Florentyna i Jan Popielarzowie w 1936 roku ślubowali sobie miłość i wierność – potem była okupacja, lata reżimu komunistycznego, znojny trud na roli. W siwych włosach, spracowanych dłoniach i oczach często zachodzących łzami wypisana jest historia siedemdziesięciu lat wspólnego – sakramentalnego życia. Z tej okazji w ich domu została odprawiona 19 lutego specjalna Msza św., której przewodniczył proboszcz parafii NMP z góry Karmel – ks. Kazimierz Drapała. List z życzeniami i błogosławieństwem skierował do jubilatów biskup bydgoski Jan Tyrawa.
Dla 93-letniej Florentyny Popielarz tyle dziesiątek lat małżeńskiego życia to wielki dar. – Najważniejsze jest zawierzenie Bogu, któremu dzisiaj szczególnie dziękuję za to, że jeszcze żyjemy w zgodzie i spokoju. Ważne jest zrozumienie i cierpliwość.
Przewodniczący Eucharystii dziękczynnej ks. Kazimierz Drapała przyznał, że Popielarzowie są „szalenie pobożni”. – Taki jubileusz, na który już brakuje określenia, daje okazję, żeby ludziom głośno powiedzieć o świadectwie wzajemnej miłości. Kiedy modliliśmy się za nich podczas Mszy w kościele i padła liczba 70 lat – to wierni z niedowierzaniem kręcili głowami. W czasach moralnego nieładu jest to coś wielkiego.
Proboszcz przekazał na ręce jubilatów specjalny list od biskupa bydgoskiego, w którym czytamy: „Owa łaskawość i dobroć Boga objawiająca się w waszym życiu jest zapewne skutkiem waszego zawierzenia Bogu i tak wiernego przy Nim trwania”.
Ksiądz Dariusz Białkowski często zachodzi z kapłańską posługą do Florentyny i Jana. – Świadectwo ich wiary widzę w każdy pierwszy piątek miesiąca, kiedy razem się spowiadają, razem przyjmują Pana Jezusa i trwają jeden za drugiego. Oni żyją miłością i to widać – podkreśla. Jak przyznaje, takie małżeństwo to najlepszy przykład na dzisiejsze czasy. – Wielu rezygnuje, kiedy pojawiają się pierwsze problemy w małżeństwie. Młodzi uważają, że najlepszym rozwiązaniem jest separacja, rozwód… A to świadectwo wspólnego 70-letniego pożycia na dobre i złe, w chorobie i cierpieniu pokazuje, że siła płynie nie od nich, ale od Pana Boga.
Popielarzowie wychowali pięcioro dzieci, doczekali się 21 wnuków i tyle samo prawnuków. – Podziwiam ich zdrowie i zawierzenie Bogu – podkreśla syn Józef. Razem z żoną Ireną opiekują się rodzicami. – Troska o dzieci i wnuki, a do tego ciężka praca na roli. Za wszystko jesteśmy im wdzięczni – mówią.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









