O pięknie i trudzie relacji ojciec – syn z Jackiem Federowiczem, psychologiem
Nierzadko widzimy nastoletnich chłopców z czapką odwróconą daszkiem do tyłu, w luźno opadających spodniach… Są to pozory męskości czy efekt buntu?
– To może dość „ułomny sposób” prezentacji swojej męskości, ale nie jest to tylko fanaberia młodych ludzi. Jest to w jakiejś mierze zrozumiałe i może polegać na zjawisku dziedziczenia pokoleniowego, które przechodzi z ojca na syna i potem przekłada się dalej. Można go nazwać jakimś rodzajem zawodu. Chodzi o sytuacje, kiedy ojciec zawodzi syna albo syn czuje się zawiedziony ojcem czy w jakimś sensie opuszczony przez niego.
Opuszczenie niekoniecznie musi być fizyczne. Może być ono bardziej wewnętrzne, czyli kiedy ojciec jest w rodzinie, ale tak, jakby go nie było. Zwykle dotyka to mężczyzn, którzy wcześniej byli sami „pozostawieni” przez swoich ojców – mimo że ci ojcowe mogli fizycznie być, ale najczęściej przez cały czas byli w pracy, a jeśli wracali do domu, to byli dość niezgrabni w kontaktach z synami. Nie bardzo wiedzieli, o czym rozmawiać, jak się bawić. Było to dla nich za trudne.
W takich momentach nastolatki przeżywają swój pierwszy kryzys. Dotyczy on ich własnej tożsamości: kim ja jestem? Pojawiają się tutaj pierwsze bunty, które w aspekcie rozwojowym są czymś absolutnie normalnym, nawet czymś właściwym i typowym. Bunty te mogą przejawiać się w sytuacji pewnej kontestacji, bycia niejako zranionym, zdradzonym przez ojca. Wtedy nastolatki mogą prezentować w taki trochę wyostrzony i przesadny sposób swoje rozczarowanie i żal. Manifestują to na przykład tym, że niekiedy nawet siedmiolatek sięga po papierosy albo co grosze, po alkohol lub po inne używki. „Wszystko jest OK i mam was w nosie” – to efekt buntu połączonego z poczuciem bycia niedostrzegalnym. Ojciec wprawdzie jest, nawet patrzy na syna, ale go nie widzi. Dziecko niejako czuje się przez niego odrzucone – nie w sposób formalny jakimś jednorazowym gestem, ale poprzez ciągłe niezauważanie. Jednak na taki moment składa się całe życie, od narodzenia, a nie tylko jednorazowa sytuacja.
Dorastający chłopiec poszukuje miejsca, w którym może „potwierdzić siebie”. Nierzadko są to miejsca niosące ogromne zagrożenia. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa odgrywać ojciec?
– Dotykamy tutaj chyba najtrudniejszego momentu. Kiedy dziecko ma 14-16 lat i pojawiają się jakieś konflikty, to zwykle rodzice nagle budzą się ze swojego letargu, dostrzegają problem i próbują mu zaradzić. Ale wtedy zwykle może być już za późno na wychowawczo bardziej arbitralne ustawianie dziecku granic. Jeśli więc ktoś myśli, że da się jeszcze wychowywać swoje dziecko w tradycyjny sposób, to wydaje mi się, że jest w błędzie. Taka sytuacja będzie raczej wymagała od rodziców przyjęcia zupełnie innej „strategii”. Szczególnie wtedy dziecko potrzebuje szacunku i uznania, nawet jeśli zrobi coś złego. To nie czas na połajanki i przerysowane stawianie granic, bo to tylko wzmoże u dziecka poczucie zawodu i poniżenia oraz opór. 15-16-latek poczuje się tym dotknięty do żywego, a jego reakcją będzie coś zupełnie przeciwnego niż to, czego oczekują jego rodzice, a w tym ojciec, który właśnie wtedy miałby realizować swoje potrzeby wychowawcze.
Taka sytuacja wymaga od ojca postawy bardziej nastawionej na chęć rozumienia, a nie na ocenę. Oczywiście nie jest to skrajne stanowisko, ale dobrze jest wyczuć sytuację, kiedy potrzeba bardziej rozumienia, a kiedy trzeba będzie jednak postawić pewne granice. Taka umiejętność wyważonej postawy może ojcu pomóc, gdy w pewnym momencie będzie musiał skonfrontować się ze swoim synem, a nawet być może będzie musiał go przeprosić. Wiem, że może mówię rzeczy dość zaskakujące, bo syn rozrabia, a ojciec ma przepraszać… Ale to może mieć sens. Według mojej opinii ojciec, który potrafi przyznać się do błędu, do tego, że widzi, że coś przeoczył, może coś przegrał w życiu - pokaże synowi swoją klasę. Jeżeli natomiast będzie się odwoływał do rygoru i do pryncypialnej dyscypliny, wtedy przegra jeszcze i to, co miał do zyskania w tym momencie.
Czy jest możliwa prawdziwa przyjaźń między ojcem i synem?
– Oczywiście. I to jest niezwykle ważne szczególnie w wieku od 7-12 lat. To jest czas, kiedy przyjaźń ma szansę najbardziej się rozwinąć. Jest szansa na to, żeby ojciec z synem mogli razem robić wiele ciekawych rzeczy.
Ważne jest, żeby ojciec nie wyręczał syna we wszystkim, bo on zrobi to lepiej i szybciej. Należy dać synowi możliwość zrobienia czegoś źle. Nie należy go wtedy krytykować, ale pokazać dziecku, że można zrobić coś inaczej, łatwiej. To wszystko jest ważne, bo kiedy przychodzi 12., 13., 14. rok życia, syn – przynajmniej trochę - musi się zbuntować. Często skrytykować ojca. W jakimś sensie nawet „występuje” przeciwko niemu. Ojcowie często mogą odbierać takie zachowanie do siebie, nie rozumiejąc, że jest to element rozwoju dziecka. W tym rozwoju dobrze byłoby syna wspierać, a nie odbierać krytyki do siebie i obrażać się. Trzeba próbować rozumieć to i niekiedy cierpliwie znosić buńczuczne postawy ze strony syna. Wymaga to od rodziców, a szczególnie od ojców dużej cierpliwości i roztropności.
Kiedy mądry ojciec pozwoli synowi przejść przez te wszystkie etapy, doprowadza to do tego, że w dorosłym wieku syn potrafi zobaczyć, że ojciec pewne rzeczy „łapie”, że na czymś się zna, że ma jakieś doświadczenie, że generalnie można się czasami w pewnych kwestiach go poradzić. Natomiast częsty błąd, jaki popełnieją ojcowie polega na tym, że spinają się w środku i mówią: „Co za niewdzięcznik. Tyle dla niego zrobiłem…”. Wówczas zaczyna się konfrontacja, która może przerodzić się w rywalizację. Z jednej strony syn potrzebuje oddzielić się od ojca i dlatego go krytykuje, a z drugiej strony bardzo potrzebuje jego uznania. Nawet jeśli się pomyli, to ważne, żeby ojciec zobaczył i docenił jakąś dobrą stronę tego, co syn zrobił – chociażby to, że się starał.
Ojcowie powinni wiedzieć, że synowie w tym konkretnym momencie nie mają świadomości faktu, że targają nimi sprzeczne uczucia. Z jednej strony chęć oddzielenia się od ojca, z drugiej strony ogromna potrzeba zdobycia jego uznania. Młody człowiek nie rozumie, skąd są w nim te sprzeczności, nie potrafi sobie z nimi poradzić. Dlatego ojciec, który się denerwuje i wścieka, powoduje w synu poczucie winy. Receptą jest cierpliwość ojca i mądrość, że z jednej strony znoszę to, że syn się na mnie „wypina”, a z drugiej jestem uważny, wyczulony na to, kiedy on czegoś ode mnie potrzebuje. No cóż, zdaję sobie sprawę, że łatwo to powiedzieć, ale umieć tę cierpliwość wcielić w życie, to zupełnie inna, z pewnością trudna „historia”.
Co nastoletni syn chciałby usłyszeć od swojego ojca? I co ojciec powinien mu często powtarzać?
– Ojciec nie powinien wstydzić się powiedzieć synowi, że go kocha. Ponadto syn chciałby także usłyszeć od ojca: „jesteś dla mnie ważny”. Jednak nie może być to tylko sucha deklaracja, to ma być potwierdzone zachowaniem ojca poprzez interesowanie się tym, co syn robi, co myśli, jak myśli… Jeśli tego nie robi, to stawia syna w dysonansie. Syn wyczuwa pomiędzy deklaracjami a rzeczywistym zachowaniem swoisty fałsz. Oczywiście może być mu niezręcznie zaprotestować, ale czuje to.
Często pojawiają się sytuacje, w których ojciec i syn wstydzą się siebie nawzajem, nie potrafią rozmawiać o rzeczach trudnych. Odgrywają przed sobą swoisty teatr. Jest jakiś sposób, żeby temu zaradzić? Kto powinien przejąć inicjatywę?
– Obydwoje czują dużą niezręczność, choć najczęściej na tę sytuację ma większy wpływ ojciec. Nie jest to jego zła wola, może to wynikać z zawodu, który on z kolei doświadczył od swojego ojca. To powoduje, że ojciec niejako wycofuje się z życia syna, jest jakby na uboczu, wskutek czego synowi trudno nawiązać relację z ojcem i przekonać się, że jest on mu do czegoś potrzebny. To sytuacja, w której syn i ojciec niejako się mijają.
To, że ojciec jest dość niezręczny w rozmowach na ważne tematy – skutkuje rezonansem w synu, jemu również jest niezręcznie o coś zapytać, ponieważ wcześniej nie miał z ojcem bliższych emocjonalnie relacji, zarówno na poziomie duchowym jak i fizycznym (wspólne „siłowanie” się, wspólna praca czy zabawa).
Jak się do tego zabrać? Kto powinien wykazać więcej inicjatywy?
– Inicjatywa jednak będzie należeć raczej do ojca. To on powinien dać początek procesowi inicjacji do rzeczy trudnych. Jest to zaproszenie do zrobienia czegoś wspólnie, np. poważna i niebezpieczna wyprawa w góry – oczywiście ojciec ma pod kontrolą to, co się dzieje. Taka inicjacja jednak nie może odbywać się bez współczucia, bo wtedy jest agresywnym chaosem.
Należy pamiętać, że w wieku 15-16 lat, kiedy pewne rzeczy już minęły raczej nie byłoby właściwe podejmowanie wychowywania syna przez rygorystyczne zakazy i nakazy, wtedy jest już na to trochę za późno. Owszem, są sytuacje, kiedy należy odwołać się do rygoryzmu. Czasem trzeba postawić twarde granice, choćby dlatego, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy.
Bardzo ważne jest to, żeby syn był w stałym kontakcie z ojcem. Syn musi mieć poczucie bliskości ojca, że on się nim interesuje, że jego sprawy są dla niego ważne. To wszystko najczęściej procentuje w ten sposób, że rygorystycznego stawiania granic jest o wiele mniej. To jest jakby ubezpieczenie na ten trudny „cielęcy wiek”, który każdy musi przejść. Różnica polega tylko na tym, że można go przejść burzliwie lub trochę spokojniej.
Kiedy ojciec usuwa się z życia syna, rodzi w nim różne sposoby na przetrwanie, różne jego reakcje. Jakie konkretnie?
– Poczucie zostawienia nie prowokuje dziecka do rozwoju jego zainteresowań, pasji. W późniejszym życiu osoby te mogą odczuwać pustkę, poczucie że nic ich w życiu nie interesuje. To wywołuje agresję ale najczęściej skierowaną do siebie.
Inną reakcją na opuszczenie może być nadmierny krytycyzm i nieufność. Taka osoba każdą sytuacje musi „sprawdzać”. Jest ciągle napięta, nerwowa i lękowo nastawiona do świata innych ludzi, który to lęk wywołuje – w tym wypadku najczęściej agresje na zewnątrz. Tych reakcji jest z pewnością więcej, ale u podstaw ich wszystkich najczęściej kryje się ten stan uczuć i emocji, które wskazują na istnienie wewnętrznego rozłamu pomiędzy tą częścią w sobie, którą moglibyśmy nazwać „ja akceptowalnym” a drugą „ja odrzucone”. Od dzieciństwa wyczuwamy, które z naszych zachowań budzą akceptację otoczenia, a które nie. Nasze odepchnięte pragnienia i zachowania, które z nich mogą wynikać prowokują nas do poczucia winy, że nie spełniliśmy oczekiwań rodziców. Dlatego tak często może nam towarzyszyć uczucie odpowiedzialności i lęku, w sytuacji, kiedy rodzice sobie z czymś nie radzą, kiedy przeżywają kryzys. Dopiero w późniejszym wieku jesteśmy w stanie bardziej świadomie zdystansować się do takich uczuć w sobie, ale w dzieciństwie i wczesnej młodości poczucie winy za porażki i nieszczęśliwość rodziców, niestety działa jak pewny algorytm.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













