Dobry proboszcz zapyta ludzi…

Rozmowa z ks. kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, przez wiele lat piastującym godność metropolity wrocławskiego, dziś biskupem seniorem, rekolekcjonistą podczas niedawno zakończonych świętych rekolekcji kapłańskich w Bydgoszczy



Pochodzi Ksiądz Kardynał z Wileńszczyzny. Czy kresowa obyczajowość, kresowy duch wzbogaciły kapłaństwo Henryka Gulbinowicza?



- Na człowieka oczywiście...
Czyta się kilka minut

Rozmowa z ks. kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, przez wiele lat piastującym godność metropolity wrocławskiego, dziś biskupem seniorem, rekolekcjonistą podczas niedawno zakończonych świętych rekolekcji kapłańskich w Bydgoszczy

Pochodzi Ksiądz Kardynał z Wileńszczyzny. Czy kresowa obyczajowość, kresowy duch wzbogaciły kapłaństwo Henryka Gulbinowicza?

- Na człowieka oczywiście wpływa środowisko, w jakim wzrasta. Najmocniej jednak oddziałuje rodzina, w której się wychowujemy. Ja bardzo wiele zawdzięczam moim rodzicom, krewnym. Rodzice uczyli mnie szacunku dla drugiego człowieka. W naszej rodzinie, ale w innych domach również, był zwyczaj, iż kiedy szło się do spowiedzi, w przededniu odbywało się szorowanie dzieci. Miały być czyste fizycznie przed oczyszczeniem z grzechów. A rano trzeba było obejść domowników, prosząc o wybaczenie win, całując w rękę. Służbę też. Jedna służąca, panna Gienia, czasem nas - mnie i siostrę - biła. W dniu przeprosin tłumaczyliśmy więc mamie: "My z panną Gienią dobrze żyjemy! Nie musimy się godzić..." Nasze słowa nigdy nie skutkowały. Całowaliśmy i karcącą rękę panny Gieni. Myślę, że szacunku dla drugiego człowieka nauczyłem się właśnie na kresach. Każdy tam żył pośród "innych". W jednej szkole uczył ksiądz, pop, rabin… Taka wielorakość mogła istnieć tylko przy wzajemnym szacunku. Później, kiedy zostałem wikarym na Białostocczyźnie, widziałem już, jak odnosić się do ludzi innego wyznania. Duchowni prawosławni zachodzili czasem do mnie pożyczać książki, porozmawiać…

Taki ekumenizm codzienności?

- Dokładnie tak.

Czy jako kapłan z półwiekowym stażem, znający pracę watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, mógłby Ksiądz Kardynał powiedzieć, jak ocenia ogólny poziom duszpasterstwa polskiego? Jaka dla polskich księży rysuje się przyszłość - także w kontekście całej Europy?

- Wiedząc o Europie to, co wiem, stwierdzam, że kapłaństwo Kościoła rzymskokatolickiego jest w Polsce na dobrym poziomie. Przede wszystkim duchowni otrzymują solidną formację intelektualną - sześć lat nauki po maturze, w tym dwa lata filozofii, cztery lata teologii, to sporo dla człowieka pragnącego do zdobywania wiedzy się przykładać. A egzaminy w seminariach nie są łatwe. W dużym procencie nasi kapłani poważnie traktują swe obowiązki. Są też aktywni, operatywni... Byłem zaskoczony, kiedy pierwszy raz wizytując parafie na Dolnym Śląsku, zauważyłem, iż stare, wiejskie gospody niemieckie księża pozamieniali na kaplice. "Po co im tyle kaplic"?, dziwiłem się. A każdy proboszcz odpowiadał: "Chciałem, żeby parafianie mieli jeszcze bliżej na Mszę św.! To przesiedleńcy, wygnańcy - wspólna modlitwa jednoczy…". Nikt owych księży nie instruował - sami "wyszli do człowieka"! Za tę aktywność trzeba dziękować Panu Bogu! Na Zachodzie byłoby nie do pomyślenia, aby ksiądz własnoręcznie zrobił coś w kościele - pomógł przy remoncie, rozbudowie. U nas jest inaczej. Oczywiście, istnieją też kapłani mniej zaradni - takich trzeba po prostu przeznaczać do miejsc, gdzie wszystko jest gotowe.

A jakie Ksiądz Kardynał widzi zagrożenia dla współczesnego kapłaństwa?

- Takie same, jak dla każdego człowieka wierzącego. Nie jest tajemnicą, że czasem ktoś wystąpi z zakonu, porzuci kapłaństwo. Kiedy później analizujemy owe przypadki, bardzo często znajdujemy jakąś "zadrę" w środowisku, w rodzinie księdza. Zły przykład działa. Co powinien robić Kościół? Kościół winien pomóc zagubionemu człowiekowi. Ale przede wszystkim trzeba wtedy jasno postawić sprawę: albo - albo. Nie można być księdzem "w połowie". Trzeba wybierać. Kapłan zawsze musiał mieć wielką odporność - wszak obcuje nie tylko ze sprawami świętymi, ale także wysłuchuje w konfesjonale ludzkich błędów. To zostawia ślad. Antidotum na zgorszenie to wierność obowiązkom stanu. Modlitwa, sakramenty, wspomniana już aktywność bardzo pomagają polskim kapłanom bronić się przed pokusami tego świata…

Podczas bydgoskich rekolekcji podkreślał Ksiądz Kardynał kluczowe znaczenie samokształcenia w życiu kapłańskim. Czy wszyscy duszpasterze znajdują na to czas?

- Pamiętam, iż przed dopuszczeniem do wyższych święceń musiałem księdzu arcybiskupowi przedstawić bardzo szczegółowy plan pracy na przyszłej parafii. Było trochę buntu, bo jak to: nie znając konkretnych realiów, miałem określić, o której godzinie będę odprawiał Msze św., o której kładł się spać, o której czytał itd. Wyraziłem swoje wątpliwości. "Jak nie ma planu, nie ma żadnego postępu!" - odpowiedział arcybiskup. W rzeczy samej - ksiądz nie może działać na zasadzie "jakoś to będzie". Musi mieć program dnia, tygodnia. Jeżeli nie zdoła codziennie przeczytać artykułu teologicznego czy nawet jakiegoś dobrego tekstu z prasy świeckiej, niech robi to choćby raz, dwa razy w tygodniu. Regularnie. Systematyczne spotkania z Radą Parafialną też wzbogacają duszpasterza, zmuszają do samorozwoju. Dobry proboszcz zapyta ludzi: "Jakie tematy poruszać w kazaniach?" I wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom. Nie wolno być zadufanym w swej wiedzy. Należy być otwartym, serdecznym. Podczas jednej z wizytacji kanonicznych zagaiłem starszą kobietę: "Pewnie trzeba wam tutaj proboszcza zmienić?". Ona na to: "A Boże strzeż! Toż on dobry człowiek!" Wypowiedziała najpiękniejszą pochwałę.

Zatem medialne konkursy, lansujące "wybijających" się kapłanów, są potrzebne, pożyteczne?

- Ja się na tym słabo znam. To świeże zjawisko, z ostatnich lat. Jeżeli z dużej grupy księży wybiera się tylko jednego, może to być odrobinę krzywdzące dla pozostałych. Bałbym się publicznego dzielenia kapłanów na gorszych i lepszych. Kościół ma już swoją wewnętrzną hierarchię. Przecież żadna matka nie wybierze sobie jednego ze swoich dzieci, nie powie wobec reszty: "Tego kocham najbardziej".

Dziękuję za rozmowę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2005