Asfaltowe rarytasy

Z hukiem otwierano niedawno kolejny kawałek porządnej drogi fragment autostrady, biegnący z Konina w okolice Łodzi. Tego typu trasy są w Polsce zjawiskiem na tyle rzadkim, że jeśli już gdzieś ono wystąpi, szum wokół tego robi się taki, jakby chodziło o wylądowanie statku kosmicznego. Oczywiście, takiej okazji nie mogą przegapić politycy. Kto akurat jest przy władzy, choćby...
Czyta się kilka minut

Z hukiem otwierano niedawno kolejny kawałek porządnej drogi – fragment autostrady, biegnący z Konina w okolice Łodzi. Tego typu trasy są w Polsce zjawiskiem na tyle rzadkim, że jeśli już gdzieś ono wystąpi, szum wokół tego robi się taki, jakby chodziło o wylądowanie statku kosmicznego. Oczywiście, takiej okazji nie mogą przegapić politycy. Kto akurat jest przy władzy, choćby z ową budową miał niewiele wspólnego, pojawia się na miejscu, niosąc ludności dobrą nowinę o kolejnym autostradowym sukcesie. Gdy rząd tworzyła lewica, na inaugurację fragmentu autostrady A2 dla polityków wystąpił balet... koparek. Teraz też było z pompą i uroczyście, a mówcy prześcigali się w barwnych metaforach tyczących drogownictwa. Można się wręcz zastanawiać, czy najważniejsza polska droga prowadząca z zachodu na wschód (czy w przeciwnym kierunku, jak kto woli) nie jest oddawana do użytku po kawałeczku właśnie po to, by jak najwięcej ekip rządowych mogło w świetle kamer najpierw wkopać pierwszą łopatę w ziemię, a potem przejechać się po świeżym asfalcie służbowym BMW.

Przy okazji przecinania autostradowej wstęgi chętnie podkreślano, że nowym odcinkiem przez rok będzie można jeździć za darmo (a to po prostu dlatego, że drogowa infrastruktura najzwyczajniej w świecie jest niedokończona), a jak już trzeba będzie zapłacić, to mniej niż na funkcjonujących wcześniej fragmentach. Politycy tłumaczyli, że to dzięki temu, iż jest to inwestycja państwowo-unijna; co w podtekście miało oznaczać: „zobaczcie, kierowcy, jak zdzierają z was prywatni inwestorzy”. Rząd zapowiada zatem, że w przyszłości nie tyle prywatnym koncesjonariuszom, co właśnie państwu dany będzie przywilej asfaltowania kolejnych kilometrów.

A mnie średnio obchodzi, kto wybuduje następne autostrady i kto ustawi się do zdjęcia przy ich otwieraniu. Jestem w stanie przełknąć zarówno to, że politycy próbują zarobić na tym parę punktów poparcia, jak i to, że „prywaciarze” chcą na inwestycjach dobrze zarobić. Interesuje mnie głównie to, by w miarę szybko i bez strachu o zdrowie i życie móc przemieszczać się samochodem po Polsce.

Piszę to z nadzieją, że może uda się nam dożyć czasów, gdy dobre drogi przestaną być w naszym kraju dobrem deficytowym, a wówczas modernizacja czy wybudowanie nowych kilkudziesięciu kilometrów trasy nie będą (jak jest dzisiaj) newsem goszczącym przez kilka dni na czołówkach gazet, lecz co najwyżej niebudzącą emocji informacją na którąś z dalszych stron.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2006