Logo Przewdonik Katolicki

Aby przywrócić komunię

Dk. Mariusz Piecyk
Fot.

Dziwnym może się wydać stwierdzenie: święty protestant. A jednak! Choć nie mówi się o tym głośno, to jednak w głębi serca zwłaszcza ludzi, którym Taizé jest bardzo bliskie panuje przekonanie, że po bł. Matce Teresie z Kalkuty oraz świętym natychmiast Janie Pawle II, kolej na brata Rogera, męczennika. Kiedy wieczorem 16 sierpnia otrzymałem wiadomość...

Dziwnym może się wydać stwierdzenie: święty protestant. A jednak! Choć nie mówi się o tym głośno, to jednak w głębi serca – zwłaszcza ludzi, którym Taizé jest bardzo bliskie – panuje przekonanie, że po bł. Matce Teresie z Kalkuty oraz „świętym natychmiast” Janie Pawle II, kolej na brata Rogera, męczennika.

Kiedy wieczorem 16 sierpnia otrzymałem wiadomość o śmierci br. Rogera od moich przyjaciół, letnich wolontariuszy na burgundzkim wzgórzu, myślałem: dlaczego? Jak to się mogło stać, że człowiek będący ikoną ducha ewangelicznych Błogosławieństw, ufający bezgranicznie Bogu, uosabiający przypowieść o komunii, żyjący dla przebaczenia i pojednania chrześcijan, tak bardzo oddany młodym, zginął w wyniku aktu przemocy niezrównoważonej psychicznie kobiety? I zaraz pojawiła się kolejna myśl: szatan nie wytrzymał! Wobec dobra, jakie działo się w Taizé, w Kolonii podczas Światowych Dni Młodzieży wydało się konieczne zaistnienie jakiegoś zgrzytu nienawiści, aby zakłócić pokorną ekspansję dobra i miłości. Ale i tak bezskutecznie! Bo właśnie ta śmierć skupiła na postaci brata Rogera uwagę niemalże całego świata. Połączyła świat modlitwą, jak w pamiętnym ostatnim tygodniu marca, kiedy odchodził do Domu Ojca Jan Paweł II, wreszcie – zachęciła do przyjazdu do Taizé rzesze ludzi, nie tylko młodych.

We wtorek po śmierci brata Rogera, w Kościele Pojednania o północy trwała modlitwa: pieśni, słuchanie Słowa Bożego i cisza. W czasie modlitwy brat Francois, jeden z najstarszych braci ze wspólnoty, powiedział jakże ważne słowa zaczerpnięte z Biblii: „Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego przyjaciół. Rzeczywiście, śmierć brata Rogera jest cenna, wiele kosztuje przede wszystkim nas, naprawdę wiele. Śmierć to jakby wyrwanie kogoś z życia, a tak gwałtowna śmierć w wyniku przemocy, tym bardziej budzi takie uczucia. I nawet, jeśli przyczyną śmierci było działanie osoby niezrównoważonej, pozostaje w nas uczucie krzywdy i niesprawiedliwości, które może prowadzić nawet do utraty nadziei. Na przemoc można odpowiedzieć tylko pokojem. Brat Roger niestrudzenie o tym przypominał. Pokój wymaga zaangażowania całego człowieka, jego wnętrza i tego, co zewnętrzne. Odwołuje się do całej naszej osoby”. Brat Francois prosił na koniec: „W ten wieczór przekażmy sobie pokój i zróbmy wszystko, co możemy, aby w każdym z nas pozostała nadzieja”.

Kiedy po pogrzebie brata Rogera rozmawiałem z braćmi ze wspólnoty, było dla mnie jasne, że oni w nadziei i pokoju serca trwają, mimo że stracili kogoś bardzo bliskiego. A może właśnie zyskali orędownika w niebie? Z całą pewnością brat Roger był przyjacielem Boga. Brat Francois stwierdził, że on „od samego początku robił wszystko, byśmy zrozumieli, że Bóg kocha nas miłością nieskończoną, miłością, która nie wyklucza nikogo, akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, miłością bez granic. I nawet jeśli jest prawdą, że ta śmierć przynosi smutek, który dotyka nawet samego Boga, chcielibyśmy uczynić co tylko możliwe, aby wyrazić Mu wdzięczność za wszystko, czym była obecność brata Rogera pośród nas”.

Śmierć brata Rogera już owocuje, a w przyszłości wyda jeszcze wiele obfitych plonów. Założyciel Wspólnoty z Taizé umarł wśród ludzi, na ich oczach, podczas modlitwy; tak jak na ich oczach żył. W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział około 12 tys. ludzi z różnych stron świata, wielu przywódców duchowych i przedstawicieli władz cywilnych, na czele z prezydentem Niemiec. Z tej okazji do Taizé przybyli też licznie wolontariusze, pomagający wspólnocie w poprzednich latach. I choć był to pogrzeb, nie dało się odczuć atmosfery żałoby, smutku. Nie było pieśni żałobnych, ale radosne pieśni o zmartwychwstaniu. Po uroczystościach w Kościele Pojednania bracia przenieśli w procesji trumnę na mały cmentarz przy romańskim kościele, gdzie spoczywa matka brata Rogera i doczesne szczątki kilku braci ze wspólnoty. Tam, jedynie w obecności braci ze Wspólnoty, odbył się pochówek.

Nad trumną protestanckiego mnicha Eucharystię celebrował kardynał katolicki. Choć jest to marzenie zbyt niepoprawne i nad wyraz optymistyczne, to może jednak nadejdzie taki dzień, kiedy chrześcijanie staną razem wokół jednego ołtarza Ofiary Jezusa Chrystusa. Na pewno było to marzeniem brata Rogera. Teraz tę ideę będzie wspierał już z innej rzeczywistości, z Królestwa pokoju i miłości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki