Logo Przewdonik Katolicki

Z zapisków byłego kapelana szpitala (12)

bp Czesław Lewandowski
Fot.

O zakład Spotkałem na szpitalnym korytarzu mężczyznę wspartego na kulach. Podłogi dotykał tylko końcami palców stóp. Zapytałem o przyczynę schorzenia i dowiedziałem się, że tydzień wcześniej opuścił szpital, gdzie trafił po złamaniu ręki. Niebawem, w gronie kolegów "popili sobie" i zrobili zakład, kto wyskoczy z pierwszego piętra? Parter był także dość wysoki... Mój rozmówca...

O zakład
Spotkałem na szpitalnym korytarzu mężczyznę wspartego na kulach. Podłogi dotykał tylko końcami palców stóp. Zapytałem o przyczynę schorzenia i dowiedziałem się, że tydzień wcześniej opuścił szpital, gdzie trafił po złamaniu ręki. Niebawem, w gronie kolegów "popili sobie" i zrobili zakład, kto wyskoczy z pierwszego piętra? Parter był także dość wysoki... Mój rozmówca wygrał zakład i otrzymał dwieście złotych (rok 1965). Niestety, po wygranej trafił z powrotem do szpitala.

Pokój przybrała kwiatami
W sobotę po Mszy św. przyszła do zakrystii matka Henia M. z zaświadczeniem z parafii, że jej syn jest przygotowany do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Chłopiec przebywał na oddziale zakaźnym szpitala. Wkrótce wyspowiadałem go, udzieliłem sakramentu chorych, a na podstawie specjalnego upoważnienia także sakramentu bierzmowania. Lekarz dyżurny zezwolił, aby następnego dnia matka i rodzice chrzestni chłopca mogli wziąć udział w tej wyjątkowej uroczystości. Umówiłem się, że przyjdę o godz. 6.30. Jeśli rodzina nie zdąży przyjść, to przybędę o godz. 8. Przyszedłem w drugim terminie i... nie zastałem nikogo. Matka Henia wyszła drugi raz za mąż, chorującym synem nie zajmowała się w sposób należyty. Owszem, pokój był uroczyście przybrany kwiatami, które przyniosła poprzedniego dnia. Wszystkie te okoliczności spowodowały, że chorzy i personel szpitalny, z korytarza obserwujący uroczystość Pierwszej Komunii św., nie kryli łez.

Śmierć doktora Antoniego O.
Niedawno w jednej z podkaliskich parafii odbył się pogrzeb dr. Antoniego O. Znałem go od początku swej pracy w szpitalu, później przeszedł do lecznictwa otwartego. Od blisko dwóch lat chorował. Bliżej poznałem go jako pacjenta oddziału zakaźnego. W Poznaniu robiono mu jakieś dodatkowe badania; słabł coraz bardziej. Kilkakrotnie przystępował do spowiedzi, a potem przez kilka dni także do Komunii św. Przyjął sakrament chorych. Ostatni raz był u spowiedzi i Komunii św. na trzy dni przed śmiercią. Później wezwano mnie, gdy zasłabł. Przybyłem dziesięć minut po śmierci i warunkowo udzieliłem rozgrzeszenia. Pielęgniarki z rozrzewnieniem mówiły, że chory do końca modlił się, a w ostatnich chwilach odmawiał Spowiedź powszechną. W czasie choroby nie skarżył się na dolegliwości, choć wiele cierpiał. Bardzo spokojnie znosił wszystko w duchu wiary.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki