Logo Przewdonik Katolicki

Fałszywki z apteki

Renata Krzyszkowska
Fot.

Chętnie sięgamy po różnego rodzaju suplementy diety w nadziei, że polepszą nasze zdrowie i ustrzegą nas przed chorobami. Bądźmy jednak ostrożni w ich wyborze, bo choć niektóre z nich na pewno są potrzebne, wiele jest też takich, które zupełnie nie skutkują albo co gorsza, szkodzą.

 

Według danych Narodowego Instytutu Leków w Warszawie, na polskim rynku znajduje się ponad 10 tys. różnych suplementów diety, które zwierają ponad 500 składników. Trudno w to uwierzyć, ale do tej pory nikt nie sprawdzał, jakie mają one działanie. Inspekcja sanitarna badała tylko ich czystość mikrobiologiczną, obecność metali ciężkich i pestycydów. Wystarczyło, by producent złożył tzw. oświadczenie zdrowotne i zadeklarował określone działanie swego produktu, np., że zwiększa odporność organizmu albo hamuje wypadanie włosów, a produkt wchodził na rynek. W końcu Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności zadał sobie trud i zweryfikował te oświadczenia. Z ogłoszonych w tym roku wyników analiz dowiadujemy się, że trzy czwarte oświadczeń zdrowotnych było całkowicie nieuzasadnionych. Co ciekawe, produkty te nadal są dostępne w sprzedaży, producenci otrzymali jedynie zakaz ich reklamy i opisywania jako pozytywnie działające na konkretne funkcje czy narządy naszego organizmu. Jakby tego było mało, wiele suplementów diety jest po prostu fałszowana. Dotyczy to przede wszystkim środków na zwiększenie potencji i na odchudzanie.

 

Ziółka z turbodoładowaniem

Narodowy Instytutu Leków w Warszawie w 2010 r. przebadał 39 suplementów diety, w 2011  – 66. Jak się okazało, spośród próbek z 2010 r., sfałszowanych lub niezgodnych z deklaracją, było aż 80 proc. suplementów. Wśród próbek przebadanych w ubiegłym roku odsetek ten wynosił 20 proc. Wbrew temu, co można by sądzić, większość z badanych suplementów wcale nie pochodziła z podejrzanych źródeł, czyli nie była kupowana na bazarze czy przez Internet, a pochodziła z legalnej sieci dystrybucji, a więc z aptek. Kontrolerzy sprawdzali głównie te najbardziej podejrzane suplementy. Jak je typowano? Bardzo prosto. Wystarczyło przejrzeć wskazania, skład, cenę i rzucić okiem na internetowe oceny użytkowników. – Jeżeli są bardzo pochlebne czy entuzjastyczne, z reguły mamy do czynienia ze sfałszowanym suplementem. Bo jeśli jest tak skuteczny, to musi zawierać substancje farmakologicznie aktywne. Nie ma cudów. A jeżeli suplement zawiera substancję leczniczą, sprzedawaną na receptę, to nie jest już suplementem – mówi prof. Zbigniew Fijałek, dyrektor Narodowego Instytutu Leków w Warszawie. – Środki na potencję fałszowane były głównie substancją aktywną z Viagry, czyli sildenafilem, tadalafilem lub ich analogami strukturalnymi. Natomiast odchudzające były i są fałszowane sybutraminą (pochodną amfetaminy, wycofaną z lecznictwa dwa lata temu, i jej analogami strukturalnymi). Jest ona rzeczywiście skuteczna, ale obciążona poważnymi działaniami ubocznymi – to związek psychotropowy działający poprzez blokowanie ośrodka głodu w mózgu. Powoduje m.in. kołatanie serca, skoki ciśnienia krwi, depresję, uzależnienie i głód narkotyczny. Do środków odchudzających coraz częściej dodawane są też leki przeciwcukrzycowe (przyspieszają metabolizm glukozy) i fenoloftaleina (związek silnie przeczyszczający). Mamy więc psychotrop, lek przeciwcukrzycowy i środek  przeczyszczający, a klient myśli, że przyjmuje ziołowy suplement – mówi prof. Zbigniew Fijałek. Niestety, odpowiedzialność za ten proceder jest nadal znikoma i to mimo faktu, że w ostatnich latach w krajach UE odnotowano ponad 20 przypadków zgonów po zażyciu sfałszowanych produktów roślinnych i suplementów diety.

 

Nic nie zastąpi natury

Niebezpieczne mogą okazać się nie tylko środki na odchudzanie czy zwiększające potencję, ale nawet tak popularne o tej porze roku preparaty witaminowe. Nawet najlepiej przebadane i sprawdzone, ale zażywane bez konsultacji z lekarzem, mogą nas wpędzić w duże zdrowotne kłopoty. – Wchłanianie tych preparatów jest na poziomie kilkunastu, kilkudziesięciu procent. A co najważniejsze, są to substancje wyrwane z naturalnego środowiska. Likopen działający antynowotworowo, na przykład w raku prostaty, zawarty w pomidorach – działa w pomidorach. Gdy go zabierzemy z pomidora i zamkniemy w kapsułce, to nie do końca wiemy, jak on działa – na ile się utlenił, na ile zredukował, a na ile nie działa. Bo wszystkie substancje działają najlepiej w swoim naturalnym otoczeniu. One potrzebują dziesiątków innych czynników, o których nawet nie mamy pojęcia, jaką funkcję spełniają, żeby działać odpowiednio. Likopen w pomidorze działa, a w kapsułce – nie jestem pewna – mówi dr Aleksandra Kapała ze Szpitalnego Zespołu Żywieniowego w Centrum Onkologii w Warszawie.

Zdaniem specjalistów zdrowemu człowiekowi wystarczy odpowiednio zbilansowana dieta, a  profilaktyczne zażywanie witamin i minerałów nie ma sensu, bo może zaszkodzić. Np. selen ma bardzo wąskie okno terapeutyczne między dawką leczniczą a dawką toksyczną. – Cynk, selen, miedź, mangan to są pierwiastki śladowe, bardzo ważne ze względu na odporność. Ale cała potrzebna nam dobowa dawka selenu mieści się w dwóch orzechach brazylijskich czy w produktach zawierających drożdże, a produktów drożdżowych w naszej kuchni jest cała masa, więc nie ma sensu dodatkowo obciążać organizmu suplementami zawierającymi selen. Do tego w kapsułkach czy tabletkach, szczególnie tych multiwitaminowych, jest wiele substancji, które wcale nie są potrzebne, a wręcz mogą zaszkodzić  – mówi dr Aleksandra Kapała.

 

Na ratunek Klaster

Niestety rynek produktów ziołowych i suplementów diety jest praktycznie poza kontrolą. Ustawodawstwo unijne, a w związku z tym i polskie, pozostawia w tym względzie wiele do życzenia. By choć w pewnym zakresie uregulować tę kwestię powstał Klaster. Jest to powiązanie kooperacyjne między wytwórcami produktów i surowców roślinnych a instytucjami naukowo-badawczymi. Idea powstała w Narodowym Instytucie Leków w Warszawie, on też stanowi merytoryczny trzon przedsięwzięcia i będzie odpowiadać za wszystkie suplementy, odżywki i produkty ziołowe. Drugi trzon stanowi Instytut Sportu, w którego gestii będą odżywki i suplementy diety dla sportowców (głównie pod kątem dopingu). A trzeci – Wyższa Szkoła Zawodowa Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie, która zajmować się będzie kosmetykami. Pieniądze potrzebne na zakup nowoczesnej aparatury badawczej pochodzić będą z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. – Znak Klastra będzie się różnił od wszystkich dotychczasowych nagród i laurów tym, że one odnoszą się tylko do analizy dokumentacji papierowej, natomiast u nas najważniejszym elementem będzie badanie analityczne produktu lub surowca (dokumentacja też będzie przeglądana). Będziemy weryfikować, czy to, co deklaruje wytwórca lub importer, jest zgodne z prawdą – mówi prof. Zbigniew Fijałek.

 

Poradź się lekarza 

Ciągłe starzenie się społeczeństwa, a także wzrost zainteresowania samoleczeniem i zdrowym stylem życia sprawia, że suplementy diety cieszą się coraz większą popularnością. Analitycy rynku farmaceutycznego oceniają, że w najbliższych latach rynek suplementów diety w Polsce będzie się rozwijał, w tempie około 9–15 proc. rocznie. Coraz trudniej będzie nam zatem poruszać się w tym gąszczu produktów. Niestety, kierowani reklamą naiwnie wierzymy, że ich zażywanie jest najlepszym sposobem na ochronę przed chorobami, a nawet na wydłużenie życia. Fakt, że są dostępne bez recepty, powoduje, że przy ich zakupie nie trudno o pochopną decyzję, a w ich stosowaniu łatwo popaść w przesadę. By uniknąć tych zagrożeń, zawsze przed skuszeniem się na jakiś konkretny suplement diety poradźmy się lekarza, czy śmiało może nam zarekomendować jego dobrą jakość i co równie ważne, czy jest on nam rzeczywiście niezbędny.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki