Logo Przewdonik Katolicki

Niech żyje wolność?

Natalia Budzyńska
Fot.

Fakt, że Roger Waters znany ze swych lewicowych poglądów stworzył operę Ça Ira, mnie nie dziwi, ale że władze Poznania uczyniły z tego główny punkt obchodów 50-lecia wydarzeń czerwcowych, uważam za skandal. Okrzyki na cześć Komuny Paryskiej na tle powiewających czerwonych flag, patos oraz koszmarny infantylizm w warstwie tekstowej i obrazowej, połączony z nieznajomością...

Fakt, że Roger Waters znany ze swych lewicowych poglądów stworzył operę „Ça Ira”, mnie nie dziwi, ale że władze Poznania uczyniły z tego główny punkt obchodów 50-lecia wydarzeń czerwcowych, uważam za skandal.

Okrzyki na cześć Komuny Paryskiej na tle powiewających czerwonych flag, patos oraz koszmarny infantylizm w warstwie tekstowej i obrazowej, połączony z nieznajomością historii, bardzo się podobał wielotysięcznej widowni zgromadzonej na terenie Targów Poznańskich. Tłumowi – jak wiadomo – wystarczą igrzyska: wspaniałe światła, lasery i sztuczne ognie, muzyka i znane nazwiska.

Waters wichrzyciel
Po spektaklu prasa ograniczyła się do publikacji atrakcyjnych fotografii i podania różnych statystyk: ilu solistów, ilu chórzystów, ilu członków orkiestry, ilu statystów i ilu widzów. Mam jednak nadzieję, że wiele z tych osób, podobnie jak ja, przecierało oczy ze zdumienia i nijak nie mogło znaleźć punktu stycznego pomiędzy rewolucją francuską a powstaniem poznańskim 1956 r.

O warstwie muzycznej opery „Ça Ira” nie będę się wypowiadać, chciałabym tylko nadmienić, że jest nudna i przewidywalna, a w połączeniu z tekstem trudna do zniesienia. Wprawdzie autorem libretta jest Etienne Rady-Gil, to jednak sam Waters dodał bardzo wiele od siebie. Na przykład jego autorstwa są wszystkie narracje poprzedzające główne sceny oraz cała postać wichrzyciela – jak sam się przyznawał, jemu najbliższa.

Autorzy inscenizacji podkreślali uniwersalizm opery, rewolucję francuską traktując tylko jako inspirację i pretekst do rozważań na temat wolności. – Nie mam zamiaru przygotować spektaklu wyłącznie o rewolucji francuskiej, bo nie jest ona dziś ludziom emocjonalnie bliska. Chcę opowiadać o rewolucjach w różnych czasach jako o sposobach na poprawienie świata, a także o demonach, które mogą budzić – zastrzegał się przed premierą Janusz Józefowicz, reżyser i choreograf. Dobrej myśli był także Marek Szpendowski, producent widowiska: – Tak wielkie przedsięwzięcie sceniczne będzie znakomitym nawiązaniem do wypadków czerwcowych. To przecież po raz pierwszy w tej części Europy upomniano się o wolność i prawa obywatelskie.

Zastanawiam się, czy pan Szpendowski naprawdę nie widzi różnicy między tym, co wywalczyła i co zapoczątkowała rewolucja francuska, matka rewolucji bolszewickiej, której owoce zbieraliśmy w naszym kraju do niedawna, a która i dziś jeszcze potrafi zatruwać nasze umysły?

Wolność bez Boga
Januszowi Józefowiczowi w ogóle nie udało się pokazać zła, jakie ona ze sobą przyniosła, zła, które odczuwali na własnej skórze polscy robotnicy z 1956 roku. To zło polegało na odrzuceniu Boga, bez którego nie ma wolności, równości i braterstwa, co pokazała historia i o czym wiedzieli bohaterowie Czerwca ’56.

Józefowiczowi nie mogło się to udać, bo opera Watersa mówi o czym innym. Dzięki temu widzieliśmy papieża i biskupów ustylizowanych niczym z berlińskiej love parade, apoteozę czerwonej flagi, usprawiedliwienie dla mordowania i kompletny pompatyczny chaos treściowy. Tytuł tej „wspaniałej” opery: „Ça Ira”, to tytuł popularnej francuskiej pieśni rewolucyjnej, której pierwsze dwa wersy po polsku brzmią tak: „A więc niech tak się stanie (tak będzie), Arystokraci na latarnie!”. Tym tonem mówiła do nas, Polaków, ustanowiona przez Sowietów władza. Władze Poznania już tego chyba nie pamiętają.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki