relacje z innymi osobami. Jest mi trudno czuć się z nimi dobrze, także w zabawie. Jeśli boimy się siebie nawzajem, to także boimy się otworzyć i wyjść poza schematy, w których tkwimy.


A może po prostu zapominamy, że nasze „ciało potrzebuje radosnej duszy”…


– Na pewno ciało potrzebuje radosnej i zdrowej duszy. Nie chodzi o pozytywne myślenie w sensie wmawiania sobie, że zawsze jest fajnie, kiedy wcale tak nie jest. Stąd denerwuje nas amerykańskie, sztuczne i wszechobecne stwierdzenie – wszystko jest OK!


Jednak na pewno nie powinno się, tak jak to robią z kolei Polacy, patrzyć na otaczający świat przez ciemne, pesymistyczne okulary. Takie podejście do życia powoduje, że za mało doceniamy to, co od Boga otrzymujemy. Nie potrafimy się cieszyć z otrzymywanych darów, bo ich po prostu nie dostrzegamy. Odpoczynek i zabawa mogłyby pomóc nam spojrzeć z innej perspektywy na świat, dzięki czemu być może dostrzegalibyśmy to wszystko, co Bóg ofiarowuje nam każdego dnia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki