Logo Przewdonik Katolicki

Zagrajmy to razem

Joanna Linka, Błażej Tobolski
Fot.

Nie jesteś zawodowym muzykiem? Nie masz głosu do śpiewania? Nic nie szkodzi. Na flażolecie potrafi zagrać każdy. Spróbuj, a przekonasz się, że muzykowanie może sprawiać prawdziwą przyjemność. Flażolet to cienki flet o sześciu dziurkach, niewymagający nadmiernej siły zadęcia, jeden z najprostszych instrumentów dętych. Od czterech stuleci cieszy się wielką popularnością zarówno...

Nie jesteś zawodowym muzykiem? Nie masz głosu do śpiewania? Nic nie szkodzi. Na flażolecie potrafi zagrać każdy. Spróbuj, a przekonasz się, że muzykowanie może sprawiać prawdziwą przyjemność.

Flażolet to cienki flet o sześciu dziurkach, niewymagający nadmiernej siły zadęcia, jeden z najprostszych instrumentów dętych. Od czterech stuleci cieszy się wielką popularnością zarówno wśród amatorów, jak i profesjonalnych artystów. Niestety nie w Polsce, gdzie znany był w XVIII i XIX w. jako flecik polski, a potem został zapomniany. Odkryjmy go zatem na nowo.

Muzyka „pod strzechą”
Do tego, aby muzyka trafiła „pod strzechy”, aby mógł ją wykonywać każdy, potrzeba prostych instrumentów. I nieważne, czy to wykonanie będzie lepsze lub gorsze; istotne jest odkrycie przyjemności, jaką może dawać muzyka. – W Niemczech rozpowszechniona jest tzw. cytra dyletancka, instrument typu: nie umiem grać, siadam i gram. U nas jest on pogardliwie nazywany „fortepianem dla kucharek”. Francuzi mają swoje małe akordeony diatoniczne, Irlandczycy – flażolety. Te nieskomplikowane w obsłudze instrumenty, proste narzędzia dla mas, które zadecydowały o upowszechnieniu muzyki, zwłaszcza tradycyjnej, wśród społeczeństw na Zachodzie, do Polski albo w ogóle nie trafiły, albo poznikały – wyjaśnia Wojciech Wietrzyński. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że flażolet był w Polsce popularny dużo wcześniej niż w Irlandii. W 1831 r. Józef Niedzielski, muzyk i pedagog, miał już za sobą cykl kilkunastu opracowań na flecik polski, m.in. melodii narodowych i arii operowych, podczas gdy tam pojawił się on dopiero w 1843 r., jako instrument dla biedoty.

– Wszystkie te instrumenty wymagają także uproszczenia bardziej skomplikowanych utworów muzycznych. A na to, by w ten sposób „przerobić” dla zwykłych ludzi naszą narodową muzykę, brakuje w Polsce, jak sądzę, przyzwolenia tzw. elit muzycznych. Uważam jednak, że człowiek przede wszystkim powinien czerpać radość z muzykowania, obcować z muzyką w sposób jak najbardziej naturalny. Dopiero wtedy zrodzi się w nim potrzeba posłuchania czegoś bardziej złożonego i pójdzie do filharmonii, rozwinie swoje zainteresowania czy predyspozycje – przekonuje nasz rozmówca.

30 tysięcy dzieci
Jednak flażolety wracają do nas. Ruch flażoletowy w Polsce obchodził w 2006 r. swoje dziesięciolecie. Jego kolebką jest Wielkopolska, a za umowną datę powstania uznaje się Festiwal Amatorskich Zespołów Flażoletowych, zorganizowany po raz pierwszy w Opalenicy 8 czerwca 1996 r. Natomiast dwa lata później powołano do życia Stowarzyszenie na rzecz Efektywnego Umuzykalniania. – Stanowi ono odpowiedź na spore zainteresowanie ruchem flażoletowym i na potrzebę muzyki w ogóle wśród zwykłych ludzi. Szukając skutecznych sposobów umuzykalniania, trafiliśmy na sprawdzony w ciągu wieków na Zachodzie sposób: flażolet, który również u nas okazał się skuteczny. Początkowo grupa flażolecistów była niewielka, a w różnego rodzaju przeglądach i festiwalach brało udział po kilkadziesiąt dzieci. Teraz są ich setki i tysiące. W całej Polsce, jak szacujemy, już ok. 30 tys. dzieci gra na flażoletach – opowiada Wojciech Wietrzyński. Ruch ten rozwija się całkowicie oddolnie, otrzymując jedynie cząstkowe wsparcie od władz miasta Poznania.

Ruch flażoletowy to nie tylko wspólne muzykowanie, ale także propagowanie kultury muzycznej. Szczególnie ważną rolę odgrywają w nim warsztaty dla nauczycieli, wychowawców czy katechetów. Służą one poznaniu zasad gry na tym instrumencie i przygotowują animatorów muzycznych, propagujących wśród dzieci i młodzieży tę formę umuzykalniania. – Przykładem jest zorganizowany w latach 1999-2004 przez powiat poznański, bezpłatny cykl warsztatów w Suchym Lesie. Ukończyło go przeszło 120 osób, które obecnie w większości są wspaniałymi animatorami muzycznymi – wyjaśnia pan Wojciech.

Muzyka i tradycja
Podobną rolę spełniają ogólnopolskie warsztaty w Białężynie, wsi leżącej niedaleko Murowanej Gośliny w Wielkopolsce. Ich specyfika polega jednak na tym, że sięgają również do spuścizny ludowej tego regionu. Nieopodal bowiem, w Uchorowie, na przełomie XIX i XX w. żył i tworzył wybitny twórca ludowy Stanisław Czarnecki. – Został on niedawno ponownie odkryty, wraz z ok. 160 tys. utworów, które pozostawił po sobie. To niesamowite bogactwo kulturalne, tym bardziej że naszą tradycję muzyczną znamy tylko przez pryzmat Mazowsza i Śląska. Tu widzimy jej zupełnie inne oblicze – przyznaje nasz rozmówca. – Zresztą Murowana Goślina wspaniale podjęła to dziedzictwo. Od 10 lat realizuje, na zasadach dobrowolności jeśli chodzi o nauczycieli, program umuzykalniania, który stanowi rozwiązanie wręcz modelowe. W każdej szkole gminy dzieci grają na flażoletach, które znakomicie się tam przyjęły jako instrument. A samo granie łączy w sobie przyjemność z rozwijaniem kultury muzycznej i poznawaniem polskiego, regionalnego folkloru – dodaje.

W Wielkopolsce działa również Swarzędzka Orkiestra Flażoletowa. Powstała ona w 1996 r. i od początku istnienia wykonuje przede wszystkim utwory średniowieczne oraz wywodzące się z kręgu muzyki celtyckiej. Od 2005 r. uczestniczy też w tworzeniu oprawy muzycznej do inscenizacji „Oblężenie Malborka”, grając przed 60-tysięczną widownią. Obecnie liczy 44 osoby, a należą do niej zarówno dzieci z początkowych klas szkoły podstawowej, jak i studenci. Nie ma tu też, jak podkreśla jej założyciel, egzaminów wstępnych ani list obecności, a wszyscy grają po prostu dla przyjemności.


Wojciech Wietrzyński
wiceprezes Stowarzyszenia na rzecz Efektywnego Umuzykalniania, członek założyciel Polskiego Stowarzyszenia Muzyki Dawnej, twórca Swarzędzkiej Orkiestry Flażoletowej i ogólnopolskiego ruchu flażoletowego, w 2001 r. uhonorowany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego nagrodą Animatora Kultury

Muzykująca Polska

– Uważam, że warto wrócić w szkołach do starych, sprawdzonych metod uczenia muzyki, charakterystycznych dla amatorskiego muzykowania i dla muzyki tradycyjnej. Wtedy efekty byłyby znakomite. Są to bowiem sposoby opracowane dla ludzi, dla których muzyka stanowi tylko ich wewnętrzną potrzebę, spełnienie, a nie jest zawodem. Charakterystyczne są tu m.in. bardzo proste instrumenty czy tabulatura, czyli graficzne przedstawienie tego, co trzeba zrobić na instrumencie, żeby zagrać melodię (nie każdy musi znać nuty). Na początek to zupełnie wystarczy. Taki system stosują choćby Irlandczycy. W marcu 2005 r. wprowadzili oni obligatoryjnie flażolet dla wszystkich nauczycieli w programie „Muzyka jest dla wszystkich”. Badania wykazują też, że dziecko w Polsce w wieku lat ośmiu ma takie same predyspozycje muzyczne, jak dzieci w każdym innym kraju Europy Zachodniej. Natomiast z czasem niepielęgnowane są one coraz gorsze. Dlatego potrzebne jest jak najbardziej naturalne wychowanie muzyczne, o czym wspomniani Irlandczycy – od pokoleń muzykujący także w gronie rodzinnym, dla przyjemności wspólnego spędzenia czasu oraz wspólnego grania – już dawno wiedzą.

Mamy także polskie wzorce, z których można by korzystać, jak np. program „Śpiewająca Polska”, który rozwinął się z wprowadzonego we Wrocławiu w 2000 r. programu „Śpiewający Wrocław”. Ten z kolei, wspierany przez władze miejskie, zaowocował w ciągu pięciu lat powstaniem chórów w 40 szkołach. Przy dobrej woli władz miasta Poznania, mógłby też powstać program „Muzykujący Poznań”, a potem „Muzykująca Polska”. Ruch flażoletowy bowiem rozwija się w Polsce znakomicie. Sam instrument, jak i metoda są dobre, dzieci mamy takie same jak wszędzie, więc wcale nie musimy być gorsi od Irlandii.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki