Logo Przewdonik Katolicki

Bydgoski Wrzesień 1939

Adam Gajewski
Fot.

Tysiące bydgoszczan dotknął i nadal dotyka ból krwawych dni okupacji. 7 czerwca 1999 roku Ojciec Święty Jan Paweł II, stojąc na bydgoskiej ziemi, pochylił się szczególnie nad ich losem. Nad losem męczeńskiego miasta nad Brdą. Papież powiedział: Bydgoszcz została naznaczona szczególnym znamieniem prześladowania dla sprawiedliwości. [] Symbolem tego męczeństwa...

Tysiące bydgoszczan dotknął i nadal dotyka ból krwawych dni okupacji. 7 czerwca 1999 roku Ojciec Święty Jan Paweł II, stojąc na bydgoskiej ziemi, pochylił się szczególnie nad ich losem. Nad losem męczeńskiego miasta nad Brdą.

Papież powiedział: – Bydgoszcz została naznaczona szczególnym znamieniem prześladowania dla sprawiedliwości. […] Symbolem tego męczeństwa jest Stary bydgoski Rynek. Innym tragicznym miejscem jest tak zwana Dolina Śmierci w Fordonie. [...] Śmierć w obozach koncentracyjnych poniosło wielu ludzi związanych z tym miastem i z tą ziemią. Jeden Bóg zna dokładnie miejsca ich kaźni i cierpienia. W każdym razie moje pokolenie pamięta bydgoską niedzielę 1939 roku”.

Wraz z odejściem pokolenia Karola Wojtyły troska o pamięć staje się zadaniem dla każdego z nas.

Opowieść dla wnuka
Prace historyków, bogata literatura, tworzone od dziesięcioleci syntezy, także polemiki naukowe to nie wszystko. Bydgoski Wrzesień „nosi się” w sercu. Jego pierwszy, osobisty obraz przekazali mi dziadkowie, mieszkańcy Szwederowa. Ta dzielnica wycierpiała wiele. 3 i 4 września, w godzinach walki z hitlerowską dywersją, „dostarczyła” pełnych bitewnej brawury rezerwistów, kolejarzy, harcerzy. Krwawo za to zapłaciła. Nie przypominam sobie, aby „starzy szwederowiacy” mogli przejść bez chwili zadumy obok pomnika przy tamtejszej parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy, wzniesionego ku czci ofiar hitlerowskiego odwetu. Od babci i dziadka usłyszałem też słynną i piękną bydgoską opowieść o krwawym nieznikającym śladzie uczynionym dłonią uśmierconego na Starym Rynku kapłana.

Sceptycy i wyznawcy
Niektórzy wolą mówić ostrożnie – legenda, podanie. Dla wielu to jednak relacja cudu. Sceptycy lubią podkreślać niejasności, rozbieżności. – Przecież raz wspomina się o rozstrzeliwanych misjonarzach, ks. Szarku i ks. Wiórku, kiedy indziej o ks. Jakubowskim. Ktoś twierdzi, że ksiądz odcisnął na murze dłoń zwilżoną olejem świętym, inni donoszą o plamie krwi. Ściana muzeum czy ściana kościoła? – padają pytania. Lata płyną – polemika staje się coraz trudniejsza. Ale są i porażające fakty, których nie da się podważyć. One tworzą ważne tło tej opowieści: hitlerowska kaźń miasta nad Brdą, staromiejskie egzekucje z 9 i 10 września były pierwszymi tak masowymi, publicznymi mordami bezbronnych cywilów, dokonanymi przez Niemców w czasie II wojny światowej! Ta zbrodnia wołała o pomstę do nieba! Od początku na listach proskrypcyjnych widnieli też duszpasterze. Spis wojennych ofiar spośród lokalnego duchowieństwa jest długi. Najzupełniej realny był również bezprecedensowy akt okupacyjnego wandalizmu – wyburzenie całej ściany Starego Rynku, między innymi z kościołem katolickim, muzeum miejskim, bankiem... Ówcześni bydgoszczanie nie tłumaczyli sobie tego postępku inaczej, jak tylko wyrazem bezsiły hitlerowców w zmaganiach z niezwykłym znamieniem na ścianie śmierci! Znak ręki pozostawał dla sterroryzowanych ofiar symbolem ciągłej obecności Bożej, dla katów stanowił zaś wyzwanie, nieustanne memento...

Gestapo cudu nie lekceważyło, nakazując wystawić przy murze stały wojskowy posterunek. To kolejny potwierdzony fakt.

Ani wapnem, ani kilofem
Wydane w roku 1945 „Materiały do badania zbrodni hitlerowskich na Pomorzu” zawierają opis niezwykłych wydarzeń bydgoskich. Zanim okrzepnie komunistyczna cenzura, minie jeszcze kilka lat. Mogła się więc ukazać relacja:

„W atmosferze grozy, w momentach najtragiczniejszych narodziła się legenda męczeńskiej Bydgoszczy. Dziś, po latach nazywamy ją legendą, lecz wówczas była prawdą stwierdzoną przez tysiące świadków.
Kiedy na Starym Rynku rozstrzeliwano polskich zakładników, a wśród nich księży, jeden z tych misjonarzy miał się chwycić po otrzymaniu postrzału za pierś, a następnie słaniając się, oprzeć ręką o mur muzeum i na tym murze pozostawić krwawe ślady.

Ciała zabitych uprzątnięto.

Ślady krwi na bruku służba miejska miała rozkaz usunąć. Posypywano bruk wapnem i piaskiem i czyszczono czterokrotnie, zanim ślady rzezi usunięto.

Faktem jest, że na murze muzeum ślad krwawej ręki pozostawał. Na próżno wywabiano go chemicznie. Na próżno zamalowywano wapnem. Na próżno wyrąbano mur w kilku miejscach.

Ślad ręki występował wciąż na nowo i tysiące bydgoszczan podążały na to miejsce, by oglądać zjawisko.

W nocy podobno ślad promieniował fosforycznym światłem.

Władze niemieckie uznały te procesje Polaków na miejsce kaźni jako wrogą demonstrację. Trwało to tak długo, aż Niemcy ze sobie tylko znanych względów postanowili zburzyć gmach muzeum i kościół pojezuicki”. Tyle jedno ze źródeł.

Bydgoszczanie mówią
Szukamy bezpośrednich świadków lub też osób, którym bliska jest wojenna martyrologia Bydgoszczy. Jako redakcja diecezjalna pragniemy, aby tegoroczny wrzesień stał się raz jeszcze czasem wspomnienia o Bydgoskim Wrześniu 1939 roku. Rozpoczynamy dziś publikację cyklu „Świadectwa znad Brdy”. To nasza odpowiedź na słowa Papieża wypowiedziane w roku 1999.

Gestem dawano znaki

Interesuje się żywo tamtymi wypadkami. Służę m.in. kontaktem ze świadkiem – panią, która od strony ulicy Batorego, z symetrycznego punktu do miejsca egzekucji, widziała wraz z matką na Starym Rynku ks. Jana Jakubowskiego! Ona była wtedy małą dziewczynką – znała go z przygotowań do I Komunii Świętej. Ci świadkowie zawsze byli przekonani, iż ślad krwawej ręki wiązać trzeba z osobą tego kapłana.
Ja sam bywałem często w mieszkaniu ks. wikarego Wierzchowieckiego. Na początku wojny pozostał on na tutejszej plebanii. Księża mieli okna na wprost punktu, gdzie utrwalił się ślad ręki! Niełatwo było dokonać dokładnych oględzin, obserwacji. Był tak wielki strach, terror, że przechodnie starali się iść łukiem, ukradkiem obserwować mur. Gestapo baczyło, aby nikt nie podchodził. Co ja pamiętam? Na pewno była tam ciemna, krwawa plama. Ludzie pomimo strachu pokazywali sobie gestem, iż „odcisk” ciągle jest. Pamiętam też, że ślad dłoni zaczął być wykuwany. Skuto dość sporo tynku. Do cegły. Widziałem to. Miasto było przekonane o cudzie.

Ks. senior Zdzisław Lipiński, rocznik 1922. Niegdyś mieszkaniec Bydgoszczy. Jako harcerz – świadek walk bydgoskich 3 września 1939 r. W 1943 r. uwięziony przez Niemców. Obecnie kapłan emeryt. Mieszka w Gnieźnie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki