Logo Przewdonik Katolicki

Przyjaciel i grzech

Monika Białkowska
Fot.

Co czujesz, kiedy słyszysz: grzech? Wstyd, obrzydzenie, wstręt, żal? A co czujesz, gdy słyszysz: grzech przyjaciela? Obrzydzenie? Wstręt? A może troskę i miłość? W tym sformułowaniu głębiej dociera do nas słowo przyjaciel niż grzech. I tak jest dobrze, tak powinno pozostać. Na tym polega cała sztuka, żeby najpierw widzieć to,...

Co czujesz, kiedy słyszysz: „grzech”? Wstyd, obrzydzenie, wstręt, żal? A co czujesz, gdy słyszysz: „grzech przyjaciela”? Obrzydzenie? Wstręt? A może troskę i miłość? W tym sformułowaniu głębiej dociera do nas słowo „przyjaciel” niż „grzech”. I tak jest dobrze, tak powinno pozostać. Na tym polega cała sztuka, żeby najpierw widzieć to, co piękne i by grzech nie zasłonił nam prawdy. Dlatego najpierw trzeba przyjrzeć się przyjaźni, a potem dopiero złu.

Słowem „przyjaciel” posługuję się ostrożnie. Może dlatego, że tkwi gdzieś we mnie dziedzictwo Starego Testamentu, w którym słowo raz powiedziane trwało na wieki i nic nie mogło go już odwołać. Zachwyca mnie ten sposób myślenia i głęboko przejmuje, a w sprawach najważniejszych, takich jak wiara, prawda, miłość, przyjaźń chciałabym móc w życiu nie odwoływać niczego. Nazwać kogoś dziś przyjacielem oznaczałoby być lojalnym już na zawsze, być gotowym już na zawsze. Nie wyłącznie, jak w miłości małżeńskiej, ale na pewno. Nazwać kogoś przyjacielem oznaczałoby powiedzieć człowiekowi: gdziekolwiek i kiedykolwiek będziesz, mój dom pozostanie dla ciebie otwarty, a w moim czasie znajdzie się czas dla twoich trosk i radości. Gdziekolwiek i kiedykolwiek będziesz, zawsze będę czekać i witać cię z radością – nieważne, jak daleko odejdziesz, nieważne, kim się staniesz.

Przyjaźń to miłość, która daje wolność; to miłość, w której mniej się tęskni, w której dwa życia nie stają się jednym, choć troszczą się o siebie, czasem dyskretnie i z daleka. Chyba się nie kończy. Nawet jeśli ludzie pójdą w różne strony, pozostaje ciepła myśl i świadomość, że gdyby działo się coś złego – on, przyjaciel, niewidziany może od lat, pomoże.

Przyjacielem mogę nazwać człowieka po latach. Nie po pierwszej zjedzonej beczce soli, bo to jeszcze mało. Czasem dopiero po trzech takich beczkach. Był taki czas, gdy radzić sobie musiałam z wrogością przynajmniej połowy mojego świata i udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Nie wierzył mi wtedy chyba nikt, choć ja spałam spokojnie i bez wstydu patrzyłam w lustro. Mój świat wydał wyrok – winna. Nikt nie zapytał o prawdę. Ci, którzy mogli obronić, umyli ręce. Wtedy dostałam SMS-a od kogoś, z kim rozstałyśmy się bez porozumienia, kto mieszkał daleko i mógł się nie wtrącać. To były słowa pewności, że dam sobie radę ze wszystkimi głupcami tego świata. To było wsparcie. Jedyne tak wyraźne, jakie wtedy dostałam. Wciąż nie mamy kontaktu, dawna relacja już nie odżyła – ale przyjaźń chyba wciąż jest. Wiem, że ten człowiek jest po mojej stronie. Jest przyjacielem.

Rzadko głośno nazywam kogoś tym słowem. Ale wiem, kto nim jest i dbam, by przyjaźń nie umarła. I to właśnie przyjaźń wydaje się być najlepszym punktem zaczepienia w mówieniu o darowaniu uraz i znoszeniu czynionych nam krzywd. Jeśli już zobaczyłeś swojego przyjaciela, jeśli już zdążyłeś ciepło o nim pomyśleć – to teraz przypomnij sobie, jak zabolało cię jakieś jego słowo, jakaś nieobecność, jakaś zdrada. I przypomnij sobie, jak wtedy reagowałeś. Bolało. I czekałeś, aż przyjaciel przyjdzie, wyjaśni, przeprosi. Chciałeś, żeby przyszedł, choć cierpiałeś na jego wspomnienie. Wierzyłeś, że jest dobry, że tylko przydarzyło mu się coś kiepskiego. Bardzo chciałeś w to wierzyć, potrzebowałeś tylko jego ponownej obecności i krótkiego „przepraszam”. Taka jest przyjaźń. Taki jest Jezus – Przyjaciel. I choć to zwrot dziesiątki razy wyśpiewany w przeróżnych pobożnych piosenkach, choć księża używali go setki razy w kazaniach, choć mądrzy ludzie wypisywali go w książkach, nie może nam wypłowieć. Nie wolno nam się z nim osłuchać. Trzeba słyszeć go wciąż na nowo i przypominać sobie, jaką miłość czuję, gdy jestem przyjacielem. A potem próbować rozumieć, że Jezus czuje tak jak ja, tylko doskonale – jest moim Przyjacielem. Widzi mój grzech, cierpi i czeka, że nie zawiodę, że ostatecznie okażę się dobrym człowiekiem. Patrzy na mój grzech – na grzech swojego przyjaciela. I silniejsza jest nasza miłość niż moja wina.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki