Logo Przewdonik Katolicki

Auschwitz - reaktywacja

Bogna Białecka
Fot.

O co cała ta heca? Wpierw nasi posłowie robią z siebie buraków, protestując przeciw finansowaniu badań nad komórkami zarodkowymi przez UE, teraz klechy znów mącą, że pobieranie komórek macierzystych bez niszczenia embrionów jest też ble? Protesty przeciw badaniom, które będą ratować miliony istnień są po prostu żenujące, cała polska zaściankowość i słoma...

„O co cała ta heca? Wpierw nasi posłowie robią z siebie buraków, protestując przeciw finansowaniu badań nad komórkami zarodkowymi przez UE, teraz klechy znów mącą, że pobieranie komórek macierzystych bez niszczenia embrionów jest też « ble»? Protesty przeciw badaniom, które będą ratować miliony istnień są po prostu żenujące, cała polska zaściankowość i słoma nam z butów wychodzi!” – to komentarz pewnego mojego znajomego na temat gorącego ostatnio tematu „etycznych” badań nad komórkami macierzystymi. I, niestety, wypowiedź ta dobrze oddaje wyobrażenia i wiedzę przeciętnego Polaka.

Aby zrozumieć, o co naprawdę toczy się spór, należy wpierw oddzielić określenia „medialne” od faktów.

Podstawowa prawda to fakt, iż człowiek powstaje w momencie zapłodnienia jajeczka przez plemnik. W tym momencie powstaje unikalny kod genetyczny, który potrzebuje jedynie czasu i odpowiedniego środowiska, by wyrosnąć na dorosłego człowieka. Gdybyśmy go potrafili odczytać, wiedzielibyśmy, jak będzie wyglądać to „zapłodnione jajo” – czy będzie blondynem, czy brunetem; jaki będzie mieć temperament, jaką inteligencję? Tak więc podstawowym błędem powielanym przez szkoły medyczne są nazwy: „zarodek, embrion, płód”. Poszanowanie faktów medycznych wymaga stosowania pojęć: „człowiek w zarodkowym, embrionalnym, płodowym stadium rozwoju”. I ten człowiek nie ulega „destrukcji”, lecz – nazywajmy rzecz po imieniu – zostaje uśmiercony.

W procedurze zapłodnienia in vitro powołuje się do życia wiele istnień ludzkich, jednak w rezultacie tylko jednemu pozwala się rozwijać i narodzić. Tak samo jest ze sprawą pobierania komórek macierzystych od dzieci w zarodkowym stadium rozwoju bez ich uśmiercania – dzieci żyją nadal, lecz są wykorzystywane w celach eksperymentów medycznych. Są od nich pobierane komórki, lecz im samym nigdy nie zostanie dana szansa na normalny rozwój i narodziny. A gdyby jednak pozwolono się im normalnie rozwijać i urodzić? William Hurlbut, profesor z Uniwerystetu w Stanford i członek Prezydenckiej Komisji Bioetyki (USA), zwraca uwagę w wywiadzie dla „Neewsweeka”, że budzące medialną sensację badania nie uwzględniają wpływu pobrania komórek na tak wczesnym stadium rozwoju dla zdrowia dziecka, które może się narodzić. Pogwałca więc to przysięgę Hipokratesa – by nie szkodzić ludzkiemu zdrowiu.

Dehumanizacja: gorsze niż aborcja
Pomysł „etycznych” sposobów pobierania komórek od kilkudniowych istot ludzkich jest niezadawalający nawet dla jego twórców. Dr Rober Lanza z firmy, która dokonała pobrania komórek bez uśmiercania dawcy, stwierdza, że proces jest niezwykle trudny technologicznie. Nie wiadomo też ile istnień zostało unicestwionych, zanim otrzymano pozytywny wynik. Badacze przyznają, że jest to próba obejścia obowiązującego w USA zakazu badań nad zarodkowymi komórkami macierzystymi. Dlatego nie ma się co łudzić, że np. naukowcy w UE przestawią się z łatwiejszych technologicznie badań nad komórkami pochodzącymi z uśmierconych embrionów na „etyczne”.

Dr Stith, amerykański prawnik, uważa, że destrukcja ludzkich embrionów w celu uzyskania komórek macierzystych jest procederem gorszym niż aborcja. W czasie aborcji rodzice zabijają nienarodzone, zależne od nich dziecko, które są moralnie zobligowani do urodzenia i wychowania. Jednak często matce towarzyszą uczucia desperacji i paniki. Czuje się przestraszona, boi się przyszłości, została porzucona przez kogoś, komu ufała itp. Tymczasem naukowiec, prowadzący badania nad zarodkowymi komórkami macierzystymi, nie ma nawet takiego dylematu moralnego. Jego celem jest zniszczenie życia w celu uzyskania komórek. Naukowiec nie mówi: „w innych okolicznościach pozwoliłbym dziecku żyć”. W dodatku dąży do tego, by unicestwianie życia ludzkiego na potrzeby eksperymentów naukowych dokonywało się za publiczne pieniądze.

Badania te są gorsze od aborcji jeszcze z jednego, zasadniczego powodu. Nawet najwięksi zwolennicy aborcji posługują się hasłem: „Każde dziecko – chciane”. Co oznacza, że nawet oni uznają człowieczeństwo dziecka poczętego. W badaniach nad zarodkowymi komórkami macierzystymi następuje całkowite odczłowieczenie poczętego dziecka. Rodzice, oddając żyjące ludzkie embriony na potrzeby nauki, nie tylko nie uznają ich za swoje, chciane dzieci, lecz traktują je jak rzeczy, ewentualne „części zapasowe”. Poczęte dziecko staje się przedmiotem, zasobem, który zostaje oszacowany i skonsumowany. Zostaje poniżone przed śmiercią. Nie ma większego możliwego pogwałcenia ludzkiej godności.

Nie leczenie, lecz eksperymenty na ludziach
A jak wygląda rzeczywistość potencjału leczniczego będącego wynikiem tych badań? Według „New York Timesa” duża liczba naukowców prowadzących badania nad zarodkowymi komórkami macierzystymi przyznaje, że napotyka ogromne problemy z wykorzystaniem ich w celach leczniczych. Najbardziej optymistyczne szacunki to pięć lat intensywnych badań, zanim przyniesie to jakiekolwiek rezultaty. Bardziej realistyczny termin to co najmniej dziesięć lat. Dlatego postulują zmianę priorytetów – przestawienie uwagi raczej w kierunku lepszego poznania biologii człowieka i natury chorób.

„Biologia komórek macierzystych jest dziedziną mającą odniesienia do wielu rzeczy, dziejących się w biologii” – mówi dla „New York Timesa” John D. Gearhar, ekspert od komórek macierzystych Uniwersytetu Johna Hopkinsa. „Osobiście czuję, że najpiękniejsze w tych komórkach jest to, że nauczymy się wiele więcej na temat ludzkiej biologii i procesów chorobowych, a taka informacja będzie ważniejsza niż komórki same w sobie”.

Ta wypowiedź jest potwierdzeniem obaw wyrażanych przez wielu naukowców i bioetyków sprzeciwiających się tym badaniom. Ostrzegają oni, że badania takie nie przyniosą praktycznych korzyści pozwalających na leczenie chorób, lecz są po prostu próbą uruchomienia zasady „ruchomego horyzontu”, czego rezultatem będzie powrót do eksperymentów na ludziach, takich, jakie miały miejsce w obozach koncentracyjnych w czasie drugiej wojny światowej.

A można inaczej...
Najgorsze jest jednak to, że w czasie wielkiej dyskusji dokonuje się przekłamań danych medycznych, ponieważ istnieją dwie, niebudzące zastrzeżeń etycznych alternatywy – badania nad komórkami macierzystymi pochodzącymi z krwi pępowinowej dziecka już narodzonego oraz nad komórkami uzyskiwanymi od żyjących osób dorosłych.

Dr Peter Hollands, znany angielski badacz i jeden z pionierów badań nad komórkami macierzystymi, twierdzi: „Postępy w badaniach nad komórkami macierzystymi pochodzącymi z pępowiny jednoznacznie wykazują, iż badania nad komórkami pochodzącymi z embrionów stają się zbędne” (z wywiadu z dr. Hollandsem, opublikowanym 23 sierpnia na lifeSite.News.com).

Jednak nie jest to jedyne źródło tych cennych komórek, ponieważ można je pozyskiwać też od osób dorosłych. Wokół tych badań narosło niestety najwięcej mitów, powtarzanych nawet przez lekarzy i naukowców. Koronnym argumentem, używanym przez zwolenników pobierania komórek od dzieci w embrionalnym stadium rozwoju, jest twierdzenie: „Zarodkowe komórki macierzyste mogą przekształcić się w każdą dowolną komórkę ciała”. To prawda, jednak aby to się stało, niezbędnych jest dziewięć miesięcy rozwoju płodowego. Co więcej, komórki macierzyste dojrzewające in vitro mają tendencje do bycia niestabilnymi genetycznie oraz do anormalnego funkcjonowania. Nie powinno to specjalnie dziwić, skoro nawet dzieci poczęte in vitro, które jednak cały okres płodowy dojrzewają w łonie matki, są bardziej narażone na choroby genetyczne niż poczęte drogą naturalną.

Na tym jednak nie kończą się problemy z zarodkowymi komórkami macierzystymi. Ponieważ przeznaczone są do funkcjonowania w ludzkim embrionie, są tym samym niekompatybilne z dorosłymi tkankami. Z tej racji, że mają kod genetyczny odmienny od kodu pacjenta, system immunologiczny je odrzuca. A gdy doda się do tego zawrotną szybkość ich wzrostu, rezultatem może być formowanie guzów rakowych, jeśli komórki te zostaną wszczepione dorosłym. Dlatego muszą zostać doprowadzone do stadium płodowego przed wszczepieniem dorosłemu pacjentowi.

Okazuje się więc, że wiodące hasło mediów: „Badania pozwolą na ratowanie milionów istnień ludzkich” jest jedynie chwytliwym hasłem marketingowym lub objawem niemającego pokrycia w rzeczywistości optymizmu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki