Odzyskiwanie niepodległości przez opisywanie

W latach 80. ubiegłego wieku działało w naszym kraju ponad sto tysięcy tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. I choć minęło już ponad piętnaście lat wolnej Polski, trudno im po chrześcijańsku wybaczyć. Do dziś bowiem nie chcą ani przyznać się do winy, ani prosić o wybaczenie.



Wielokrotne próby ustawowego odtajnienia nazwisk TW przyniosły, jak do tej pory, nikłe...
Czyta się kilka minut

W latach 80. ubiegłego wieku działało w naszym kraju ponad sto tysięcy tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. I choć minęło już ponad piętnaście lat wolnej Polski, trudno im po chrześcijańsku wybaczyć. Do dziś bowiem nie chcą ani przyznać się do winy, ani prosić o wybaczenie.

Wielokrotne próby ustawowego odtajnienia nazwisk TW przyniosły, jak do tej pory, nikłe raczej efekty. Ustawodawca wciąż bowiem „nie może znaleźć” jednoznacznego sposobu ich ujawniania. Prawdopodobnie również dlatego, że tajni współpracownicy PRL-owskiej policji politycznej zasiadali w parlamencie i rządzie III Rzeczypospolitej. Piastowali ważne funkcje na różnych polach zaufania publicznego. Niektórych uznano nawet za autorytety moralne. Do dziś więc znajdują wielu „adwokatów”.

Od kilku lat wiele emocji budzi zdekonspirowanie, jako tajnych współpracowników, dwóch bardzo znanych działaczy podziemia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych z Małopolski: Lesława Maleszki i Kazimierza K. Ten pierwszy przez lata usiłował przedstawić siebie jako ofiarę. Ten drugi nie przyznaje się do winy i wystąpił z procesem przeciwko swoim oskarżycielom oraz… archiwalnym dokumentom. Co kilka miesięcy też wzmagają się dyskusje na ich temat. W miarę poznawania archiwów PRL wychodzi na jaw coraz więcej faktów z ich kolaboranckiej działalności. Nie wszyscy jednak wyciągają z nich te same wnioski.

Jedna z dyskusji, pod znamiennym tytułem „Zdrada – pamiętać czy wybaczać. Ketman i Monika – żywoty równoległe”, odbyła się w warszawskim domu literatów, przy udziale Janusza Kurtyki, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, i jego profesorów: Jerzego Eislera i Ryszarda Terleckiego oraz Ewy Zając i Henryka Głębockiego z IPN, autorów opracowania zatytułowanego: „Ketman i Monika – Żywoty równoległe”. Wśród słuchaczy dominowali dawni opozycjoniści.

Esbeckie autorytety

„Ketman” i „Monika” jeszcze kilka lat temu uchodzili za autorytety w wielu dziedzinach. „Ketman”, czyli Lesław Maleszka, uznawany był nawet za autorytet moralny. Na łamach „Gazety Wyborczej”, gdzie pracuje do dziś, wyznaczał standardy moralne i polityczne. Jednak dokumenty zgromadzone na temat jego działalności pokazały, że był człowiekiem głęboko amoralnym.

Lesław Maleszka, jak wynika z dokumentów, zwerbowany został do współpracy z SB w 1976 r., u samego początku działalności krakowskiej opozycji. Był współtwórcą Studenckiego Komitetu Solidarności. Później działał w małopolskiej „Solidarności”, zarówno w trakcie jej legalnego, jak i podziemnego czasu. Publikował w podziemnych pismach, m.in. w „Tygodniku Mazowsze”, „Arce” i wydawanym w Paryżu „Kontakcie”. Po 1989 r. był redaktorem „Czasu Krakowskiego”, „Gazety Krakowskiej” i wspomnianej „Gazety Wyborczej”. Internowany w tych samych ośrodkach co Henryk K. Również w tym samym czasie obaj dostawali przepustki na wolność.

Lesława Maleszkę tak charakteryzował jeden z jego przełożonych w Służbie Bezpieczeństwa w 1986 roku: „Jest bardzo sprytny, ale i bardzo ostrożny oraz podejrzliwy w realizacji przekazywanych mu zadań, zwłaszcza gdy postawione mu zadanie mogłoby go postawić w sytuacji grożącej dekonspiracją. Stąd jest szczególnie uczulony, gdy z postawionego mu zadania wynika konieczność nawiązania kontaktu z nieznaną mu osobą”.

Maleszka rozpracowywał SKS zarówno w Krakowie, jak i w innych miastach. Był on szczególnie niebezpieczny, bowiem już w 1977 roku, jak piszą w swej pracy historycy IPN Ewa Zając i Henryk Głębocki: „[…] służył SB nie tylko przekazując niezwykle szczegółowe informacje i biorąc udział w kombinacjach operacyjnych, ale – jak zresztą sam przyznaje – odgrywał rolę analityka na usługach SB, zajmującego się badaniem strategii i taktyki ugrupowań opozycyjnych. […] Z odnalezionych materiałów wynika, że Maleszka z własnej inicjatywy występował, jako analityk i doradca SB, proponując m.in. autorski program zwalczania opozycji PRL […]”. Proponował również „kompromitowanie biografii członów SKS na forum publicznym”. Do dziś nie wiadomo, czy nie doradzał, jak tych działaczy likwidować fizycznie. Nie jest jeszcze wyjaśniona rola Maleszki w zamordowaniu przez Służbę Bezpieczeństwa Stanisława Pyjasa. Wiadomo już natomiast, że zaraz po jego śmierci zaczął „rozpracowywać” jego rodzinę. Kontrolował także śledztwo prowadzone w tej sprawie przez kolegów zamordowanego, jak również przedstawicieli KOR.

O cynizmie i kłamstwach Maleszki, który przyznając się do współpracy z SB, „rzekomo napisał całą prawdę na łamach «Gazety Wyborczej»”, mówił też szef krakowskiego oddziału IPN, profesor Ryszard Terlecki. Nie wykluczył on przypadków ludzi, którzy złamani przez SB, podejmowali współpracę, lecz w odniesieniu do Maleszki takich „okoliczności łagodzących” nie znaleziono.

Legenda podziemnego drukarstwa

Inną postacią był Henryk K., pseudonim „Monika”. Absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego i funkcjonariusz milicji w latach 1976-1978. Współpracownik SB. Do niedawna jeszcze właściciel Oficyny Literackiej, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był współzałożycielem niemal całej podziemnej poligrafii w Krakowie. I jak podkreślają jego współpracownicy z podziemia, całą tę poligrafię kontrolował. A wraz z nim Służba Bezpieczeństwa. Jak piszą Zając i Głębocki: „TW Monika rozpoznawał struktury «Solidarności» od początku ich istnienia w Małopolsce, przekazując szczegółowe sprawozdania dotyczące zwłaszcza wszelkich personalnych podziałów i konfliktów, które SB mogła wykorzystać do ich dezintegracji. Sprzyjało temu ulokowanie w newralgicznym miejscu – poligrafii, przez którą przechodziło wiele spraw związanych z Solidarnością i innymi ugrupowaniami opozycyjnymi. […] Pozycja Moniki wśród wydawców drugiego obiegu umożliwiała także wykorzystanie go do operacji SB poza granicami PRL […] Dzięki posiadanym kontaktom z emigracyjnymi ośrodkami wspierającymi […] w kraju wykorzystywany był m.in. do rozpoznania kanałów przerzutu pomocy dla opozycji PRL oraz przyjmowania transportów ze sprzętem poligraficznym przemycanym do Polski”. Również pieniędzy przeznaczanych dla opozycji, które wzbogacały konto MSW, jak i prywatne konta funkcjonariuszy.

Karty rejestracyjne nie zaginęły

Jednym z zasadniczych wątków, jaki pojawiał się w warszawskiej dyskusji, była próba opisu trwającej w Polsce dysputy na temat tajnych współpracowników. Profesor Jerzy Eisler zauważył, że najwięcej jest obrońców tych, którzy zdradzili, jak również oskarżeń pod adresem tych, którzy ich ujawniają. Ujawniający nazywani są przy tym „oszołomami”, niepotrafiącymi wybaczyć ludziom zaplątanym niegdyś we współpracę z SB. Według Ewy Zając, współautorki pracy o tajnych współpracownikach, zadaniem historyków jest „przeniesienie pamięci, natomiast wybaczenie należy do ludzi, którzy zostali skrzywdzeni przez tajnych współpracowników”. Zaznaczyła również, iż aby wybaczyć, trzeba też wiedzieć komu. I właśnie zadaniem badaczy jest do tego dotrzeć. Zapewniła, że nie są zgodne z prawdą twierdzenia niektórych polityków i dziennikarzy o rzekomej niemożności dotarcia do prawdy z powodu zniszczenia dokumentów. Jak wyjaśniła, „tajny współpracownik miał dwanaście kart rejestracyjnych”. I one nie zaginęły.

Również Henryk Głębocki zapewnił, że dojście do prawdy, choć żmudne, jest możliwe. Powołał się na przykład Maleszki, który przedstawiał siebie na łamach „Gazety Wyborczej” jako ofiarę SB. I nikt z dziennikarzy nie podjął się zweryfikowania jego oświadczeń, lecz „gdyby to zrobił, co było proste, to okazałoby się, że Maleszka kłamie”, stwierdził Głębocki. Okazuje się bowiem, na podstawie dokumentów, że ów rzekomo krzywdzony był jak najbardziej cynicznym zdrajcą, który za swoją zdradę brał pieniądze jeszcze w 1990 roku. I, podkreślał Głębocki, „trzeba pamiętać o tym, że nie była to tylko zdrada wobec grup. Tu chodzi o zdradę wobec narodu. Bowiem aparat represji i ci, którzy dla niego pracowali, robili to dla imperium sowieckiego. I rozliczanie tych spraw przez opisywanie jest odzyskiwaniem suwerenności, niepodległości”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2006