Potulicki proboszcz raz w roku staje twarzą w twarz wobec najtragiczniejszej, najtrudniejszej historii. Za nami kolejne, dziewiąte już spotkanie Polaków i Niemców byłych więźniów dwóch, funkcjonujących po sobie ciężkich obozów karnych, miejsc kaźni.
...
Z księdzem dr. Wojciechem Necel TChr, proboszczem parafii pw. Zwiastowania NMP w Potulicach, rozmawia Adam Gajewski
Potulicki proboszcz raz w roku staje „twarzą w twarz” wobec najtragiczniejszej, najtrudniejszej historii. Za nami kolejne, dziewiąte już spotkanie Polaków i Niemców – byłych więźniów dwóch, funkcjonujących po sobie ciężkich obozów karnych, miejsc kaźni.
– Rzeczywiście, 16 września był znaczącym dniem. Ekumeniczne spotkanie modlitewne na tutejszym cmentarzu, potem uroczystość w szkole… Nie jest to jednak jedyny czas specjalnie poświęcony potulickiej martyrologii. Wiosną do wioski zjeżdżają ci, którzy doczekali wyzwolenia z obozu hitlerowskiego. Przyjeżdżają z całego regionu.
W roku 1940 Niemcy zakładają obóz tzw. Centrali Przesiedleńczej z ostrym regulaminem, podobnym obozom koncentracyjnym. Po wojnie, do roku 1950, istnieje Centralny Obóz Pracy dla ludności niemieckiej oraz polskich więźniów politycznych. Ze spokojnej wioski Potulice stają się miejscem cierpienia. W pewnej formie groza Potulic ciąży do dziś – wielu ludzi kojarzy miejscowość jedynie z zakładem karnym. Czy dla tutejszej społeczności nie stanowi to duchowego obciążenia?
– Coś z pewnością jest na rzeczy. W Potulicach bagaż trudnych doświadczeń mieszkańców jest spory. Niemal wszystkie rodziny, bezpośrednio lub pośrednio są związane z zakładem karnym, mężczyźni pracują na przykład jako strażnicy więzienni. To trudna praca, wiążąca się ze stresem, który trudno pozostawić za więzienną bramą. Mieszkańcy wsi mają historyczną świadomość cierpień, jakie dokonywały się tutaj w przeszłości. Znajdziemy w okolicy ludzi, którzy przeszli przez tutejszy hitlerowski obóz. Codzienne życie toczy się jednak swoim zwyczajnym rytmem… Tak musi być. Może socjolog mógłby dodać coś jeszcze. Na Uniwersytecie Jagiellońskim powinna niebawem ukazać się praca o Potulicach, w której napisałem artykuł: „Trud potulickiego pojednania”. Ten wątek jest wyjątkowym, ale i niebywale złożonym doświadczeniem naszej wspólnoty.
„Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – pisali do Niemców polscy biskupi. Czy to legendarne zdanie znajduje zastosowanie w Potulicach, w polsko-niemieckim dialogu?
– Mam to szczęście, iż znam w pewnym stopniu język niemiecki. Mogę więc bezpośrednio kontaktować się z dwoma stronami pojednawczych spotkań. Przychodzą Polacy, przychodzą Niemcy. I jedni, i drudzy dźwigają swoje doznania krzywd, tragedii. Płaczą. Chcą zrozumienia. Niekiedy trzeba jednak wyłożyć prawdy trudne; swego czasu, jako polski wicepostulator procesu beatyfikacyjnego kardynała Augusta Hlonda, musiałem podjąć polemikę z tezą o domniemanej przez Niemców „polonizacji” powojennych parafii na Pomorzu Zachodnim. Zapytałem wówczas: Czy po doświadczeniach wojny i okupacji, w sytuacji niepewnej, gdy władze w terenie, na zachód od Szczecina sprawowali podejrzliwi Rosjanie, polska ludność skupiłaby się wokół niemieckiego księdza, nawet najbardziej świętego kapłana?! Podobnie mówię Niemcom, którzy przybywają do Potulic: Nie można liczyć na „bezbolesne” pojednanie, przebaczenie, zrozumienie. Jeśli osadzone za drutami dzieci widziały śmierć swoich bliskich, zaznały niewyobrażalnych cierpień, to trzeba im pozwolić na pamięć. Wam także pozwalamy, nie uchylając się od naszych win. Pojednania nie można budować sztucznie, na siłę. Nikt nie wie, kiedy wzajemne urazy zostaną rzeczywiście przezwyciężone. Pracujemy nad tym wśród starszego pokolenia, wśród mojego, wśród dzisiejszej młodzieży…
Rozmawiają z sobą ludzie z różnych kręgów kulturowych, różnych religii, bardzo ciężko doświadczeni. Są z pewnością różnice zdań.
– Oczywiście. I religia, i kultura znajdują tu swoje odbicie. Docelowe przebaczenie win zdarza się Polakom i Niemcom różnie rozumieć. Dla naszych gości „przebaczyć” znaczy częstokroć zapomnieć. Ja rozumiem to inaczej: „Trzeba pamiętać, aby przebaczyć”. Nie chodzi tylko o osoby, które były tu więzione. Przebaczenie musi stać się lekcją dla wszystkich, także dla przyszłych pokoleń.
Dyskusje, nawet te najtrudniejsze, toczą się częstokroć u mnie, na plebanii. Ożywają trudne wspomnienia. Od jakiegoś czasu zachęcam byłych polskich więźniów do spisywania relacji. Niech powstanie z nich książka. Niemcy mają już podobne wydawnictwa, zestawili indeksy nazwisk. Uczmy się od nich. Dialog historyczny winien opierać się na dokumentach, na słowie pisanym.
Jak wygląda Księdza posługa duszpasterska przy potulickich spotkaniach Polaków i Niemców?
– Zadanie duszpasterza jest oczywiste: być z ludźmi, koić ból. Drzwi mieć otwarte dla jednej i drugiej strony. Modlić się za jednych i drugich. Nie rozstrzygać, nie próbować przeważać szali. Należę do pokolenia, które nie doświadczyło wojennych cierpień, nie mogę więc rozwiązywać czegokolwiek za żyjących jeszcze świadków. Ci, którzy tutaj przyjeżdżają, grozy obozu doświadczyli jako dzieci – całe życie zmagali się i wciąż zmagają z przeszłością. Proszą o opiekę duszpasterzy i otrzymują ją. Wciąż mam w pamięci piękną scenę, jaka wydarzyła się w Auschwitz-Birkenau, w czasie niedawnej pielgrzymki Papieża Benedykta XVI do naszego kraju. Wtedy wszystkich zelektryzowała tęcza, która pojawiła się na niebie. Czasem wystarczy milczenie, modlitewne skupienie w miejscu najtragiczniejszym. Bóg dokonuje reszty.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













