Logo Przewdonik Katolicki

Polskie prawo do chwały

Maciej Korkuć
Fot.

Od dłuższego już czasu powraca w dyskusjach publicznych temat wychowania patriotycznego i rozmowy o polityce historycznej. Sukces, jakim jest wybudowanie i działalność Muzeum Powstania Warszawskiego, pokazuje, że wspólne doświadczenie historyczne może być ważnym spoiwem łączącym zarówno lokalne społeczności, jak i cały naród. I wcale nie są do tego potrzebne administracyjne...

Od dłuższego już czasu powraca w dyskusjach publicznych temat wychowania patriotycznego i rozmowy o polityce historycznej. Sukces, jakim jest wybudowanie i działalność Muzeum Powstania Warszawskiego, pokazuje, że wspólne doświadczenie historyczne może być ważnym spoiwem łączącym zarówno lokalne społeczności, jak i cały naród.

I wcale nie są do tego potrzebne administracyjne nakazy. Wystarczy życzliwa opieka i mecenat ze strony władz lokalnych lub państwowych. Naprawdę uroczyste obchody kolejnych rocznic wybuchu powstania warszawskiego, jakie odbywają się od kilku zaledwie lat, są dowodem na to, że i w dzisiejszych czasach wspólna pamięć narodowa potrafi łączyć zupełnie różne pokolenia Polaków wokół tych samych wartości, którym służyli obrońcy Rzeczypospolitej i bohaterowie państwa podziemnego.

Na naszych oczach dopiero dzisiaj dokonuje się prawdziwy przełom w świadomości narodowej i historycznej.

Bez miejsca na prawdę
Po pustych i zakłamanych celebracjach „narodowych i rewolucyjnych” rocznic w okresie PRL, przyszedł czas na swoisty nihilizm w latach 90. Na komunistyczną indoktrynację i propagandową promocję fałszywych bohaterów (Dzierżyński, Marchlewski, Janek Krasicki itd.) i rzekomo wzniosłych wydarzeń (utworzenie PKWN, „wyzwolenie” Warszawy w 1945 roku) raczkująca III Rzeczpospolita nie odpowiedziała powrotem do prawdziwych bohaterów niepodległości. W powszechnej zbiorowej świadomości nie zagościli ani ochotnik pobytu w Auschwitz, rotmistrz Witold Pilecki, ani zamordowany przez komunistów szef Kedywu gen. Emil August Fieldorf, nie mówiąc już o bohaterach zbrojnego oporu przeciw komunizmowi, takich jak Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” czy Józef Kuraś „Ogień”. W sposób milczący uznano, że na wcześniejszą promocję zakłamania nie odpowiemy promocją prawdy, tylko brakiem promocji czegokolwiek. W praktyce sprowadzało się to do przemilczania naszych dziejowych dni chwały przy okresowym biczowaniu Polaków jako tych, co to „wcale nie tacy nieskazitelni” oraz „wcale nie tacy bohaterscy”.

Wypromowano absurdalny relatywizm, który powodował, że przy żądaniach likwidacji niemal każdego komunistycznego pomnika odzywał się chór obrońców świadectw „trudnej przeszłości”. Dzisiaj już niewielu pamięta, że nawet hasło usunięcia pomnika Dzierżyńskiego z postumentu na placu Bankowym w centrum Warszawy było wydarzeniem „kontrowersyjnym”, a sam pomnik ściągnięto pod pozorem przeprowadzenia jego… konserwacji, a nie likwidacji. Tyle że jak się okazało, wypełniona betonem metalowa powłoka w sposób malowniczy się rozpadła na oczach tłumu fotoreporterów. W ten sposób stała się symbolem polskiej „bezkrwawej rewolucji”, chociaż w rzeczywistości powinna być egzemplifikacją skutecznego hamowania prawdziwie niepodległościowych przemian.

W dużej mierze ten klimat współtworzyła mająca wówczas ogromną siłę rażenia opiniotwórcza „Gazeta Wyborcza”, która w latach 90. zajmowała się wykpiwaniem „zoologicznego antykomunizmu”. Na jej łamach synowie oficera Informacji Wojskowej (Włodzimierz Cimoszewicz) i komunistycznych aparatczyków (Adam Michnik) we wspólnym oświadczeniu ogłaszali narodowe pojednanie ponad podziałami historycznymi. Wielkie oskarżycielskie dyskusje toczono wokół „obojętności Polaków wobec Holocaustu” czy przemilczanej „tragedii wypędzenia Niemców”. Natomiast nieprzypadkowo przez ponad dziesięć lat nie było miejsca na z prawdziwego zdarzenia obchody rocznic powstania warszawskiego czy Bitwy Warszawskiej, nie wspominając już o piętnasto- czy dwudziestoleciu „Solidarności”. Wprawdzie niemal w każdym mieście przywrócono ulice Marszałka Piłsudskiego, ale w dziesiątkach miejscowości sąsiadowały one, i do dziś sąsiadują, z wciąż istniejącymi ulicami ku czci najzwyklejszych zdrajców Ojczyzny (Berling, Żymierski, Nowotko itd.).

Wzory dla pokoleń
Dzisiaj żywiołowa popularność Muzeum Powstania Warszawskiego w sposób naprawdę niezwykły dokonuje prawdziwego przełomu – przede wszystkim w świadomości młodego pokolenia. Nagle okazuje się, że nawet w kawiarnianej dyskusji można pospierać się o najnowszą historię i imponderabilia oraz postawić pytanie o dzisiejszy wymiar patriotyzmu. Muzeum potrafiło pokazać, jak ważne są dla świadomości narodowej miejsca, w których można bezpośrednio „dotknąć” atmosfery polskiej chwały (nawet tej tragicznej) i waleczności.

Wydawałoby się więc, że następny wielki projekt w postaci Muzeum Historii Polski, który będzie naturalnym, kolejnym krokiem w tym samym kierunku, spotka się z powszechnym poparciem. Tymczasem w rozlicznych komentarzach powraca atmosfera z lat 90. Znowu podniósł się chór „mędrców” dzielących włos na czworo, stawiających pytania, czy muzeum nie przekształci się czasem w placówkę fałszującą historię, bo będzie skupione tylko na pozytywnych aspektach naszych dziejów.

Te rozważania prowadzą w ślepą uliczkę. Miejscem szczegółowej analizy wszystkich aspektów narodowych dziejów mają być uniwersytety i instytuty naukowe. Muzeum to narodowa izba pamięci, a jego twórcy mają prawo pokazać właśnie to, czym możemy się pochwalić (a mamy czym!).

Z narodem jest jak z rodziną. W naszej pamięci i w rodzinnym archiwum szczycimy się Krzyżem Virtuti Militari naszego dziadka, a nie np. losami jego brata, który popadł w alkoholizm. To bynajmniej nie oznacza, że go z historii rodzinnej wymazujemy. On również ma miejsce w pamięci rodzinnej jako przestroga przed zmarnowaniem życia. Jednak wskazując na chwalebne pamiątki, pokazujemy następnym pokoleniom wzory do naśladowania. Nie tylko nie fałszujemy dziejów – mówimy raczej: Spójrz, tylko chwalebne jednostki mogą liczyć na dumną pamięć potomnych. Staraj się ich naśladować!

Jaruzelski z volksdeutschami
Gdybyśmy założyli Muzeum Polskiego Sportu, to czy ktoś dziwiłby się, że chcemy tam widzieć pamiątki po Kusocińskim, Szewińskiej, Kozakiewiczu, Orłach Górskiego czy Korzeniowskim? Czy ktoś uczyniłby zarzut, że nie będzie tam miejsca dla tych, którzy nigdy nie osiągnęli żadnych wyników?! Nie! Czy do muzeów sztuki są ściągane prace malarzy nieudaczników i pseudoartystów? Nie! Czy to fałszuje dzieje sztuki? Oczywiście, że nie!

Muzea i pomniki chwały lub ważnej dla naszych dziejów martyrologii to miejsca oddawania hołdu tym, którym jesteśmy winni podziw, uznanie i pamięć. Jeżeli ktoś kiedykolwiek będzie chciał stworzyć muzeum polskich zdrajców i zbrodniarzy – proszę bardzo: niech tam sąsiadują obok siebie targowiczanie z volksdeutschami, komuniści ze szmalcownikami. Niech się tam Jaruzelski spotka się z Dzierżyńskim, Nowotką, Gomułką i Bierutem. To też jest nasza historia i także warto o niej pamiętać, ale to nie znaczy, że mamy im na siłę wyznaczyć miejsce w zupełnie innej placówce – obok Jagiełły, Sobieskiego i Piłsudskiego.

Mamy się czym chwalić, ale często nie mamy o tym pojęcia. Kto z Polaków ma świadomość, że jednym z dwóch polskich dokumentów wpisanych na ONZ-wskie listy światowego dziedzictwa jest – obok 21 postulatów „Solidarności” – akt konfederacji warszawskiej z 1573? Kto w ogóle kojarzy, o co chodzi? Tymczasem każde polskie dziecko powinno znać historię o tym, jak w pogrążonej w rzeziach religijnych Europie szlachta polska włączyła do kardynalnych praw Rzeczypospolitej prawdziwą tolerancję religijną, pokazującą, że w katolickim kraju również luteranin i prawosławny ma pełne prawo do urzędów.

Może właśnie Muzeum Historii Polski będzie w stanie pokazać prawdziwy wymiar tego rodzaju wydarzeń. To jest prawdziwe wyzwanie – równie ważne, jak ostateczna likwidacja obrażających naszą pamięć narodową nazw ulic, pomników i tablic ku czci zdrajców Ojczyzny.
Autor jest doktorem nauk historycznych, pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Krakowie

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki