Gdyby nie nadzieja…

Późnym popołudniem szpitalne korytarze są puste i ciche. Jeszcze kilka kroków, zakręt i wchodzę w "nawę pielgrzyma". Kilka krzeseł, duży telewizor - a na nim podgląd tego, co dzieje się w kaplicy. Na korkowych tablicach ogłoszenia. W tle słychać kolędy. Niech nikogo nie zwiedzie ten pozorny spokój. Tutaj naprawdę wiele się dzieje. Wystarczy spotkać ks. Arkadiusza Dąbrowskiego...
Czyta się kilka minut

Późnym popołudniem szpitalne korytarze są puste i ciche. Jeszcze kilka kroków, zakręt i… wchodzę w "nawę pielgrzyma". Kilka krzeseł, duży telewizor - a na nim podgląd tego, co dzieje się w kaplicy. Na korkowych tablicach ogłoszenia. W tle słychać kolędy. Niech nikogo nie zwiedzie ten pozorny spokój. Tutaj naprawdę wiele się dzieje. Wystarczy spotkać ks. Arkadiusza Dąbrowskiego SDB - kapelana w Regionalnym Centrum Onkologii. - Moja zasada: nie nawracam, nie zmuszam - podkreśla. A jednak przychodzą - na Mszę św., na ucałowanie relikwii, na koncert, po obrazek czy różaniec, bo stąd wypływa ocean miłosierdzia…

W 2004 roku ks. Arkadiusz rozdał ponad 40 tysięcy Komunii Świętych, odprawił 278 Mszy Świętych, udzielił 783 sakramenty namaszczenia chorych. Każda Eucharystia była animowana śpiewem lub muzyką zaproszonych gości - solistów i zespołów. Łącznie śpiewało ponad 400 osób. Takie są statystyki. A sam ks. Dąbrowski? - Zawsze chciałem być prostym kapłanem - przyznaje. - To największy dar, jeżeli kogoś napełni się nadzieją. Czasami jestem zmęczony, czasami mam łzy w oczach, ale warto! - dodaje.

Terapeuta od dusz…

Ksiądz Arkadiusz ma niepisaną zasadę - na każdej Mszy św. ktoś musi grać lub śpiewać. - Oczywiście - nie może to być "dzikie granie". Muzyka powinna rozbrzmiewać ufnością i nadzieją - przyznaje. Trudno zliczyć zespoły i chóry, które koncertowały w RCO - Katedralny Zespół Wokalny, Zespół Szkół Muzycznych, Odnowa w Duchu Świętym, zespół Macieja Różyckiego, MDK z Fordonu, zespoły z Solca Kujawskiego, z parafii w Kruszynie, z Bydgoszczy, Osieka, Nakła czy Torunia. Wszystko jest odnotowane w specjalnej księdze. - O, tu była jedna osoba, a tu aż jedenaście - wylicza.

Wolontariusze, którzy posługują do Mszy Świętej, to często sami chorzy. Ksiądz Arkadiusz angażuje wszystkich - do czytania, do trzymania pateny. - Który lepiej się czuje, ubiera komżę. Moi pomocnicy noszą także specjalne identyfikatory, dzięki czemu są łatwo rozpoznawalni. W każdej chwili mogą podać wodę lub wyprowadzić kogoś z kaplicy - tłumaczy.

A skąd wzięła się "nawa pielgrzyma"? Z telewizorem i kamerą? - Dzięki systemowi, który działa już od roku, widać, co się dzieje w kaplicy. To udogodnienie dla tych, co się słabo czują. W niedzielę zajęte są wszystkie miejsca. Robi się tam druga kaplica. Przed ołtarzem mieści się 60-70 osób. Kilkadziesiąt pozostałych stoi, leży lub siedzi w "nawie". Do tego dochodzą pielęgniarki, a czasami także lekarze - opowiada kapelan.

Ksiądz Dąbrowski dba także o "zaplecze" - wszystkie nagrody pieniężne przeznacza na wyposażenie kaplicy - są więc organy i gitara. Jest także piękna monstrancja i mosiężne tabernakulum, które "ufundował" szpital, a poświęcił nieżyjący już proboszcz fordońskiej parafii pw. Matki Bożej Królowej Męczenników, ks. prałat Zygmunt Trybowski. Przyjaciół jest wielu - w posłudze ks. Arkadiuszowi pomagają często siostry szensztackie i Świętej Rodziny.

Codzienny… Dzień Chorego

Mimo tego, że ks. Dąbrowski posługuje w Regionalnym Centrum Onkologii, z jego ust nigdy nie padają takie słowa, jak "rak" czy "śmierć". Mówi się: "choroba", "doświadczenie". Nawet czarne obicie kolumienek w "nawie pielgrzyma" kapelan przerobił na inny kolor - taki, który źle się nie kojarzy. Sam często wychodzi na oddział w albie - jak "biały anioł"… A oddziałów jest dziesięć i ponad 300 osób. Tuchola, Włocławek, Olsztyn, dalekie Bartoszyce - ludzie zewsząd. - Ilu ich było… - wpada w zadumę ks. Dąbrowski. - A ilu życie odmieniło… Po 50 latach przychodzą z płaczem do konfesjonału, a odchodzą z radością. Spowiadam w kaplicy - często na ławce. Chusteczki muszę mieć zawsze przy sobie. Nieraz całą paczkę. Płaczą oni i ja razem z nimi. Za rękę biorę, przytulam. Bo tutaj jest ogrom cierpienia, ale i ocean Miłosierdzia Bożego - dodaje.

Dla niektórych diagnoza brzmi jak wyrok. W takiej sytuacji trudno o pocieszenie… - Najczęściej mówię: Nie przejmuj się - wola Boża. Chrystus rozłożył ręce na krzyżu za wszystkich - ty też módl się i ofiaruj swoje cierpienie za innych: za dzieci nienarodzone, za męża, żonę, za mnie. A kiedy tak leżą na łóżkach i przez 24 godziny mają podłączone kroplówki, mówię: Jesteś ukrzyżowana bez krzyża. Ale zmartwychwstaniesz i razem zaśpiewamy "Alleluja"! - wyznaje kapelan. Tam, gdzie rządzi prawo miłosierdzia, nic innego się nie liczy. Chociaż… jest jeszcze nadzieja… "Gdyby nie nadzieja - serce by pękło. Te słowa wiodły mnie z Olsztyna do RCO w Bydgoszczy. Są wiarą i pomocą podczas trzeciej operacji onkologicznej, przekonują o miłości Bożej do mnie. Dzięki niej mój pobyt w tutejszym szpitalu jest wypełniony nie tylko bólem i lękiem, lecz nadzieją i ufnością Bożą. Agnieszka, 27.01.2003" - to jedno z wielu świadectw, które trafiło do rąk ks. Arkadiusza.

"Masz wspaniałą fuchę…"

Na oddziałach leżą osoby różnych wyznań: protestanci, zielonoświątkowcy, prawosławni - wszyscy życzliwi i uprzejmi. - Jak się trafi jeden niemiły na cztery lata, to dużo - uśmiecha się ks. Dąbrowski. W salach spowiada, roznosi Komunię Świętą, udziela sakramentów… - Ludzie czasami się boją - myślą, że to ostatni krok. Ale to nie tyle "ostatnie namaszczenie", ile "święty sakrament chorych". Był czas, kiedy podawano go w agonii. Teraz chorzy przyjmują to umocnienie z radością - to włączenie w cierpienie Chrystusa. Co tu dużo mówić - wielu się lepiej czuje, nawet mają lepszy humor! - dodaje.

W ciągu 40 lat kapłaństwa (rocznica minie 1 czerwca) ks. Arkadiusz pracował w wielu placówkach salezjańskich - Rumia koło Gdyni, Bartoszyce, Czerwińsk nad Wisłą, Gorzów Wielkopolski i 20 lat w PGR-ach koło Słupska. - Nie nudziłem się - wyznaje. Pracował z młodzieżą, prowadził kursy małżeńskie i scholę, budował kościoły. Jak trafił do Bydgoszczy? - Najpierw myślałem o byciu kapelanem w Wejherowie, ale przełożony zawołał mnie i powiedział: "Arek, masz wspaniałą fuchę! Na kapelana pojedziesz!" Ja na to: "Gdzie? Ja nie dam rady". A on: "Na onkologię". Cztery lata miną dokładnie 15 sierpnia. Ksiądz Dąbrowski był kapelanem równolegle w RCO i w Domu Sue Ryder - teraz posługę w Regionalnym Zespole Opieki Paliatywnej pełni ks. Wojciech Retman.

Kiedyś nazwano ks. Arkadiusza "lekarzem dusz". Kto wie, czy to nie trudniejsze niż biopsje czy iniekcje. Bo najtrudniej zaszczepić nadzieję…

Tekst i zdjęcie:

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2005