Był listopad 1965 roku. Trwający od ponad trzech lat Sobór Watykański II zmierzał ku zakończeniu, które nastąpiło 8 grudnia. Ogłaszane były tak nieoczywiste na ówczesne czasy dokumenty, jak Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate (opublikowana 28 października). 18 listopada, w dniu przedostatniej, ósmej sesji Soboru, w czasie której przyjęto Konstytucję dogmatyczną o Objawieniu Bożym Dei verbum oraz Dekret o apostolstwie świeckich Apostolicam actuositatem, światło dzienne ujrzał jeszcze jeden dokument.
Nie przegłosowali go ojcowie soborowi, nie ma pod nim podpisu papieża Pawła VI, ale bezsprzecznie jest z Vaticanum II ściśle związany. Świadczy o tym nie tylko formuła powitalna: „Przewielebni Bracia Soborowi” i pierwszy akapit, wskazujący, że jego autorzy chcą zdążyć ze swym przekazem przed zamknięciem soborowych obrad. Potwierdza to stwierdzanie: „Właśnie w czasie Soboru wydaje nam się nakazem chwili, abyśmy zaczęli dialog na pasterskiej platformie biskupiej”. Również finałowe sformułowanie, to które przeszło do annałów i do cywilizacyjnego dorobku ludzkości, a najczęściej cytowane jest niedokładnie, również na soborowy kontekst wskazują. „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” – napisali autorzy tekstu. Tak sześćdziesiąt lat temu pisali polscy biskupi do niemieckich.
Dziedziczna sąsiedzka wrogość
Długie pismo, znane dzisiaj jako orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich, jest w swej istocie rozbudowanym listem zapraszającym do udziału w uroczystościach kościelnych Millennium chrztu Polski, będącego jednocześnie Tysiącleciem jej narodowego i państwowego istnienia. Kulminację obchodów zapowiedziano na początek maja 1966 roku. Niejako uzasadnieniem tego zaproszenia jest długa opowieść o dziejach Polski, rozwijającego się w niej chrześcijaństwa, z naciskiem na relacje polsko-niemieckie przez wieki. Relacje, które – jak stwierdzili polscy biskupi – „nie zawsze pozostały owocne, a w ostatnich stuleciach przekształciły się w swego rodzaju dziedziczną wrogość sąsiedzką”.
Patrząc z perspektywy osiemdziesięciu lat od zakończenia II wojny światowej, można i trzeba zadawać pytanie, czy rok 1965, a więc zaledwie dwie dekady po pokonaniu hitlerowskich Niemiec, to dobry moment na tak radykalne gesty i deklaracje, jak te zawarte w piśmie polskich hierarchów do ich niemieckich odpowiedników. Pytanie jest tym bardziej zasadne, że w ostatnich latach nie brakuje w naszym kraju polityków, którzy w kontekście stosunków z naszym zachodnim sąsiadem kwestie związane z drugą wojną światową wciąż uważają za otwarte i wymagające konkretnych działań.
Nie chcemy wyliczać wszystkiego
Polscy biskupi zdawali sobie sprawę, że upłynęło niewiele czasu od zakończenia czegoś, co rozpętało się nad narodem polskim bez jego winy, „co eufemistycznie nazywa się drugą wojną światową, co jednak było dla nas, Polaków, pomyślane jako akt totalnego zniszczenia i wytępienia”. Pisząc o „niemieckiej okupacji”, porównali ją do strasznie ciemnej nocy, jakiej „nie doznaliśmy od pokoleń”. Przypomnieli tylko niektóre okropności i straty, jakich doznała Polska i żyjący w niej Kościół. „Nie chcemy wyliczać wszystkiego, aby na nowo nie rozrywać niezabliźnionych jeszcze ran” – wyjaśnili, wskazując, że mieli do czynienia z „tak świeżą przeszłością”.
Czytając po sześciu dekadach orędzie polskich hierarchów z 18 listopada 1965 roku, trzeba zwrócić uwagę na komentarz, jakim opatrzyli oni przypomnienie niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej. „Drodzy Bracia niemieccy, nie bierzcie nam za złe wyliczanie tego, co wydarzyło się w ostatnim odcinku czasu naszego tysiąclecia. Ma to być nie tyle oskarżenie, co raczej własne usprawiedliwienie” – uzasadnili, przywołując znane przejawy oporu Niemców wobec hitlerowskich władz. Przyznając, że ówczesna sytuacja była obciążona niemal beznadziejnie przeszłością, apelowali: „Żadnej polemiki, żadnej dalszej zimnej wojny, ale początek dialogu, do jakiego dziś dąży wszędzie Sobór i Papież Paweł VI”.
Staramy się zapomnieć
To nie wszystko. W orędziu dwa razy pojawia się temat… zapomnienia. Po wyliczeniu części zbrodni, krzywd i strat spowodowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej, polscy biskupi napisali: „Staramy się zapomnieć. Mamy nadzieję, że czas – ten wielki boski kairos – pozwoli zagoić duchowe rany”. Drugi raz właśnie w nawiązaniu do sytuacji „obciążonej niemal beznadziejnie przeszłością”, zwrócili się do adresatów swego pisma: „właśnie w tej sytuacji, czcigodni Bracia, wołamy do Was: próbujmy zapomnieć”.
Trudno dziś przecenić znaczenie takiego wydawałoby się wręcz nierealnego podejścia do historii, bólu, cierpień we wzajemnych relacjach między narodami i wspólnotami wyznaniowymi w nich funkcjonującymi. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że dwukrotne wspomnienie o potrzebie zapomnienia poprzedziło deklarację „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. W takiej logice zawarta jest radykalna zmiana sposobu myślenia nie tylko o możliwości dialogu, ale również pojednania. Zmiana daleko wykraczająca poza tradycyjne i powszechne (nie tylko w Polsce) spojrzenie na pamięć oraz przebaczenie.
Negacja faktów z przeszłości?
Nie tylko Prymas Tysiąclecia bł. kard. Stefan Wyszyński jasno stwierdził, że „przebaczyć” nie znaczy „zapomnieć”, o czym wspomina dostępny na stronach Instytutu Pamięci Narodowej artykuł Joanny Lubeckiej poświęcony „Rozczarowującej odpowiedzi niemieckich biskupów na list biskupów polskich”. Również św. Jan Paweł II wyjaśniał, że chrześcijańskie przebaczenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem (mówił o tym m.in. w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański 29 marca 1998 roku).
Zawarte w liście biskupów polskich do niemieckich słowa o zapominaniu wydają się sprzeczne z samą treścią dokumentu, który w ogromnej części jest wielostronicowym przypomnieniem tysiącletniej historii Polski i relacji polsko-niemieckich. Nie chodzi więc o odrzucenie pamięci, ignorowanie historii czy negację faktów z przeszłości. Raczej istota rzeczy kryje się w czymś, co można nazwać „sposobem pamiętania”. Zakłada on obustronną dobrą wolę, dzięki której „poważny dialog musi się udać i z czasem wydać dobre owoce, mimo wszystko, mimo «gorącego żelaza»”.
Z Rosjanami, z Ukraińcami...
Zaprezentowana w orędziu z 18 listopada 1965 roku trudna i wymagająca propozycja patrzenia na historię w relacjach międzynarodowych ma wymiar ponadczasowy i trudno się dziwić, że weszła do ogólnoludzkiego dziedzictwa. Warto też pytać, czy taka logika może zostać zastosowana przez Kościół w Polsce w odniesieniu do innych narodów, z którymi wciąż mamy niewyrównane rachunki krzywd, pełne okrutnych doświadczeń i przekazywanej z pokolenia na pokolenie pamięci traumatycznych przeżyć i ogromnego cierpienia.
Były takie próby. 17 września 2006 roku abp Józef Życiński apelował w Lublinie, aby pamięć o wydarzeniach 17 września 1939 roku i zbrodni w Katyniu łączyć z pojednaniem i przebaczeniem wobec Rosjan. Niespełna cztery lata później, w marcu 2010 roku, abp Józef Michalik informował, że powstanie list w sprawie pojednania polsko-rosyjskiego na wzór tego, jaki skierował polski episkopat do biskupów niemieckich. We wrześniu 2012 roku w polskich kościołach odczytywano dokument o pojednaniu narodów Polski i Rosji, który 17 sierpnia podpisali przewodniczący KEP abp Józef Michalik i patriarcha Moskwy i całej Rusi Cyryl I.
Coraz częściej słychać sugestie, aby również w relacjach polsko-ukraińskich odwołać się do logiki zaproponowanej sześć dekad temu przez polskich biskupów ich niemieckim współbraciom. „«Przebaczamy i prosimy o przebaczenie» to jedyna recepta na pojednanie polsko-ukraińskie” – stwierdził w orędziu ogłoszonym 16 października 2024 roku arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk, zwierzchnik Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-ukraińskiego. „Polska i Ukraina muszą wreszcie odpowiedzieć nawzajem: przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – mówił 3 maja 2023 roku na Jasnej Górze ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Czy ponadczasowa, radykalna myśl o możliwości dialogu i pojednania opartego na wzajemnym przebaczeniu i nie traktowaniu pamięci o przeszłości jako nieustannej okazji do rozdrapywania ran, zawarta w orędziu z 18 listopada 1965 roku, faktycznie znajdzie tu zastosowanie? Wymaga to dziś nie mniejszej odwagi i podjęcia ryzyka niż wtedy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














