Współczesny...
Wielkopostna pokuta, Gorzkie żale i rozmyślania o śmierci nie pasują do współczesnej wizji świata, któremu takie praktyki są obce. Po co o nich myśleć, skoro wieczna młodość, przyjemność oraz szczęście wydają się dziś być w zasięgu ręki. Miliony ludzi codziennie zażywają różne cudowne tabletki, łudząc się, że szybko i łatwo rozwiążą one wszystkie ich problemy.
Współczesny człowiek nie oczekuje szczęścia w niebie, ale wyłącznie w życiu doczesnym. Śmierć jest traktowana bardziej jako wynik lekarskiej pomyłki niż jako naturalna kolej rzeczy. Nawet jeśli wciąż jeszcze się „przytrafia”, to coraz więcej ludzi łudzi się, że wkrótce na pewno pojawi się na nią lekarstwo. Do tego czasu można zaś przeczekać, dając... zamrozić swe ciało w ciekłym azocie.
Już prawie sto pięćdziesiąt osób na świecie skorzystało z możliwości pośmiertnego zamrożenia ciała, a ponad tysiąc czeka w kolejce. Są to zwykle ludzie starzy i nieuleczalnie chorzy. Mają nadzieję, że w przyszłości nauka znajdzie lekarstwo na wszystkie choroby, starość, a nawet na śmierć, i po odmrożeniu zyskają szansę na drugie życie. Zamraża się również same głowy czy mózgi ludzkie. Wielu bowiem wierzy, że dzięki klonowaniu uda się kiedyś z ich komórek odtworzyć człowieka i wszczepić mu przechowywany narząd. Najwięcej firm oferujących tego typu usługi powstało w USA, choć pojawiły się także w Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Do największych należy przedsiębiorstwo Alcor Life Extension Foundation w Scottsdale (Arizona), funkcjonujące od 1972 roku.
W termosie głową w dół
Zamrożenie ciała kosztuje 150 tys. USD, zaś głowy lub mózgu – 80 tys. USD. Zainteresowani muszą się zarejestrować i opłacać roczne składki. Zobowiązują się nosić na ręku bransoletkę z numerem telefonu, pod który trzeba dzwonić w wypadku zagrożenia życia. Po stwierdzeniu śmierci klinicznej wezwana ekipa medyczna sztucznie podtrzymuje krążenie krwi i wstępnie ochładza ciało. Następnie przewozi je do głównego ośrodka. Tu wypompowuje się z naczyń krew, by zastąpić ją specjalnymi chemikaliami. Tak przygotowaną mumię zanurza się głową w dół w kapsule z ciekłym azotem o temperaturze minus 196 stopni Celsjusza. Do termosów, w których przechowuje się ciała, nie trzeba dostarczać energii elektrycznej. Próżnia między ścianami pojemnika działa jak izolator, pozwalając utrzymać we wnętrzu stałą temperaturę.
Chętnym do skorzystania z usług firmy Alcor nie przeszkadza, że przy całkowitym zamrożeniu rozszerzający się lód nieodwracalnie rozrywa delikatne struktury wewnątrzkomórkowe. Co prawda, znaleziono już sposób na bezpieczne zamrażanie wybranych komórek ludzkich (np. spermy) i przywracanie im po odmrożeniu prawidłowych funkcji, jednak rozwiązania, które okazują się skuteczne w doświadczeniach z pojedynczymi komórkami, a nawet tkankami, zawodzą w wypadku organów lub całego organizmu człowieka. Naukowcy nawet żartują, że szansa na ożywienie zamrożonego człowieka jest taka sama, jak na odtworzenie krowy z zamrożonego hamburgera.
Hormonalna ruletka
Ale po co czekać na przyszłe życie? W obiegowej opinii, jeśli jeszcze nie jesteśmy umierający, to szczęście, zdrowie, urodę możemy osiągnąć nawet tu i teraz. Już co najmniej kilkanaście procent Amerykanów uważa, że tzw. pigułki szczęścia pozwalają im prowadzić w pełni aktywne życie. Moda na nie wciąż rośnie, także w naszym kraju. Środki masowego przekazu rozpowszechniają przekonanie, że wymarzony wygląd, osobowość, sprawność seksualną zapewnią cudowne eliksiry młodości, operacje plastyczne, nowej generacji kosmetyki czy środki odchudzające.
Pigułkami młodości nazwano preparat zawierający DHEA, czyli dehydroepiandrostendion, jeden z pośrednich produktów przemian hormonów steroidowych, wydzielanych przez nadnercza, łożysko i gruczoły płciowe. Z wiekiem jego stężenie w naszym organizmie spada. DHEA można kupić bez recepty. Reklamy głoszą, że lek opóźnia procesy starzenia, poprawia potencję, zapobiega depresji, odmładza cerę. Mało kto się przejmuje faktem, że jest to lek, o którym wciąż nie wiemy wszystkiego. Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że jego długotrwałe zażywanie przez pacjentów w podeszłym wieku może np. zaburzać gospodarkę tłuszczową. Nikt nie powinien przyjmować DHEA bez konsultacji z lekarzem, regularnie sprawdzającym poziom steroidów i cholesterolu.
Fenomen pigułek na wszystko
Podobnie niebezpieczny może być inny eliksir młodości, jakim okrzyknięto hormon wzrostu. Jest on syntetyzowany przez gruczoł zlokalizowany w mózgu. Jego podstawowa funkcja to regulacja wzrostu dzieci. U dorosłych może redukować tkankę tłuszczową, zwiększać masę mięśniową i zawartość wapnia w kościach. Zachodnie kliniki oferujące terapię hormonem wzrostu zapewniają swych klientów, że dożyją 120 lat. Kuracja kosztuje około tysiąca dolarów miesięcznie. Drogo? Chętnych nie brakuje, choć specjaliści ostrzegają, że podawanie tego specyfiku ma szereg niekorzystnych działań, z wywołaniem nowotworów włącznie.
Żaden farmaceutyk nie powtórzył dotychczas fenomenu błyskotliwej kariery prozacu, pierwszego leku przeciwdepresyjnego, który – jak reklamowano – nie wywołuje przykrych skutków ubocznych. Wielu zdrowych ludzi uwierzyło w to i zażywało lek, chcąc poprawić swój nastrój, być bardziej twórczym, pracowitym, odważnym. Mało kto chciał wierzyć, że u zdrowych osób prozac nie skutkuje. Z czasem pojawiły się też doniesienia, że nie jest całkiem obojętny dla zdrowia, może bowiem wywoływać napady agresji.
Pod względem popularności prozacowi na krótko dorównała tylko melatonina, hormon wydzielany przez szyszynkę. Jej również przypisywano niemal cudowne właściwości. Miała zapobiegać nowotworom, wzmacniać układ immunologiczny, spowalniać starzenie się. Jednak nikt tego do tej pory nie dowiódł. Obecnie wiadomo, że hormon ten może być skuteczny (słabo) tylko w leczeniu bezsenności i zaburzeń rytmów okołodobowych. Badania Chestera A. Raya z Penn State College of Medicine sugerują, że melatonina może zaszkodzić osobom z hipotensją ortostatyczną, u których ciśnienie krwi obniża się, gdy wstają. Niedostateczny dopływ krwi do mózgu powoduje zawroty głowy i omdlenia.
Pokolenie fast foodu
Wszystkie cudowne „tabletki szczęścia” są o tyle niebezpieczne, że zażywają je ludzie, którzy nie są świadomi grożących im skutków ubocznych. W dodatku zażywają ich za wiele. W przypadku tych specyfików jest to bowiem zwykle długofalowa terapia. Ludzie nie odczuwają od razu efektów, więc biorą coraz większe dawki. Sytuacja w Stanach Zjednoczonych stała się na tyle poważna, że władze federalne i narodowe instytuty zdrowia regularnie emitują filmy ostrzegające przed cudownymi specyfikami.
Zdaniem socjologów, żyjemy w epoce fast foodów. Rozwój cywilizacji zwiększył tempo życia. Oczekujemy, że wszystko ma być nam podane natychmiast, jak w barze szybkiej obsługi. Nie chcemy czekać, wszystko chcemy dostać bez większego wysiłku. Nic nie wróży zatem, by boom na wszelkiego rodzaju „tabletki szczęścia” miał się szybko zakończyć.
Zbigniew Nęcki, psycholog
– Wielki Post, czas refleksji i pokuty, wkracza w kulturę całkowicie konsumpcyjną, hedonistyczną i nastawioną na używanie. Przyjemności mają być łatwe, szybkie i zawsze dostępne. Taki trend wylansowała bogatsza część ludzkości, której nie brakuje środków do życia i nie musi walczyć o przetrwanie. Postawa ascezy nie przystaje do dzisiejszego modelu życia, dającego pozory trwałego szczęścia. Świat zwariował, a rozwój cywilizacji każe wierzyć, że wszystko jest możliwe, nawet przywrócenie do życia zamrożonego ciała. Wielki Post jest dla nas okazją do otrzeźwienia, że nie uciekniemy od rzeczy ostatecznych, bo nic nie jest wieczne. Niestety, wszechobecne reklamy dóbr konsumpcyjnych starają się wmówić nam coś zupełnie innego, po to, byśmy chętniej kupowali i używali życia. Cena reklamy wkalkulowana jest w koszt towarów. Kupując, sami ją finansujemy. Utrzymywanie nas w iluzji zawsze się będzie opłacać, bo, niestety, wielu ludzi daje się zwieść.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













