Logo Przewdonik Katolicki

Róg Szkolnej i Che Guevary

Piotr Semka
Fot.

Nie, takiego adresu nie znajdziecie w żadnym z polskich miast. Ale niedawne spory o decyzje dyrektorów dwóch warszawskich liceów skłoniły część mediów do debaty nad granicami wolności uczniów i ich wychowawców. Chodzi o dwa warszawskie licea imienia Rejtana i Cervantesa, gdzie dyrekcje zakazały organizacji pewnych imprez. W Rejtanie grupa uczniów zaproponowała trzydniowe...

Nie, takiego adresu nie znajdziecie w żadnym z polskich miast. Ale niedawne spory o decyzje dyrektorów dwóch warszawskich liceów skłoniły część mediów do debaty nad granicami wolności uczniów i ich wychowawców.

Chodzi o dwa warszawskie licea imienia Rejtana i Cervantesa, gdzie dyrekcje zakazały organizacji pewnych imprez. W „Rejtanie” grupa uczniów zaproponowała trzydniowe dni tolerancji, w ramach których miały odbyć się spotkania z liderem organizacji homoseksualnych Robertem Biedroniem, feministką Magdaleną Środą i na koniec spotkanie z kulturą żydowską. W „Cervantesie” spór dotyczył zaplanowanej przez młodzież dyskusji o wolności słowa i prawach człowieka, która miała być solidarnościową reakcją na decyzje dyrekcji w „Rejtanie”.

Media powiązały oba zakazy z listem wiceministra Jarosława Zielińskiego do kuratorów oświaty, w którym przestrzegał przed wpuszczaniem do szkół organizacji, które „atrakcyjne hasła pacyfistyczne, ekologiczne, antywojenne” mogą wykorzystywać do szerzenia „szkodliwych treści wychowawczych”.

Liczne komentarze odsądziły ministra i dyrekcje „Rejtana” oraz „Cervantesa” od czci i wiary. Znana publicystka, Halina Bortnowska, pisząc o pani dyrektor, zadała pytanie: Trzeźwa rachuba czy mały oślizgły strach?

Nie znam dyrektorów obu warszawskich liceów, ale z wrodzonej przekory chciałbym zachęcić do zastanowienia się, czy należy tak łatwym ruchem pióra, jak to czyni pani Halina Bortnowska, odmawiać im głębszych racji i godności w wykonywaniu zadań pedagoga. Doskonale rozumiem wychowawców, którzy mogą obawiać się wizji przekształcenia ich szkół w wiecowiska dla liderów gejowskich czy pacyfistów głoszących ze swadą, że nasz rząd ma krew na rękach. Rozumiem dyrektora, który może mieć wątpliwości przed mechanicznym zrównywaniem kwestii tolerancji dla kultury żydowskiej z afirmowaniem homoseksualizmu, szczególnie w wydaniu pana Biedronia.

Przepisy szkolne wykluczają spotkania agitacyjne w szkołach z liderami partii politycznych i wszyscy to akceptują. Gdy Młodzież Wszechpolska ponad rok temu próbowała robić prelekcje o patriotyzmie w szkołach, wiele mediów oburzało się i chwaliło wiceminister Annę Radziwiłł za zdecydowane przypomnienie dyrektorom szkół o sprzeczności takich spotkań z przepisami resortu edukacji. Problem w tym, że takie postacie jak Robert Biedroń czy Magdalena Środa mają bardzo wiele wspólnego z polityką. Biedroń startował z list SLD, a Magdalena Środa była członkiem lewicowego rządu Marka Belki. W dzisiejszych czasach kampanie organizacji homoseksualnych mają wiele wspólnego z walką polityczną, gdyż postulaty obyczajowe stają się programem politycznej lewicy.

Może więc zamiast rozpisywać się o tchórzostwie dyrektorów zastanowić się nad ich racjami? I zastanowić się, czy chcemy znaleźć się w potrzasku na rogu Szkolnej i Che Guevary?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki